Na pierwszym miejscu klasyfikowanych jest czterech graczy – Polak Marcin Dziuba, dwaj Ukraińcy Jurij Wowk i Wołodymir Siergiejew oraz Czech Vojtech Plat. W sobotę zawodnicy rozegrali cztery rundy, a przed nimi pięć kolejnych w niedzielę.

 

Wojtaszek, świeżo upieczony mistrz Polski w szachach błyskawicznych, nie ukrywa, że uwielbia takie turnieje, jak dzisiejsze.

 

– Uwielbiam zawody, gdzie jest masa dzieciaków, które mogą spotkać się z nami arcymistrzami. To nie jest możliwe w żadnym innym sporcie. Tu wszystko jest wzorcowo zorganizowane, a trzeba przyznać, że zrobienie tak wielkiej imprezy w tak sprawny sposób jest niezwykle trudne. Wszyscy jesteśmy szczęśliwi z tego, że możemy w tym turnieju uczestniczyć. Jeśli chodzi o organizację to jest to klasa sama w sobie na najwyższym poziomie światowym – mówił Wojtaszek.

 

Zawodnik MTS Kwidzyn przyznał, że w trakcie piątkowych mistrzostw miał kryzys. – Wszystko rozstrzygało się w końcówce, bo miałem kryzys w środku zawodów. Nie mogłem wygrywać partii, było sporo remisów, ale na szczęście wygrałem ostatnią partię. Myślę, że tu wyszło moje doświadczenie – dodał siódmy zawodnik po czterech rundach Turnieju Przyjaźni Polsko-Węgierskiej.

 

Mniej problemów przy szachownicy miała mistrzyni Polski Klaudia Kulon, która w Katowicach wygrała swój trzeci tytuł z rzędu. Zawodniczka klubu LKS Wrzos Międzyborów zwyciężyła we wszystkich piętnastu partiach.

 

– Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak dobrego turnieju i bardzo się z niego cieszę. Szachy błyskawiczne to jest moje ulubione tempo gry. Może też dlatego, że niszczy stereotyp o tzw. refleksie szachisty. Niby szachista jest flegmatyczny, ale wystarczy popatrzeć na szachy błyskawiczne, by zobaczyć, że jest dokładnie przeciwnie – mówiła Kulon.

 

Tymczasem w sobotę w Katowicach rozegrano też drużynowe Mistrzostwa Polski w szachach błyskawicznych. W rywalizacji kobiet na dystansie 11 rund zwyciężył UKS Czarny Koń Olkusz w składzie Dorota Kika i Barbara Goraj. Ekipa z Olkusza na podium wyprzedziła GKSz Solny Grzybowo i Biały Kró Wisznia Mała. Panowie rywalizowali na dystansie 15 rund, a najlepsza była ekipa Akademii Szachowej Gliwice (Paweł Czarnota, Tomasz Warakomski, Toms Kantans, Wojciech Przybylski), która wyprzedziła drużyny Wieży Pęgów i VOTUM SA Polonii Wrocław.

 

W tegorocznym Turnieju Przyjaźni Polsko-Węgierskiej uczestniczy rekordowa liczba uczestników, bo na listy zapisało się ponad 900 zawodników.

 

– To pokazuje, że zapotrzebowanie na turnieje i w tym sporcie amatorskim, gdzie grają choćby dzieci, ale też i w sporcie profesjonalnym, gdy grają arcymistrzowie jest bardzo duże. W szachach jest wiele turniejów otwartych, tak też jest u nas. Program komputerowy zawsze może wylosować nas do gry z arcymistrzem – mówi dyrektor turnieju Łukasz Turlej, wiceprezydent Międzynarodowej Federacji Szachowej.

Do gry zgłosiło się wielu graczy zagranicznych i jest też oczywiście spora grupa graczy węgierskich. – Węgry są bardzo silnym szachowym krajem, mają ogromne tradycje szachowe w wielu miastach. Cieszymy się, że przyjeżdżają do nas, że możemy wymieniać się doświadczeniami. Współpraca Katowic z Miszkolcem i przyjaźń polsko-węgierska jest kultywowana od wielu lat w Katowicach – dodaje Turlej.

 

Turniej Przyjaźni Polsko-Węgierskiej rozgrywany jest systemem szwajcarskim na dystansie 9 rund. Początek niedzielnych zmagań o godz. 10. Szachiści rywalizują w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach (Plac Sławika i Antalla 1, wejście od ulicy Olimpijskiej).