W poniedziałek organizacja KSW poinformowała o zmianie w karcie walk nadchodzącego wydarzenia w Gliwicach. Do rozpiski wskoczył mistrz wagi półśredniej Roberto Soldic, a jego przeciwnikiem będzie Vinicius Bohrer. Na KSW 46 nie zobaczymy za to Borysa Mańkowskiego, który w specjalnym nagraniu poinformował o tym, dlaczego musiał się wycofać.

 

- W ostatnim tygodniu przygotowań w Stanach Zjednoczonych mieliśmy sparingi zapaśnicze. Mieliśmy "zadaniówkę", kiedy stałem pod ścianą, miałem chłopaka na plecach i pewnym momencie tak obciążył moje ciało, że stanąłem na jednej nodze i pod jakimś dziwnym kątem dotknąłem swoim nosem kostki... Noga mi się wygięła, poczułem ból i musiałem przerwać trening - powiedział.

 

"Diabeł Tasmański" liczył jednak, że w kolejnych dni znajdzie się w lepszym stanie. Tak więc nie przerwał treningów, tylko skupił się na szlifowaniu formy bokserskiej.

 

- Na początku nie mogłem chodzić, a pochylanie to było marzenie. Tak minął tydzień. Mogłem tylko machać łapami przy worku. Wróciliśmy do Polski, pojechaliśmy do doktora i okazało się, że mam zerwany mięsień dwugłowy uda. Powiedział mi, że potrzebuję około czterech-pięciu tygodni do zaleczenie. A tyle czasu nie miałem. Chciałem spróbować, bo krąży teoria wśród sportowców, że się szybciej leczy ze względu na zdrowy organizm. Robiłem, co mogłem. Boksowałem na deliktanie zgiętych kolanach, wrzucałem nawet zdjęcia z treningów. Nie było to kłamstwo - dodał.

Dawał sobie dwa tygodnie, jednak po upływie tego czasu nadal nie mógł wykonać na treningu niczego innego jak boks. W końcu podjął decyzję o wycofaniu się z walki przeciwko Bruce'owi Souto.

 

- Liczył, że na dwa tygodnie będzie git, ale nadal mógł tylko boksować. I musiał się wycofać. - To MMA. Tu trzeba łapać, kopać, rzucać. Nie było szansy, bym wyszedł w pełni sprawny. Może niedługo spróbuję zrobić jakąś technikę jiu-jitsu. Muszę poczekać dwa-trzy tygodnie, by noga się zregenerowała - przyznał.