22-letni Meksykanin idzie przez zawodowe ringi jak burza. Ostatnio pełny dystans wytrzymał z nim tylko Anglik Liam Smith. Walka odbyła się w lipcu tego roku w Las Vegas, Jaime Munguia pierwszy raz stanął w obronie tytuły wywalczonego dwa miesiące wcześniej w starciu z Alim. Pojedynek w drugiej obronie ze starszym o 11 lat Kanadyjczykiem Brandonem Cookiem skończył się znacznie szybciej, w trzeciej rundzie było po wszystkim.

 

Teraz zmierzy się z niepokonanym, 29-letnim Japończykiem Takeshim Inoue (13-0-1, 7 KO) i będzie zdecydowanym faworytem. Inoue tylko raz walczył poza Japonią, trzy lata temu nokautując w Bangkoku Sawaenga Kingkaeo. Warto dodać, że była to trzynasta przegrana Tajlandczyka przez nokaut, przy braku nawet jednego zwycięstwa.Nie wiem czym kierowano się dając Japończykowi walkę o mistrzostwo świata, niczym specjalnym bowiem sobie na to nie zasłużył. Ale widać telewizja japońska płaci na tyle dobrze, że zagłusza głos rozsądku.

 

Munguia zapewne zmiecie szybko Japończyka z ringu, bo to prawdziwy ringowy potwór. Zaczynał karierę w wieku 16 lat, w wadze półśredniej (walczył też w super-lekkiej, junior średniej i średniej), ale młody wiek debiutantów nie jest w Meksyku niczym niezwykłym. Saul Alvarez zaczynał mając 15 lat, inni wielcy mistrzowie meksykańskiego boksu byli niewiele starsi, gdy toczyli swoje pierwsze zawodowe walki.

 

Urodzony w Tijuanie Jaime Munguia (31-0, 26 KO) pierwsze dziesięć zwycięstw odniósł w rodzinnym mieście, do którego zresztą później wracał, by nokautować kolejnych rywali. W USA zadebiutował niespełna dwa lata temu i w Las Vegas znokautował Paula Valenzuelę Jr w wadze średniej. W ubiegłym roku stoczył pięć pojedynków, w tym ten najważniejszy, z mistrzem świata kategorii junior średniej, Sadamem Alim w Veronie.

 

Niewiele jednak brakowało, by tydzień wcześniej walczył z Giennadijem Gołowkinem o tytuły w wadze średniej. „GGG” szukał bowiem na gwałt  rywala, który mógłby zastąpić Saula Alvareza złapanego na dopingu. Komisja Sportowa Stanu Nevada uznała jednak, że Munguia nie ma dostatecznego doświadczenia, by przystąpić do rywalizacji z takim mistrzem jak Gołowkin. Kazach ostatecznie zmierzył się z Vanesem Matrirosjanem, którego znokautował, a Mungui zaproponowano walkę o pas WBO z Alim tydzień później.

 

Sadam Ali, olimpijczyk z Pekinu (2008) był pięściarzem wagi półśredniej, który pół roku wcześniej przyjął propozycję walki o tytuł w wyższej kategorii i  nieoczekiwanie pokonał w Madison Square Garden kończącego karierę Portorykańczyka Miguela Angela Cotto odbierając mu pas WBO. Jaime Munguia w pierwszej obronie wydawał się być bezpiecznym rywalem, ale to był błąd. Młody Meksykanin zdemolował Amerykanina i odprawił go z kwitkiem w czwartej rundzie.

 

Komentowaliśmy ten pojedynek z Maciejem Miszkiniem i nie da się ukryć, że Munguia zrobił na nas spore wrażenie.  Duży (183 cm), silny, szybki, mocno bijący z obu rąk, ma w sobie to coś, co powinno go daleko zaprowadzić. Na razie ma mądrze dobieranych rywali, bardzo dobrze się stało, że nie trafił w maju na Gołowkina, za co zresztą sam podziękował tym, którzy do tej walki nie dopuścili.

 

Z Japończykiem powinien poradzić sobie bez większych problemów. Siedem lat starszy i dziesięć centymetrów niższy Takeshi Inoue zapewne nie będzie unikał walki, i to się dla niego źle skończy. Myślę, że taki właśnie scenariusz jest najbardziej prawdopodobny.

 

Transmisja gali w Houston w nocy z soboty na niedzielę od godziny 3:00!