Arsenal ostatni raz wygrał z Liverpoolem w maju 2015 roku, na Anfield zaś w 2012. Poprzednie dwa mecze pomiędzy tymi zespołami kończyły się remisami, ale nie miało to większego znaczenia. Biorąc pod uwagę obecną formę "The Reds" faworyt mógł być tylko jeden. Ostatnio forma "Kanonierów" była sporą zagadką. W trzech spotkaniach z rywalami z dolnej półki zgarnęli cztery punkty. Liverpool ligowy mecz przegrał ostatnio szóstego maja z Chelsea.

 

Już pierwsze minuty pokazały, że kibice najpewniej zobaczą masę bramek na Anfield. Strzelanie otworzył Ainsley Maitland-Niles. Utrata gola zadziałała na piłkarzy Jurgena Kloppa, jak płachta na byka. Niemalże od razu wyrównał Roberto Firmino, a po chwili wyprowadził Liverpool na prowadzenie.

 

Podwyższył Sadio Mane, któremu asystował Mohamed Salah. Egipcjanin tuż przed przerwą był faulowany w polu karnym, sędzia wskazał na jedenasty metr i wykorzystał okazję. Gospodarze prowadzili 4:1 do przerwy i strach było pomyśleć ile jeszcze trafień zobaczą kibice w sobotni wieczór.

 

W 65. minucie Dejan Lovren, zdaniem sędziego był przewracany w obrębie szesnastki i mieliśmy kolejnego karnego. Tym razem Salah oddał piłkę Firmino, a Brazylijczyk skompletował hat-tricka. Więcej bramek w Liverpoolu nie oglądaliśmy. "The Reds" na dziewięć punktów odskoczyli Tottenhamowi, który przegrał swoje spotkanie z Wolverhampton. Arsenal jest piąty.

 

Liverpool - Arsenal 5:1 (4:1)

 

Bramki: Firmino 14, 16, 65-karny, Mane 32, Salah 45+2-karny - Maitland-Niles 11

 

Liverpool: Alisson - Alexander-Arnold, Lovren, Van Dijk, Robertson (Clyne 83') - Wijnaldum (Lallana 78'), Shaqiri, Fabinho - Salah, Firmino, Mane (Henderson 62')

 

Arsenal: Leno - Lichtsteiner, Mustafi (Koscielny 46'), Sokratis, Kolasiniac (Guendouzi 80') - Torreira, Xhaka - Maitland-Niles, Ramsey, Iwobi - Aubameyang (Lacazette 71')

 

Żółte kartki: Robertson - Xhaka, Sokratis