W niedzielę w Glasgow sztafeta 4x400 m w składzie: Anna Kiełbasińska, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik oraz Justyna Święty-Ersetic wywalczyła kolejne mistrzostwo Europy. Wynik uzyskany przez Polki w niedzielę 3.28,77 to drugi najlepszy rezultat w historii polskiej lekkoatletyki. Lepszy czas nasza sztafeta uzyskała tylko rok temu w Birmingham, biegnąc po srebrny medal halowych mistrzostw świata. Rekord Polski ustanowiły wówczas Święty-Ersetic, Patrycja Wyciszkiewicz, Aleksandra Gaworska i Małgorzata Hołub-Kowalik i wynosi on 3.26,09.

 

Lekkoatletki, jak i trenerzy nie mają wiele czasu na cieszenie się sukcesem, bo już w poniedziałek wylatują na trzytygodniowe zgrupowanie do RPA.

 

- Iga zostaje w Szklarskiej Porębie. Reszta składu ze Szkocji - włącznie z rezerwowymi Natalią Kaczmarek i Justyną Saganiak - właśnie w RPA będzie przygotowywała się do sezonu letniego. Są jeszcze Patrycja Wyciszkiewicz, Martyna Dąbrowska, a także Aleksandra Gaworska, ale w jej przypadku musimy zobaczyć, jak będzie wyglądała po kontuzji. Trudno teraz wskazać kto i gdzie będzie reprezentował Polskę, ale myślę, że z tych nazwisk wyłoni się skład na mistrzostwa świata w Dausze (28 września - 6 października) oraz sierpniowe Drużynowe Mistrzostwa Europy w Bydgoszczy - powiedział w rozmowie z PAP trener Matusiński.

 

Przyznał jednak, że przed nikim nie zamyka drzwi do sztafety.

 

- Mam większy komfort pracy, gdy grupa jest szersza. Gdy ktoś wylatuje ze składu, jak rok temu Iga przed halowymi mistrzostwami świata, to jest go kim zastąpić. Ola Gaworska wtedy biegała i dziewczyny poprawiły rekord Polski o 3 sekundy. Nie ma ludzi niezastąpionych i nie musimy już drżeć o formę tylko czterech zawodniczek. Każda kolejna, która wchodzi, chce wykorzystać swoją szansę i zostawić po sobie ślad - ocenił opiekun sztafety.

 

Podkreślił, że sezon 2019 będzie bardzo długi, ale z jego perspektywy szczyt formy musi być tylko jeden - podczas mistrzostw świata.

 

- Wszystko po drodze będziemy atakowali z pracy - z marszu. Nie można się szykować pod mityngi. Nieoficjalne mistrzostwa świata sztafet w maju w Jokohamie także potraktujemy tak samo, bo tam będziemy też trenowali przez trzy tygodnie. Ostatni tydzień poświęcimy na sprawdziany szybkościowe i start, ale robota musi iść do przodu - dodał.

 

Matusiński jest nie tylko szkoleniowcem sztafety, ale także Justyny Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), bez której trudno sobie wyobrazić skład tego zespołu. Jego podopieczna w sierpniu 2018 została indywidualną mistrzynią Europy na 400 m. W finale w Berlinie poprawiła rekord życiowy, który teraz wynosi 50,41.

 

- Justyna później zaczęła trenować do tego sezonu. Pozmieniałem też nieco obciążenia, żeby dotrwać z formą do października, gdy będą mistrzostwa świata. Nieco odpuściliśmy teraz, żeby być mocniejsi później. Sytuacja była taka, że zaczęła dobrze biegać i nie mogłem odebrać jej szansy na medal mistrzostw Europy w Glasgow. Jest złoto w sztafecie i to bardzo dobrze - stwierdził Matusiński.

 

W jego ocenie realna w Dausze będzie walka Święty-Ersetic o finał mistrzostw świata, co byłoby świetnym rezultatem. - Jej czas z Berlina pozwala myśleć nawet o 4-5 miejscu. Zobaczymy, co będzie - wspomniał Matusiński.

 

Trener ocenił, że opinia o zaawansowanym wieku członkiń sztafety jest przesadzona, a on sam nie boi się o przyszłość.

 

- Dla mnie, ale i dla dziewczyn, najważniejszy jest medal olimpijski w Tokio. Rok igrzysk zawsze wywołuje dodatkową mobilizację u wszystkich zawodników. Po IO często następuje zmiana pokoleniowa. Jeżeli dziewczyny zadecydują, że jest czas na dzieci - nie będę nikogo namawiał do zmiany zdania w tak ważnej kwestii. Małgosia czy Justyna mają dopiero rocznikowo po 27 lat. Po 32 będą miały w trakcie IO w Paryżu w 2024 roku, więc tragedii nie ma - powiedział Matusiński.

 

Jego zdaniem zaplecze sztafety wygląda bardzo obiecująco, bo są "fajne młodzieżówki". - Teraz dwie juniorki podczas mistrzostw kraju pobiegły bardzo szybko. Jedna wyrównała juniorski rekord kraju Ani Kiełbasińskiej, a druga miała czas zaledwie o 0,01 s. słabszy. O to się nie martwię, bo idzie to falowo - stwierdził Matusiński.

 

Wśród głównych rywalek Polek do medali mistrzostw świata i igrzysk wymienił Amerykanki oraz Jamajki. Przyznał, że bardzo groźne są Brytyjki, a stałe postępy robią też Belgijki, ale to jeszcze w jego ocenie nie jest poziom Polek.

 

- Zobaczymy, co będzie w Dausze. Nie byłem tam, ale słyszałem, że klimat będzie bardzo uciążliwy. Mistrzostwa są też bardzo późno. Zrobimy jednak wszystko, żeby być dobrze przygotowanymi - powiedział opiekun sztafety, która w swoim dorobku ma już dwa tytuły halowych mistrzyń Europy, dwa medale halowych mistrzostw świata, mistrzostwo Europy na stadionie i medal mistrzostw świata na stadionie. Nie ma medalu olimpijskiego, bo w Rio de Janeiro Polki były siódme. Wówczas na podium stanęły Amerykanki, Jamajki i Brytyjki.