Obaj pięściarze darzą się szczerą nienawiścią i dali jej upust już niejednokrotnie. W trakcie ceremonii ważenia było szczególnie gorąco. Nie zabrakło wyzwisk i utarczek słownych, dlatego sama walka zapowiadała się niezwykle pasjonująco.

 

31-latek z Omaha, który bronił tytułu, od początku umiejętnie skracał dystans. Dzięki czemu przewaga warunków fizycznych rywala nie było mocno widoczna. Benavidez Jr. szukał możliwości wyprowadzenia silnego, nokautującego cios, ale czempion za każdy razem okazywał się szybszy i sprytniejszy.

 

26-latek, który pretendował do tytułu mistrza świata, wyraźnie przegrywał na punkty. Doskonale o tym wiedząc, pod koniec pojedynku starał się znokautować Crawforda. Doszło do ostrej wymiany na środku ringu, ale Benavidez Jr. nie wytrzymał jej tempa. Został powalony na deski, zdołał jednak wstać, gdy był już liczony (podniósł się przy ośmiu). Na nic to się ostatecznie zdało, bowiem na 18 sekund przed zakończeniem potyczki, sędzia zdecydował się ją przerwać. Wskazując tym samym Crawforda jako zwycięzcę przez techniczny nokaut.

 

Benavidez wyprowadził 501 ciosów, ale zaledwie 92 z nich trafiły pięć lat starego rywala. Z kolei obrońca tytułu był lepszy, zarówno pod względem ilości, jaki i jakości. Crawford wyprowadził prawie osiemdziesiąt ciosów więcej (579). Ponadto blisko dwieście z nich było celnych (186).

 

"Czarodziej" po zakończeniu starcia nie krył zadowolenia z wykonanej misji. - Zrealizowałem swój cel! Zapowiadałem, że go znokautuję i nokaut był tylko kwestią czasu - stwierdził Crawford. Z kolei pretendent po tym, jak przegrał z mistrzem był nieco pokorniejszy. - Dałem z siebie sto procent, ale wszedłem do ringu z najlepszym bokserem świata - wyznał Benavidez, który zarobił 500 tysięcy dolarów. Natomiast obrońca tytułu otrzyma znacznie więcej. Kwota gwarantowana dla Crawforda to 3 mln 625 tys. dolarów.