Problemy finansowe Wisły Kraków trwają już od kilku lat, ale wydaje się, że ich kres nastąpi wraz z nowym 2019 rokiem. Niekoniecznie musi to oznaczać happy end, ponieważ brak spłaty długu sprawi, że 13-krotni mistrzowie Polski będą musieli rozpocząć niejako swoją działalność od zera, lądując na peryferiach futbolu. Ci nastawieni optymistycznie wierzą w pozytywny scenariusz, który pozwoli przetrwać krakowskiemu klubowi i nadal funkcjonować na poziomie ekstraklasy. Cała piłkarska Polska żyje więc wydarzeniami, które toczą się w gabinetach klubu przy ul. Reymonta. Do wielkiego rozstrzygnięcia pozostały teoretycznie już tylko godziny.

 

A to dlatego, że jeden z nowych współwłaścicieli Wisły Kraków, Mats Hartling, który reprezentuje angielski fundusz Noble Capital Partner wydał oświadczenie, w którym zapewnia, że przelew w wysokości 12 milionów złotych trafi na konto klubu w najbliższy dzień roboczy, tj. 31 grudnia w poniedziałek.

 

Fundusz reprezentowany przez Szweda posiada 40 procent udziałów w Wiśle. Pozostałe 60 procent akcji przejął zarejestrowany w Luksemburgu fundusz Alelega, którego właścicielem jest Vanna Ly - francuski przedsiębiorca pochodzenia kambodżańskiego. To właśnie Ly zapewnił zarówno Hartlinga oraz tymczasowego prezesa Wisły, Adama Pietrowskiego, że pieniądze znajdą się na koncie klubu w ostatni dzień starego roku (więcej tutaj). W Krakowie trwa zatem spore napięcie, obgryzanie paznokci i nastrój oczekiwania.

 

- Decyzją zarządu uznaliśmy, że wstrzymamy się na razie z decyzjami i będziemy czekać na zaksięgowanie przelewu. Wierzymy, że nie jest przypadkiem, że wiele osób zapewnia nas , iż wszystko będzie dobrze. Nie podjęliśmy decyzji do kiedy czekamy. Chcemy spotkać się w poniedziałek i porozmawiać o tym, co będzie dalej - przyznał na łamach Przeglądu Sportowego Rafał Wisłocki, członek zarządu Towarzystwa Sportowego "Wisła".

 

Przyszłość jednego z najbardziej utytułowanych klubów piłkarskich w Polsce wisi na włosku, a odpowiedź na pytanie "co dalej?" powinniśmy poznać jeszcze w 2018 roku. Wspomniany przelew spowoduje, że wszyscy w Wiśle chociaż na chwilę odetchną z ulgą, ponieważ będzie to promyk nadziei na lepsze jutro. A co jeżeli pieniędzy nie będzie?

 

Wówczas Wisła znowu trafi do rąk poprzednich właścicieli, czyli Towarzystwa Sportowego "Wisła", które jednak nie ma żadnych pomysłów na spłatę ponad 40 milionów złotych długu, a ponadto nie ma w tym momencie prezesa, ponieważ dotychczasowa pani prezes Marzena Sarapata podała się do dymisji. To oznacza, że w przypadku braku przelewu i wycofania się nowych właścicieli (warunkiem przejęcia przez nich klubu był przelew do 28 grudnia) - w Wiśle zapanuje totalne bezkrólewie, a więc brak zarządu, rady nadzorczej i dokumentacji spółki, która od 22 grudnia jest w posiadaniu Ly i Hartlinga. Jedno jest pewne - w Nowy Rok będziemy świadkami nowego rozdziału Białej Gwiazdy.