Kowalski po weekendzie: W rozgrywce o mistrzostwo do stołu zasiadł Nawałka

Piłka nożna
Kowalski po weekendzie: W rozgrywce o mistrzostwo do stołu zasiadł Nawałka
fot. Cyfrasport

Po jednym wygranym efektownym meczu nie można wkładać korony na głowę, ale w Lechu ewidentnie coś drgnęło. Drużyna z Poznania pokonała słabiutkie Zagłębie Sosnowiec 6:0, wcześniej 2:0 tylko nieco lepszy Śląsk Wrocław. Czy można zakładać, że zaczyna działać efekt Adama Nawałki? Wydaje się, że jednak tak.

Nie ma żadnych wątpliwości, że były selekcjoner negocjując bardzo długo kontrakt z Lechem nie dbał tylko o jak najlepsze warunki dla siebie i dla swoich współpracowników, ale także była dyskusja o kwestiach personalnych dotyczących składu drużyny. Czyli istnieją dwie sprawy, których możemy być pewni. Będą zimowe wzmocnienia, być może nawet zawodnikami, którzy niedawno byli z Nawałką na mundialu, a poza tym drużyna będzie lepiej biegać. Bo przy tym treningu, który preferuje były selekcjoner jest to efekt murowany.

 

Było tak we wszystkich klubach, w których wcześniej pracował i m.in. po to każe swoim graczom przebywać i trenować w klubie od rana do wieczora. A mając do dyspozycji przyzwoity skład (taki Lech posiada już w tym momencie) w warunkach naszej ekstraklasy mobilność i wybieganie to już jest ogromny atut.

 

Oczywiście liczy się też konkurencja. W większości poważnych lig europejskich ośmiopunktowa (czy może nawet większa, jeśli Lechia wygra z Miedzią Legnica w poniedziałkowy wieczór) strata bywa nie do odrobienia. Nawet zakładając, że do końca rozgrywek jest jeszcze pół sezonu. Tyle, że to jest polska ekstraklasa, liga kowbojska, jak żartują kibice. Każdy może strzelić do każdego w każdej chwili. Weźmy Jagiellonię, która jest wyżej od Lecha.

 

Wicemistrz Polski mający jeszcze wyższe ambicje przegrywa u siebie z Zagłębiem Lubin i ze Śląskiem po 0:4, potrafi pobić ją w Białymstoku nawet beniaminek, czyli Miedź Legnica. Lechia, która wysforowała się na czoło tabeli rozgrywa mecze, w których potrafi oddać jeden celny strzał na bramkę. Legia, owszem pod wodzą Sa Pinto jest lepiej zorganizowana w obronie, ale czy jest to zespół, który już nie będzie gubił punktów? Na razie najbardziej wyrazisty jest jej portugalski szkoleniowiec, który podczas meczów bez przerwy się awanturuje i średnio raz na spotkanie chce komuś fizycznie przyłożyć (ostatnio atakował zawsze bardzo spokojnego Waldemara Fornalika).

 

Nawałka ma oczywiście przed sobą trudne zadanie, ale na połowę grudnia 2018 wydaje się, że nie jest ono niewykonalne. A już sam fakt, że taki trener podjął pracę w Polsce, a jego zespół włącza się do walki o tytuł mistrza Polski jest dodatkową wartością Ekstraklasy, która spadła właśnie w rankingu lig europejskich na 25 pozycję.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze