Pana siatkarki weszły w mecz bardzo agresywnie, a jednak tej sportowej złości i dobrej energii nie udało się utrzymać na przestrzeni meczu. Dlaczego?

 

Lorenzo Micelli: Popełniliśmy te same błędy co w pierwszym spotkaniu. Prowadzimy 14:10 a potem przez małe detale gubimy punkty seriami i takie są tego efekty. Dokładnie tak samo przegraliśmy pierwszą odsłonę pierwszego spotkania. Okej było 23:23, a wtedy może stać się wszystko, ale jak zwykle umieliśmy zmarnować kilka punktów przewagi i coś tak małego jak błąd na zagrywce zmienił dynamikę seta. W drugim secie nie zrozumieliśmy nic. Mnie nie było na boisku, ale wydawało się, że do dziewczyn nie dociera nic. W trzecim secie ŁKS po prostu zagrał lepiej niż my i zasługiwał na wygraną.

 

Ciężko jest wrócić do meczowego rytmu po tak długiej przerwie? Problemy z tym miał Chemik, wy, a także półfinaliści w Lidze Siatkówki Kobiet.


To problem Ligi i jej organizacji. Z pewnością nie wolno myśleć o tej przerwie jako o czymś, co wpłynęło na rozgrywane przez nas mecze, ale coś to, że przegrywają wszyscy który ją mieli mówi. Trzeba tą przerwę znieść, bo niektórzy zamiast grać skupiają się na plotkach, a poważne kluby po prostu tracą pieniądze.

 

Jak pomóc zawodniczkom odzyskać formę mentalną na mecze o brąz? Widać jasno, że wszystkim pana siatkarkom ogromnie zależało na awansie.


Tak jak rok temu. Możesz wygrać, a możesz skończyć na czwartym miejscu. Sporo będzie zależeć od tego, kto znajdzie w sobie więcej ognia, żeby rozegrać te mecze i jednak jakiś medal powiesić na szyi. Rok temu mieliśmy podobne historie. Grot Budowlani zdobyli Puchar Polski, a potem nie grali w finale. Chemik w tym roku wygrał Puchar i też nie zagra o złoto.

 

Może Puchar Polski nie przynosi szczęścia.


No może tak, ale jasno widać, że ŁKS wygrał z nami dwa razy, więc zasługiwał na to, żeby w finale się znaleźć. Musi go jednak jeszcze wygrać.

 

Widać było w trakcie spotkania, że próbuje pan, robiąc trochę zamieszania, pobudzić swoje zawodniczki. Jak cienka jest granica, żeby w takiej sytuacji nie przesadzić?


Nie o to chodziło. Prosiłem sędziów o wyjaśnienia, bo nie porozumieliśmy się w pewnych sprawach, więc chciałem to lepiej zrozumieć. To nie my wprowadziliśmy chaos, tylko stolik sędziowski zrobił ten chaos sam. Zrobiliśmy zmiany, które chcieliśmy zrobić i tyle. Trzeba było uspokoić zespół i dzięki temu prawie się udało, bo w trzecim secie moje zawodniczki zaczęły odrabiać straty po tej długiej przerwie. Jednak sędziowie ogólnie spisali się w tym spotkaniu bardzo dobrze.