Nie od dziś Bayern jest uznawany za jeden z najlepszych europejskich klubów, co potwierdzają zresztą wyniki. W ciągu ostatnich dziesięciu lat drużyna z Bawarii raz zwyciężyła w prestiżowych rozgrywkach Ligi Mistrzów, a dwukrotnie dotarła do ich finału. Ponadto tylko raz nie awansowała do przynajmniej ćwierćfinału, co stanowi ostateczny dowód na przynależenie "Bawarczyków" do europejskiej elity.

 

Rozrzutność nie jest jednak cechą charakterystyczną dla Niemców, co do tej pory znajdowało również odzwierciedlenie w polityce transferowej Bayernu, który nigdy nie wydawał kroci na nowych zawodników. Najdroższym dotychczasowym transferem "Bawarczyków" było sprowadzenie Corentina Tolisso, za którego w 2017 roku zapłacono 41 mln euro.

 

Taka kwota wydaje się śmieszna w porównaniu do hitów transferowych pozostałych drużyn z europejskiej czołówki. Wystarczy przypomnieć, ile za swoje gwiazdy zapłaciły kluby takie jak Paris Saint-Germain (222 mln euro za Neymara), FC Barcelona (130 mln euro za Philippe Coutinho), Juventus (117 mln euro za Cristiano Ronaldo), Manchester United (105 mln euro za Paula Pogbę) czy Real Madryt (101 mln euro za Garetha Bale'a).

 

Niewykluczone, że tym razem władze Bayernu sięgną do kieszeni głębiej. Tym bardziej, że blisko odejścia z Allianz Areny są podobno m.in. Arjen Robben, Franck Ribery, Rafinha czy Jerome Boateng. Aby wypełnić po nich lukę, na celowniku Uliego Hoenessa znaleźli się tacy piłkarze jak Benjamin Pavard (VfB Stuttgart), Kostas Manolas (AS Roma), Florian Thauvin (Olympique Marsylia), Nabil Fekir (Olympique Lyon) oraz Ante Rebić (Eintracht Franfurt).

 

Na razie nie wiadomo, na jakie dokładnie ruchy zdecyduje się klub mistrza Niemiec, ale wiele wskazuje na to, że kolejne lato będzie na Allianz Arenie wyjątkowo gorące!