Maciej Turski: Miło Cię widzieć ponownie w Polsce. Po raz czwarty w ciągu roku. Jak się czujesz będąc najbardziej zapracowanym zawodnikiem KSW?

 

Roberto Soldić: W ciągu 11 miesięcy. Lubię walczyć, a tym bardziej dla najlepszej organizacji w Polsce. Wiem, że kibice też odwzajemniają moje uczucia. Cieszę się, że mogę być częścią tej karty walk. Pora wejść ponownie do klatki. Zróbmy to.

 

Wziąłeś tę walke z krótkim wyprzedzeniem czasowym. Nie było to problemem?

 

Walka zawsze jest ryzykiem. Niezależnie od momentu, w którym podpisałem kontrakt. Każdy rywal jest zagrożeniem. Wziąłem ten pojedynek, bo kocham walczyć i chcę, żeby kibice mnie pokochali.

 

Jak długo zastanawiałeś się nad zaakceptowaniem oferty?

 

Szczerze? Leżałem w łóżku o północy i usłyszałem: "Hej, możesz walczyć". Nawet nie pamiętałem z kim miałem się bić. Powiedziałem tylko, że jestem w lekkim treningu, nie takim jak podczas przygotowań, ale takiej oferty się nie odrzuca. Karta walk jest pełna gwiazd i musiałem z tej okazji skorzystać. Kiedyś oglądałem walki Mameda Khalidova w telewizji, a teraz mogę wystąpić z nim na jednej gali. Jak mógłbym powiedzieć "nie"?

 

Mam wrażenie, że po wygranej walce rewanżowej z Dricusem Du Plessisem jesteś spokojniejszy. Wróciła pewność siebie.

 

Zawsze jestem pewny siebie. Po porażce też tak było, pozostałem tym samym gościem. Wiedziałem, że wpadka przydarzyła się ze względu na kiepskie zbijanie wagi i moje, prywatne sprawy. Nie byłem skupiony jak zawsze. W końcu po walce wziąłem się w garść i pomyślałem, że jestem wojownikiem i muszę zachowywać się jak wojownik.

 

Zaakceptowałeś już tę porażkę?

 

Porażki w tym sporcie się zdarzają. Można przegrać z dobrym zawodnikiem, ale przegrana po jednym ciosie naprawdę boli. Chciałem tego rewanżu. Na początek miał w tej walce wystąpić David Zawada, ale przeszedł do UFC. UFC jest darem od Boga. Przy takim ruchu zostałem naturalnym wyborem i mogliśmy się spotkać ponownie. Wiedziałem, że tym razem nie będzie powtórki. Pokazałem to w trakcie walki.

 

Miałeś mało czasu na przygotowanie się do pojedynku i również na przygotowanie się pod konkretnego rywala. Jak wyglądały te dwa tygodnie?

 

Widziałem kilka jego walk. Jest bardzo niebezpieczny w parterze, ale to jest MMA. Ju jitsu Brazylijczyków jest kompletnie inne. Dla nich to całe życie. Ja to wiem. Być może ludzie myślą, że ja tylko potrafię uderzać. Codziennie jednak poprawiam swoje umiejętności w parterze i w zapasach. Robię wszystko, co potrzebne w MMA.

 

Po raz kolejny w przygotowaniach odwiedziłeś klub Berkut WCA w Warszawie. Trenerzy są zachwyceni Twoją postawą i podejściem. Jak oceniasz współpracę z trenerami Robertem Złotkowskim oraz Robertem Joczem i dlaczego zdecydowałeś się korzystać z ich pomocy?

 

Czuję się tu już jak w drugim domu. Lubię trenować z dobrymi i dużymi chłopakami. Uwielbiam metodykę treningu Roberta Jocza. To są metody oldschoolowe, ale one mi bardzo pasują. Robert Złotkowski? To najlepszy trener, z którym miałem okazję współpracować na tarczach. Fajnie przekazuje technikę, ale również doskonale łączy to z innymi elementami walki. Takie tarcze można spotkać ewentualnie w Stanach Zjednoczonych. W Europie nie jest łatwo spotkać trenera na takim poziomie. Dodatkowo chciałem być troszkę wcześniej w Polsce. Mam mało czasu na przygotowania, więc chociaż nie będę miał problemu z aklimatyzacją. W Polsce już jest bardzo zimno, a każdy element przygotowań może być ważny. Dyscyplina zawsze na pierwszym miejscu.

 

W załączonym materiale wideo cała rozmowa z Roberto Soldiciem.