Początek spotkania układał się po myśli gospodarzy, chociaż m.in. po trafieniu Piotra Pamuły goście przegrywali tylko dwoma punktami, a później zdobywali przewagę. Sytuację znowu opanowali jednak Łukasz Kolenda i Sasa Zagorac. Trefl grał bardzo ofensywnie, a po zagraniu Iana Bakera prowadził nawet dziewięcioma punktami. Po 10 minutach wygrywał jednak tylko 31:28. Na początku drugiej kwarty Dawid Bręk trafiał trójki i po chwili Spójnia znowu zdobywała przewagę. Tą samą bronią odpowiadali sopocianie, a mecz był wyrównany. Inicjatywa była jednak po stronie drużyny trenera Kamila Piechuckiego, która po pierwszej połowie prowadziła 57:51.

 

Zaraz na początku trzeciej kwarty po akcjach Milana Milovanovicia zawodnicy trenera Jukki Toijali zdobyli minimalną przewagę. Swoimi akcjami błyskawicznie odpowiadał Norbertas Giga. To sprawiało, że starcie nadal było zacięte. Po 30 minutach Trefl prowadził minimalnie - tylko 74:73. W kolejnej części spotkania stargardzianie uciekali nawet na sześć punktów po trójce Gigi. Gospodarze potrafili odrabiać straty, ale tylko na chwilę. Ważne rzuty w końcówce trafiał Piotr Pamuła, a na linii rzutów wolnych skuteczny był Rod Camphor. Ostatecznie Spójnia zwyciężyła 98:96.

 

To było dla nas bardzo ważne zwycięstwo, bo nie jesteśmy już na dole tabeli, tylko odrobinę się podnieśliśmy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że wykonaliśmy dopiero pierwszy krok do realizacji głównego celu, jakim jest utrzymanie. Przed meczem z Treflem mieliśmy tylko cztery jednostki treningowe, ale wydaje mi się, że można już mówić o pewnym postępie – przyznał 35-letni Piechucki.

 

W konfrontacji z Treflem nie zagrał lider i najskuteczniejszy zawodnik gości Anthony Hickey, który przed meczem z Kingiem przeszedł do zespołu ligi greckiej Rethymno Cretan Kings B.C. Pomimo absencji 26-letniego Amerykanina, który w 15 spotkaniach rzucił 317 pkt, co daje średnio 21,1 pkt, stargardzianie ustanowili punktowy rekord tego sezonu.

 

- Zanotowaliśmy 26 asyst, a to także nasze najlepsze osiągnięcie. Największym problemem wciąż jest jednak obrona, zwłaszcza w strefie podkoszowej. Hickey to zamknięty rozdział i po jego odejściu musimy grać bardziej zespołowo. Chcemy też wzmocnić drużynę, ale musi to być solidne i przemyślane wzmocnienie. Po kilku meczach przekonamy się, gdzie mamy największe braki – dodał szkoleniowiec Spójni.

 

Po porażce ze Spójnią zawodnicy Trefla spadli na ostatnie miejsce w tabeli.

 

- Jesteśmy w bardzo ciężkiej sytuacji. Niezależnie z kim gramy nie potrafimy pokazać w podstawowych elementach, że jesteśmy lepszym zespołem od rywali. W meczu ze Spójnią od początku mieliśmy problemy w obronie i to z banalnymi rzeczami. Gramy tak, że zawodnicy, którzy występują przeciwko nam, wyglądają czasami jak koszykarze z NBA. Jedynie w trzeciej kwarcie graliśmy tak jak chcielibyśmy zawsze grać i jak prezentujemy się na treningach. Wyglądamy fatalnie, i jako zespół, i jako pojedynczy zawodnicy i jako sztab szkoleniowy - stwierdził trener Trefla Fin Jukka Toijala.

 

Trefl Sopot – Spójnia Stargard 96:98 (31:28, 20:29, 23:16, 22:25)

 

Trefl Sopot: Ian Baker 21, Ovidjus Varanauskas 17, Piotr Śmigielski 13, Łukasz Kolenda 11, Milan Milovanovic 10, Sasa Zagorac 10, Paweł Leończyk 9, Jermaine Flowers 3, Damian Jeszke 2, Grzegorz Kulka 0

 

Spójnia Stargard: Norbertas Giga 22, Piotr Pamuła 17, Rod Camphor 14, Dawid Bręk 12, Marcin Dymała 12, Hubert Pabian 9, Marcel Wilczek 9, Shane Richards 3, Maciej Raczyński 0

 

WYNIKI I TABELA ENERGA BASKET LIGI