Ci, którzy liczyli na wygraną Jacobsa są zawiedzeni, ale prawda jest taka, że Amerykanin nie zaryzykował, nie postawił wszystkiego na jedną kartę i oddał w Las Vegas kilka pierwszych rund, co zadecydowało o jego przegranej. On sam twierdzi wprawdzie, że zrobił wystarczająco dużo, a wspiera go w tym Demetrius Andrade, mistrz WBO. Carl Froch, były mistrz świata, a dziś komentator i ekspert telewizji Sky wytypował remis: 114:114.

 

Nie ma to jednak większego znaczenia. Można tylko pytać dlaczego Jacobs ważył tak dużo, rano w dniu walki, co będzie go kosztowało milion dolarów. Być może nie ma to nic wspólnego z taktyką, tylko potwierdza, że wkrótce zobaczymy go w wyższej kategorii, bo limit wagi średniej staje się już dla niego nieosiągalny. I kto wie, może w nowej wadze zobaczymy jeszcze lepszego Jacobsa.

 

Saul Alvarez już się nie katuje, by uzyskać limit wagi junior średniej. Jest królem kategorii średniej i nie jest dla niego problemem, że rywale mają lepsze warunki fizyczne. Dzięki mistrzowskim umiejętnościom jest w stanie te różnice zniwelować. Co więcej nokautując pod koniec minionego roku Rocky’ego Fieldinga i zdobywając pas regularny WBA w wadze superśredniej pokazał, że ten kierunek też jest jak najbardziej możliwy.

 

Prawdziwym mistrzem tej organizacji jest mierzący 190 cm Anglik Callum Smith. Jego promotor Eddie Hearn twierdzi, że walka Canelo – Smith wypełniłaby Wembley i byłaby finansowym  hitem. Alvarez nie mówi nie, ale gotów jest też walczyć z Rosjaninem Siergiejem Kowaliowem, mistrzem wagi półciężkiej, choć dziś wydaje się, że to jednak jeden most za daleko.

 

Na razie jednak logika każe przewidywać dwa realne scenariusze co do najbliższej przyszłości Canelo. Pierwsza zakłada chęć unifikacji wszystkich pasów w wadze średniej. Dziś do 28 letniego Meksykanina należą trzy tytuły (WBC, IBF, WBA), a jedyny brakujący mu do kolekcji pas WBO do Amerykanina Demetriusa Andrade, który 29 czerwca będzie go bronił w starciu z Maciejem Sulęckim. Andrade po raz pierwszy w karierze będzie walczył u siebie w domu, w Providence (Maryland) i nie bez racji uważany jest za faworyta. Ale Sulęcki już w walce z Jacobsem, w kwietniu ubiegłego roku pokazał, że nie można go lekceważyć, niewiele zabrakło mu wtedy do zwycięstwa.

 

Teoretycznie więc, jeśli Polak pokonałby Andrade, możliwa byłaby jego unifikacyjna walka z Alvarezem. Scenariusz szalony, trzeba przyznać, ale wcale nie tak trudny do wyobrażenia. A jeśli nie z Canelo, to mógłby wtedy walczyć z Gołowkinem, który podobnie  jak Alvarez związany jest z DAZN. Tyle że Kazach wcale nie musi mieć mistrzowskiego pasa, by jego trzeci pojedynek z Canelo bił rekordy powodzenia. Dlatego  właśnie walka  Gołowkina z Canelo jest bardziej prawdopodobna niż inne. Tym bardziej, że „GGG” ma już 37 lat, więc im szybciej, tym lepiej.

 

Ale nie tylko pesel może być dla Gołowkina problemem. Alvarez jest z walki na walkę lepszy, wszedł w swój najlepszy okres. Ma dopiero 28 lat, przeogromne doświadczenie zdobyte w trakcie trwającej 13 lat zawodowej kariery i coraz większą pewność w ringu. Jest mistrzem pełną gębą: spokojnym, cierpliwym, potrafiącym korzystać na zimno ze wszystkich atutów, które posiada. A to nie jest dobra wróżba dla Gołowkina. Tylko czy Kazach będzie miał inny wybór?