Piłka nożna

Boruc nie zatrzymał Liverpoolu. Kolejna...

Bournemouth spisywało się przyzwoicie w pierwszej części sezonu, jednak od początku listopada podopieczni trenera Eddie'ego Howe'a zdołali wygrać zaledwie cztery mecze ligowe. Po porażce 13 stycznia z Evertonem 0:2 miejsce w podstawowym składzie stracił Bośniak Asmir Begovic i od tego czasu w bramce gra Boruc.

 

Początki Polaka były bardzo udane - "Wisienki" wygrały u siebie z drużyną Łukasza Fabiańskiego West Ham United 2:0, a następnie sensacyjnie rozgromiły Chelsea Londyn 4:0. W czterech następnych kolejkach zdobyły jednak tylko punkt, a Boruc puścił 11 bramek. Pięć z nich w środę w Londynie.

 

"Arsenal ma dobrze grających piłkarzy i był dla nas po prostu za dobry. Ale takie podejście zwalniałoby nas z odpowiedzialności za to, jak zagraliśmy my sami. Zdajemy sobie sprawę, że stać nas na znacznie więcej. Nie będziemy się okłamywać i w analizie jasno powiemy sobie, że takie występy są nie do przyjęcia" - skomentował wówczas Howe.

 

Ekipa Bournemouth być może będzie musiała radzić sobie bez zdobywcy 10 ligowych goli w tym sezonie Calluma Wilsona. "Kontuzji już nie ma, ale musi nadrobić braki kondycyjne" - przyznał Howe. Decyzja, czy 27-letni napastnik będzie mógł wystąpić, ma zapaść w ostatniej chwili.

 

Manchester City jest obecnie drugi w tabeli z 68 punktami. To dokładnie dwa razy więcej, niż udało się zgromadzić drużynie Boruca. Podobnie wygląda statystyka strzelonych goli - mistrz Anglii ma ich 75, najwięcej w lidze, a Bournemouth - 39. To pokazuje, przed jak trudnym zadaniem stanie polski bramkarz w sobotę o godzinie 16.

 

Ta kolejka spotkań Premier League rozpocznie się dwie i pół godziny wcześniej w Londynie. Wówczas trzeci w tabeli Tottenham Hotspur - 60 punktów - podejmie czwarty Arsenal - 56. Gospodarze kilka tygodni temu mieli - wydawało się - bezpieczną przewagę w walce o miejsce na podium i zastanawiano się nawet, czy nie włączą się do walki o tytuł z Manchesterem City i mającym 69 punktów liderem - Liverpoolem.

 

W ostatnich dwóch kolejkach "Koguty" poniosły jednak dwie porażki - w tym jedną dość niespodziewaną z Burnley 1:2 - i obecnie muszą martwić się o miejsce w pierwszej czwórce, dającej prawo gry w Lidze Mistrzów. Oprócz Arsenalu za ich plecami czają się także Manchester United - 55 pkt - oraz Chelsea - 53 (i zaległy mecz z Brighton & Hove Albion).

 

"Trudno zachować optymizm po porażce. Nie będzie łatwo, ale musimy szybko się otrząsnąć i być w pełni gotowości w sobotę" - powiedział argentyński trener Tottenhamu Mauricio Pochettino.

 

Piłkarze Manchesteru United w sobotę o 16 podejmą Southampton, którego podstawowym obrońcą jest Jan Bednarek. "Święci" mają 27 punktów, tylko o dwa więcej od znajdującego się w strefie spadkowej Cardiff City, więc porażka z faworytem mogłaby okazać się dla nich kosztowna. Na korzyść gości przemawia za to fakt, że kilku ważnych zawodników "Czerwonych Diabłów" zmaga się z kontuzjami.

 

Później tego dnia, o 18.30, swój mecz rozegra Fabiański. Jego West Ham United podejmie Newcastle United w spotkaniu dwóch ekip ze środka tabeli.

 

Na niedzielę zaplanowano trzy mecze, w tym dwa derbowe: o 15.05 Fulham Londyn, już bez zwolnionego w czwartek trenera Claudio Ranieriego, podejmie Chelsea, natomiast o 17.15 Everton zmierzy się przed własną publicznością z prowadzącym Liverpoolem. "The Reds" nie przegrali z lokalnym rywalem żadnego z ostatnich 18 spotkań i będą chcieli przedłużyć tę passę, zwłaszcza jeśli w sobotę Manchester City wyprzedzi ich w tabeli.

 

WYNIKI I TABELA PREMIER LEAGUE