Przemysław Iwańczyk: Halowe Mistrzostwa Europy w Glasgow zakończyły się dla Polski wielkim sukcesem - zdobyliśmy pięć złotych i dwa srebrne medale. To chyba nie był przypadek?

 

Tomasz Majewski: W sporcie, wbrew pozorom, przypadku jest bardzo mało. Ten wynik jest wykładnią bardzo wysokiego i równego poziomu naszej reprezentacji oraz gwiazd, które mamy.

 

Przypadkiem nie jest również to, że w czterech konkurencjach udało się nam powtórzyć osiągnięcia z poprzednich mistrzostw.

 

Zgadza się. W niektórych dyscyplinach zmieniły się co prawda nazwiska, jednak posiadamy konkurencje, w których mamy szeroką czołówkę i potrafimy w nich, przynajmniej w Europie, dominować.

 

Prześledźmy zatem nasze wiodące dyscypliny i spróbujmy określić czy rzeczywiście jesteśmy dominatorami na skalę Europy, a może nawet świata.

 

W pchnięciu kulą mistrz Europy ze stadionu (Michał Haratyk) wygrał w hali i zmienił innego świetnego zawodnika (Konrada Bukowieckiego). Obaj są w czołówce światowej i wynik ten nie jest żadną niespodzianką. W tyczce mogliśmy obserwować podobną sytuację - Paweł Wojciechowski przeskoczył tym razem Piotra Liska, jednak rywalizowali oni praktycznie tylko ze sobą. Skład sztafety kobiet zmienił się nieco przez dwa lata, jednak na Starym Kontynencie dziewczyny nie mają konkurencji i bez problemu sięgnęły po złoto. Marcin Lewandowski zdążył już okrzepnąć na dystansie 1500 metrów i medal był niemalże pewny.

 

Jak potraktujesz tych, którzy twierdzą, że zmagania w hali nie mają sensu, a mistrzostwa Europy to nie to samo, co mistrzostwa świata czy igrzyska olimpijskie? Malkontentów zawsze jest mnóstwo i gdy ktoś osiągnie sukces, to znajdzie się ktoś, kto spróbuje go podważyć.

 

Halowe Mistrzostwa Europy mają bogatą historię, ponieważ organizowane są już od 1966 roku, a poza tym Biało-Czerwonych bronią wyniki. Nasi lekkoatleci z każdej edycji przywożą worek medali, osiągają świetne rezultaty i z tym nie ma co polemizować. Jeżeli chodzi jednak o przełożenie formy z imprezy halowej na mistrzostwa świata, to nie zawsze jest to możliwe, ponieważ zależy to od tego, jak dany zawodnik przepracuje ten okres. Przerwa między wydarzeniem w Glasgow a mistrzostwami świata w Dosze potrwa zaś aż pół roku.

 

W Glasgow po złoto sięgnęła Ewa Swoboda. Czy jej występ w hali będzie można przełożyć na mistrzostwa świata?

 

Mam nadzieję, że tak. Przed paroma dniami dość "łatwo" poradziła sobie z Dafne Schippers i mam nadzieję, że podobnie będzie latem. Ewie hala bardzo pasuje i to w niej osiąga dotychczas największe sukcesy. Teraz trzeba będzie przełożyć to na otwartą przestrzeń i myśleć o tym, by na mistrzostwach świata awansować nawet do finału, a przynajmniej do ścisłego półfinału. Nie będzie to jednak łatwe, ponieważ będzie musiała rywalizować z Jamajkami, Amerykankami czy reprezentantkami Wybrzeża Kości Słoniowej. Cieszy jednak to, że Swoboda ustabilizowała formę i obecnie nie mamy już do czynienia z jednorazowym wystrzałem, tylko utrzymującą się tendencją.

 

Jak oceniasz mentalną przemianę Swobody? Jeszcze niedawno było widać, że nie do końca radziła sobie ona z własnym sukcesem oraz słabościami...

 

Myślę, że w jej przypadku słabsze sezony i praca nad sobą dały świetny efekt. Ewa zachowuje się zupełnie inaczej, biega dużo równiej i dobrze wróży to na przyszłość.

 

Michał Haratyk powiedział, że uzna wynik z Glasgow za sukces, jeżeli uda mu się potwierdzić go na igrzyskach w Tokio. Czy jest to możliwe i ile takich "potwierdzeń" oczekujesz?

 

Musimy powiedzieć sobie bardzo jasno, że przywiezienie worka medali z igrzysk olimpijskich w Tokio będzie bardzo trudne. Po wynikach osiąganych w hali widać, że zawodnicy już szykują formę na igrzyska i kolejne dwa sezony będą mordercze. Nawet w naszych koronnych dyscyplinach konkurencja będzie piekielna, ale na szczęście mamy gwiazdy, nasz ogólny potencjał się podniósł i na pewno liczymy na lepszy wynik niż w Rio de Janeiro.

 

Cała rozmowa z Tomaszem Majewskim w załączonym materiale wideo.