Umowa, jaką Alvarez podpisał wspólnie z szefem promującej go stajni Golden Boy Promotion – Oscarem de La Hoya'ą to najwyższy w historii sportu "deal" z indywidualnym sportowcem. Dotychczasowy rekord należał do basebalisty Giancarlo Stantona (aktualnie w New York Yankees), który w 2014 roku podpisał 13-letnią umowę z Miami Marlins opiewającą na 325 milionów dolarów.

 

Alvarez w swej ostatniej walce pokonał na punkty, po niejednogłośnej decyzji Giennadija Gołowkina. To było ich drugie starcie. Stawką były mistrzowskie pasy w kategorii średniej federacji WBA, WBC oraz IBF. W pierwszym sędziowie wypunktowali remis. Kazach uważa, że został skrzywdzony. Chce walki numer trzy, ale póki co, to obóz Alvareza rozdaje karty. Oscar de La Hoya powiedział, że jeśli w ogóle dojdzie do starcia, to na warunkach „Canelo”.

 

Na razie Alvarez szykuje się do grudniowego (15.12) pojedynku w nowej kategorii wagowej – super średniej. Jego rywalem będzie obrońca tytułu federacji WBA – Brytyjczyk Rocky Fielding. Pojedynek ma się odbyć w nowojorskiej Madison Square Garden.

 

DAZN (wymawia się DAZON) to platforma internetowa, która wzorem serwisów filmowych takich jak Netflix, chce podbić rynek sportowych praw telewizyjnych. Za stałą miesięczną opłatą (od 10 do 15 euro) już teraz dostaje się dostęp do wielu hitów. DAZN  działa w kilku krajach – m.in. Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Japonii.  U naszych zachodnich sąsiadów przejęła m.in. rozgrywki Premier League, płacąc za nie 20 mln dolarów. W USA transmituje m.in. NFL, NBA, MLB i NHL. Bardzo mocno inwestuje też w boks.

 

Ostatnia, przegrana przez „Górala” Tomasza Adamka walka z Jarellem Millerem była w Stanach pokazywana, czy raczej udostępniana w Internecie  przez DAZN. Teraz największą gwiazdą serwisu ma być Saul Alvarez. Fani Gienadija Gołowkina, którzy uważają, że wygrał on ostatnią walkę z „Canelo” (tak punktowała zdecydowana większość najbardziej uznanych, pięściarskich dziennikarzy w USA), będą mieli kolejny powód do twierdzeń, że to był „układ”.

 

Z kolei Saul Alvarez ma kolejny powód, by za wszelką cenę (w tym wypadku chodzi o 365 mln dolarów) unikać meksykańskiej wołowiny. Bo nadmiarem tego mięsa w swe j diecie tłumaczył wpadkę na koksie (clenbuterol), przez którą o mało co w ogóle nie doszłoby do walki z GGG. Na szczęście dla Meksykanina sprawa przedłużyła się tylko o pół roku, bo na tyle został zawieszony.