- Nie przegrałem, tylko czegoś się nauczyłem - powtarzał cierpliwie przed kolejnym występem medalista olimpijski. Janikowski wrócił do klatki po nokaucie z rąk Michała Materli. Był wtedy wyjątkowo nieostrożny, opuszczał ręce, więc tak doświadczony zawodnik jak "Cipao" po prostu musiał go skarcić.
 
Ilic mierzył się już w swojej karierze z mocnymi przeciwnikami, musiał być jednak gotowy na impulsywny start Polaka.
 
Janikowski zrobił to, do czego nas przyzwyczaił: rywal przetrwał jednak mocny początek, ale w dalszej fazie pierwszej rundy oglądaliśmy prawdziwy popis zapasów i rzutów Janikowskiego - "Joker" przekonał się, jak funkcjonują "linie lotnicze" Polaka.
 
W drugiej rundzie Janikowski przyjął jedno kopnięcie lewą nogą, więc szybko przeszedł do swojego królestwa - parteru. Zapiął klamrę i przewrócił Serba. W parterze przez chwilę był nawet w dosiadzie, ale Ilic szybko wrócił do półgardy. Polak miał przewagę, ale musiał uważać, kiedy to "Joker" wracał na nogi. Wtedy jego kopnięcia wyglądały niebezpiecznie. W parterze nie miał jednak argumentów.
 
Przebiegu trzeciej rundy nikt nie mógł jednak przewidzieć. Ilic w fenomenalny sposób zamarkował niskie kopnięcie, a kiedy zauważył opuszczone ręce i chwilę nieuwagi Polaka, wystrzelił wysokim kopnięciem. Janikowski padł na deski i przez dłuższy moment nie wiedział, co się wydarzyło. Ależ brutalny nokaut w wykonaniu "Jokera"!

Aleksandar Ilic (11-2, 7 KO, 2 SUB) pokonał Damiana Janikowskiego (3-2, 3 KO) przez KO (wysokie kopnięcie) w trzeciej rundzie.