Lorek: Andrenalinas z Hallstavik

Żużel
Lorek: Andrenalinas z Hallstavik
fot. Cyfrasport

Rozgrywki Nice 1 ligi żużlowej w sezonie 2018 były znakomitą reklamą speedwaya. Po dramatycznym dwumeczu w finale play – off, prawo występów w najwyższej klasie rozgrywkowej wywalczyli żużlowcy Speed Car Motor Lublin. Niekwestionowanym liderem i talizmanem ekipy Dariusza Śledzia był Andreas Jonsson – indywidualny wicemistrz świata z 2011 roku.

Przed sezonem dyrektor sportowy lubelskiego klubu – Jakub Kępa, kochający pracę w ciszy, stronił od buńczucznych zapowiedzi. Niechętnie podpisywał się pod tezą, że lublinianie będą czarnym koniem Nice I ligi. Kiedy eksperci z żużlowej branży wtłaczali mu w usta teorię, że Speed Car Motor Lublin zawojuje rozgrywki, Jakub zwykł mawiać, że to perspektywiczny zespół. Kiedy pod Jasną Górą i w księstwie Andory ptactwo oznajmiło, że Fredrik Lindgren będzie zdrów jak ryba i zakotwiczy w barwach ForBet Włókniarza Częstochowa, w Lublinie zrozumiano, że AJ ma wolną rękę w wyborze klubu. A po przeciętnym sezonie 2017 w barwach częstochowskich lwów, wielu fachowców wróżyło Andreasowi rozstanie z Włókniarzem. Prezes Michał Świącik lubi mieć opcję „na wypadek gdyby”, dlatego wolał dmuchać na zimne i czekał na zielone światło od Freddie Lindgrena. Kiedy jegomość z Orebro uporał się z kontuzją kręgosłupa i zgłosił gotowość do jazdy na pełny gwizdek, Michał nie blokował Andreasa, bo prezes Świącik nie lubi budować klatek na duszę. Ceni ludzi i nie nakłada nikomu kagańca. W Lublinie wiadomość o tym, że „Ejdżej” jest do wzięcia, nie zachwyciła lokalnych dziennikarzy. Powątpiewali w sensowność transferu sugerując się zaawansowanym wiekiem Szweda… Na Boga, to co mają powiedzieć pracodawcy Grega Hancocka, który 3 czerwca ukończył 48 lat i jest piątym zawodnikiem cyklu Speedway Grand Prix w sezonie 2018…?!

 

Przemyślane szarże w barwach koziołków

 

Andreas swoje wie. Niedowiarków wyleczył z wątpliwości już na inaugurację Nice I ligi, kiedy metodycznie budował prędkość i po trosze w stylu Pera Jonssona, indywidualnego mistrza świata z Odsal Stadium w 1990 roku, doganiał swoją ofiarę. Myśliwym Andreas jest niezgorszym niźli Ole Olsen… Aleksandr Loktajew wydawał się niezagrożony w piętnastym wyścigu pojedynku pomiędzy Speed Car Motorem Lublin a Orłem Łódź. Tymczasem człowiek z Hallstavik – Andreas Jonsson, uratował remis dla gospodarzy…

 

Drugim majstersztykiem Andreasa była postawa na rybnickim torze. Poobijany po zawodach SEC (Speedway European Championships) w Chorzowie, Jonsson wyglądał na motocyklu jakby spał na aksamitnym prześcieradle po zażyciu kąpieli rodem z Rajeckich Teplic. Słowaccy balneolodzy mieliby ciekawy okaz do analizy. Sponiewierany poprzedniego dnia Jonsson, ścigał się jak natchniony w pierwszym finałowym meczu fazy play-off. Po zawodach Szwed pokusił się nawet o stwierdzenie, że „lepiej czytał rybnicki tor aniżeli w czasach kiedy regularnie ścigał się dla rekinów w sezonie 2016…”. Ot, bądź mądry i pisz wiersze. Oto jak nieodgadniony jest współczesny speedway…

 

Teraz, kiedy AJ odpoczywa i w ciszy szwedzkich lasów przygotowuje się do sezonu’2019 w PGE Ekstralidze, wątpliwości znów nie brakuje. Ci, którzy je rozsiewają, winni zadzwonić do człowieka, który od dawna wierzył w Andreasa – Mariana Maślanki…

 

Marian Maślanka, twórca potęgi Włókniarza Częstochowa w 2003 roku, z zainteresowaniem przyglądał się młodemu żużlowcowi z Hallstavik jeszcze zanim Andreas sięgnął po koronę indywidualnego mistrza świata juniorów w Gorzowie Wielkopolskim w 2000 roku. Marian skrzętnie zapisał w kajecie nazwisko Szweda. AJ to intrygująca struktura. Dogłębna analiza, dynamit na dystansie i szalone szarże, które onieśmielały największych kozaków ówczesnego speedwaya. Nawet gwiazdy Apatora – Adriany Toruń: Tony Rickardsson i Jason Crump oglądały wówczas plecy Andreasa. „Adrenalinas” był w 2003 roku ulubieńcem częstochowskiej publiczności. To był fenomenalny sezon zawodników Włókniarza, choć z mozołem zgromadzony budżet wydawał się być Kopciuszkiem przy nakładach finansowych jakie przeznaczył na żużel Marek Karwan – ówczesny boss toruńskiego klubu. 15 sierpnia 2003 roku Rune Holta zdobył złoty medal indywidualnych mistrzostw Polski. Wówczas na podium finału IMP obok Rune stanęli: Tomasz Gollob (Plusssz Polonia Bydgoszcz) i Tomasz „Ogór” Jędrzejak (Atlas Wrocław). Jakżeż nieodgadnione wydaje się być ludzkie życie. Los sprawił, że indywidualny mistrz świata z 2010 roku porusza się na wózku inwalidzkim, a Tomasza Jędrzejaka – byłego reprezentanta Włókniarza Częstochowa, nie ma już wśród nas…

 

Złote lata w Częstochowie

 

Jonsson tryskał szampańskim humorem w księstwie Monako podczas gali FIM w 2000 roku. Ileż było radości na jego twarzy, kiedy Top Secret Włókniarz Częstochowa pokonał Apatora Adrianę Toruń w 2003 roku w fazie finałowej 49:41. Andreas w mistrzowskim sezonie zdobył 149 punktów i obok Rune Holty, Ryana Sullivana, Sebastiana Ułamka, Grzegorza Walaska, Zbigniewa Czerwińskiego, Artura Pietrzyka, Davida Ruuda i Adama Pietraszko był arcyważnym ogniwem w zdobyciu czwartego tytułu Drużynowego Mistrza Polski dla Włókniarza.

 

Kiedy w 2018 roku kameralny stadion w Hallstavik trafił do kalendarza Speedway Grand Prix, a AJ otrzymał dziką kartę, kronikarze uświadomili sobie, że Szwed zapisał przepiękny rozdział w historii indywidualnych mistrzostw świata. Podziwu godne zdobycze w elitarnym gronie najlepszych żużlowców globu: 1377 punktów, 850 wyścigów, 158 turniejów, 9 zwycięstw, 201 wygranych wyścigów, tytuł wicemistrza świata w 2011 roku i nieprzerwana seria startów w elitarnym gronie od 2002 do 2016 roku. Tenże sam Andreas, który w ustronnym miejscu na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich 5 w Lublinie, starannie przeżuwał tuńczyka prosto z puszki przed meczem Nice I ligi… Pomiędzy kęsami tuńczyka Andreas dodawał, że gdy jesteś ojcem trzeba zdobywać punkty, bo ktoś musi wykarmić dwójkę synów. „Food has to be on a table…” – znamienne słowa wspaniałego i troskliwego taty… Vincent, starsza latorośl Andreasa Jonssona, pobiera lekcje tenisa od mistrza gry podwójnej na trawiastych kortach Wimbledonu z 1986 roku – Joakima Nystroma (Joakim tytuł wywalczył ze swoim rodakiem Matsem Wilanderem). AJ to inteligentny jegomość, który wie, że dziecku niczego nie wolno proponować na siłę w wyborze hobby tudzież przyszłej profesji. Skoro jego syn woli być Robinem Bo Carlem Soderlingiem lub Rafaelem Nadalem Parerą, to tata nie może naciskać, aby następca tronu miał usiąść na motocyklu i podążać śladami Andersa Michanka, indywidualnego mistrza świata na żużlu w 1974 roku…

 

AJ szanuje przestrzeń jaką powinien zachować każdy człowiek, więc nie nasącza synów rozmowami o zębatkach, zapłonie i brązowym medalu MIMP wywalczonym w 2003 roku przez „Sałatkę” Zbigniewa Czerwińskiego na torze w Rybniku. Wraca zmęczony z łotewskiego Daugavpils po rundzie SEC, ale w pierwszej stolicy Polski – Gnieźnie, nie widać śladu zmęczenia po wyprawie „na kołach”. Wywiad przed kamerą: nie ma problemu. AJ to prawdziwy profesjonalista, który nigdy nie grymasił, jeżeli na horyzoncie pojawiała się opcja rozmowy z reporterem. Zawsze szanował sponsorów i ludzi, z którymi pracuje. Swego czasu przed rundą GP w Kopenhadze, zabrał swojego menedżera do parku rozrywki Tivoli na największy rollercoaster… Poza torem, AJ nie stroni od delikatnych, acz wysmakowanych figli i psot…

 

Posiada niezwykły dar do wyszukiwania detali, które z pozoru nie powinny zainteresować przeciętnego obserwatora. Owad, osobliwy plecak, zdjęcie zrobione według standardów szalonego artysty fotografika z Pragi – Jana Saudka. Gdyby „Adrenalinas” był artystą, nie byłoby obaw o jego twórczą wenę. Szwed tryskał humorem, gdy pracował przy budowie domku rodzinnego w Trasta. Gdyby wiedział, że jego kolega po fachu, indywidualny mistrz świata juniorów z 1997 roku – Duńczyk Jesper B. Jensen – jest ujmującym i piekielnie zdolnym hydraulikiem – pewnie by go nie… zatrudnił, gdyż Jesper buduje luksusowe domy dla majętnych ludzi za circa 20 milionów złotych z basenami, saunami i innymi cudami, przy których dom Nickiego Pedersena prezentuje się jak szopa, w której trenował Jerzy Janowicz…

 

AJ to przeogromny szacunek dla mechaników. Niezależnie od tego czy przy jego motocyklach uwijał się Mirosław Duda, Darek Łapa czy Szymon Grobelski, zawsze okazywał im sporo serca, lojalności i klasy. Ba, potrafił nawet dla odmiany anturażu, zorganizować kolację przed Grand Prix przy świecach, w starannie zaprojektowanym namiocie stojącym na skandynawskiej ziemi. Gdy ścigał się w złotym okresie startów w Częstochowie, żywo interesował się postępami młodzieżowców i cieszył się, gdy juniorzy Włókniarza sięgnęli po srebro MDMP w Zielonej Górze i srebrne medale MMPPK w Pile w 2003 roku.

 

Realista

 

AJ lubi powtarzać, że żużlowiec nie pracuje od marca do października, choć wielu obserwatorom sportowej sceny wydaje się, że zimą zawodnik zapada w błogi sen i przeistacza się w niedźwiadka… Gdy ścigał się dla Dackarny Malilla i Polonii Bydgoszcz, nie wiedział, gdzie włożyć ręce. Budował garaż, domek dla przyjaciół rodziny w szwedzkich leśnych ostępach, pracował na sali gimnastycznej, rozmawiał ze sponsorami, dogrywał kwestie sprzętowe i zmieniał pieluchy Vincentowi… Uff, a gdzie skrawek czasu na odpoczynek? „Kocham mojego synka Vincenta, z rozkoszą opiekuję się nim, ale zerkam też na traktory, które jeżdżą przed moim domem. Istny plac budowy. Moja partnerka Frida już wie, że w życiu żużlowca nie ma przestojów, niezależnie od tego czy jesteś juniorem czy podstarzałym panem, który wciąż przywozi sporo punktów dla swojej ligowej drużyny… W trakcie sezonu rzadko mogę spędzić weekend z najbliższymi, więc zimową porą staram się w równym stopniu uszczęśliwić moją familię jak i nasze ukochane psy” – wyznaje marzyciel twardo stąpający po ziemi. Spacer po ośnieżonych polach wydaje się błogą perspektywą dla wiecznego wagabundy Andreasa…

 

Solidny dzwon w Malilli jaki przydarzył się 28 lipca 2009 roku w meczu szwedzkiej Elitserien zapamiętał na długo, bo okazało się, że jego kręgosłup ucierpiał podczas makabrycznie wyglądającej kraksy. „Wróciłem na GP Łotwy w Daugavpils, ale wciąż wyłem z bólu po wypadku w Malilli. Biorąc pod uwagę skalę cierpienia, uważam, że sześć punktów wywalczone w Daugavpils było przyzwoitym wynikiem. Ogółem piąte miejsce w generalnej klasyfikacji SGP’2009 było bardzo dobrym rezultatem. W walce o mistrzostwo świata nikt nie pozostawi choćby cala wolnej przestrzeni, więc piąta lokata ma swoją wymowę” – podkreśla AJ.

 

Czwarte miejsce w Speedway GP’2006 rozbudziło apetyty Szweda, tym bardziej, że przez lwią część kariery dźwigał na plecach brzemię odpowiedzialności, gdyż skandynawskie media branżowe kreowały go na następcę Tony’ego Rickardssona. Dopiero współpraca z Carlem Blomfeldtem, szwedzko – kanadyjskim tunerem zaowocowała tytułem wicemistrza świata w 2011 roku. „Miałem kilka sezonów, gdy błahostki odbierały mi bezcenne punkty. A to zerwany łańcuszek sprzęgłowy, a to pęknięty tylny łańcuch, a to drobna część silnika zmuszała nas do jęku zawodu. Nie ma piękniejszego uczucia niż przełożenie nogi nad ramą motocykla i świadomość, że wszystko gra jak należy w zakresie mechaniki. Ubolewam, że nie potrafiłem regularnie punktować w meczach ligowych. Zdarzały się występy, kiedy wykręcałem komplet punktów, a w kolejnym spotkaniu zdobywałem 2 punkty. Lubię, gdy wszystko w moim teamie jest poukładane, ale żużel jest tak osobliwym sportem, że nigdy nie wiesz co wydarzy się na torze…” – wyznaje Andreas.

 

Z dzisiejszej perspektywy największym szczęściem Andreasa są dwaj synowie: Vincent i Loui. Spoglądając na listę uczestników finału indywidualnych mistrzostw świata juniorów w 1997 roku w czeskim Mseno, z trudem można doszukać się wciąż aktywnych zawodowo żużlowców. Scott Nicholls, Andreas Jonsson, Grzegorz Walasek, Nicki Pedersen – raptem kwartet wciąż łamie motocykl na wirażu. Pozostali odpoczywają od dwóch kółek. AJ, który 3 września 2019 roku będzie obchodził 39 urodziny wciąż odnajduje radość z jazdy na żużlowym motocyklu… I pomyśleć, że jeszcze 3 lata temu Andreas Jonsson wprawił w osłupienie wielu fachowców, gdy był prawdziwą lokomotywą reprezentacji Szwecji w Drużynowym Pucharze Świata. W finałowej batalii rozegranej 13 czerwca 2015 roku w Vojens, Andreas zainkasował aż 12 punktów, o punkt więcej od aktualnego reprezentanta For Bet Włókniarza Częstochowa – Fredrika Lindgrena. „Adrenalinas” zapracował w pocie czoła na ogromny szacunek, nie tylko przy ulicy Olsztyńskiej w Częstochowie czy Alejach Zygmuntowskich w Lublinie. To porządny gość, który z dystansem i z pasją traktuje speedway, ale wie, że familia i cisza szwedzkich lasów jest równie istotna jak rekordy torów i medale mistrzostw świata…

Tomasz Lorek, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie