Po imponującej serii zwycięstw Arsenalu, do klubu zawitał kryzys. Bolesna porażka 1:5 z Liverpoolem i kilka wpadek z zespołami dołu tabeli obnażyły braki kadrowe The Gunners. Unai Emery jest mózgiem nowego projektu, jednak seria kontuzji i gorsza forma kilku zawodników spowodowały, że kibice zaczęli domagać się łatania dziur w składzie.
 
Idealną okazją było oczywiście zimowe okienko transferowe, w trakcie którego rok temu Arsenal nie próżnował. Wówczas do klubu sprowadzono Pierre-Emericka Aubameyanga i Henrikha Mkhitaryana, wydając kilkadziesiąt milionów funtów. Powtórki z rozrywki nie będzie: hiszpański menedżer przyznał na konferencji prasowej, że w grę tej zimy wchodzą... tylko wypożyczenia.
 
- Nie stać nas na transfery gotówkowe. Możemy tylko wypożyczać. Tylko i aż. Klub pracuje nad tym, by znaleźć odpowiednich piłkarzy na zbliżające się miesiące - powiedział.
 
Te słowa złamały serca wielu fanów Arsenalu, którzy największe zastrzeżenia mogą mieć do dziurawej defensywy zespołu. To właśnie ta formacja wymaga największych wzmocnień, tymczasem w mediach głośno jest o potencjalnych wzmocnieniach innych formacji. Oczywiście - bezgotówkowych. Z klubem łączony jest niechciany w Barcelonie Denis Suarez oraz występujący od roku w Chinach Yannick Ferreira-Carrasco, który mimo zaledwie 24 lat najlepszy okres gry wydaje się już mieć za sobą. Obaj mogą być sprowadzeni w ramach wypożyczeń do końca sezonu z ewentualną opcją obowiązkowego wykupu latem.
 
Już dziś wiadomo, że po sezonie z klubem pożegna się Aaron Ramsey, który prawdopodobnie dołączy do Juventusu - Kanonierzy z tego tytułu się jednak nie wzbogacą, bowiem wobec kiepskiej polityki transferowej mistrz Włoch podpisze kontrakt z Walijczykiem bez kwoty odstępnego.
 
Taki, a nie inny stan rzeczy prawdopodobnie, obok nieudolnej polityki transferowej spowodowany jest brakiem gry w Lidze Mistrzów już drugi rok z rzędu. Stan Kroenke, który od kilku miesięcy jest właścicielem większościowym udziałów w klubie nie słynie też z rozrzutności, a prowadzenie klubu z Północnego Londynu to dla niego czysty biznes. Wiadomość Emery'ego brzmi o tyle kuriozalnie, że Arsenal jest przecież piątym najbogatszym klubem na świecie, a amerykański właściciel dysponuje majątkiem o wartości 8,5 miliarda dolarów.