Jeśli komuś wydaje się, że na żużlu jeździ się tylko w kilku krajach na krzyż - jest w błędzie. Dość powiedzieć, że w latach pięćdziesiątych poprzedniego wieku zawodnicy rywalizowali na Czarnym Lądzie. W RPA ścigały się takie ikony tej dyscypliny jak Ove Fundin, Olle Nygren czy Peter Craven - medaliści indywidualnych mistrzostw świata. Aktualnie speedway w Afryce wymarł, ale żużlowcy nierzadko decydują się na krótsze lub dłuższe przygody w tak zwanych egzotycznych krajach. Jakuba Jamroga ze Sparty Wrocław można było podziwiać w... Argentynie, a Grzegorza Walaska we Włoszech. Natomiast jeden z bohaterów naszego reportażu Nicki Pedersen miał okazję pościgać się na nowozelandzkiej ziemi.

 

Gdzie mieli okazję ścigać się bohaterzy naszego magazynu?


- Pamiętam Brockstedt, Diedenbergen, Wittstock, Berlin, Landshut, Teterow, Gustrow. Więcej nazw torów nie pamiętam, ale parę okrążeń w lidze niemieckiej przejechałem. Nasi zachodni sąsiedzi niestety nie inwestują w infrastrukturę poza torem. Wszyscy są tam raczej przyzwyczajeni do tego, że przynoszą na mecze własne krzesełka. Zasiadając na nich lub na ziemi piją sobie piwko i bratwursta  i oglądają żużel - powiedział Patryk Dudek, indywidualny wicemistrz świata z 2017 roku.


- Na Węgrzech na wielki stadion przychodziło po 500-1000 osób. Niestety frekwencja tam z roku na rok malała i było kameralnie - przyznał Sebastian Ułamek, były uczestnik cyklu Grand Prix.


- Po paru latach ciszy na arenie międzynarodowej żużel w moim kraju ruszył w dobrą stronę. W 2020 roku w Chorwacji odbędzie się Grand Prix Challange. Na zawody przyjdzie wiele ludzi i będzie dużo hałasu wokół tego. Mam nadzieję, że pojawią się również dobre wyniki. Chciałbym, żeby więcej speedwaya było w telewizji. Na razie wszystko jest na moich barkach - stwierdził Jurica Pavlic, który na swoim koncie posiada srebrny oraz brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata juniorów.


Bałkany są ubogie jeśli chodzi o speedway, bazę oraz zawodników, a jak to wygląda w Skandynawii?


- Kiedy byłem młodszy ścigałem się na motocyklach z silnikami o pojemności 50 centymetrów sześciennych. Była to rodzinna rozrywka. Bawiliśmy się. Ludzie, z którymi miło spędzałem czas, później stali się moimi rywalami. Po zawodach znów byliśmy dobrymi kumplami. Chciałbym, żeby liga duńska była silniejsza i cieszyła się taką popularnością jak liga w Polsce - mówił Mikkel Bech, żużlowiec gdańskiego Wybrzeża.


- W szwedzkiej Malilli dużo jest owadów. Na szczęście podczas jazdy nie zdarzyło mi się, żebym miał pół gogli zasypanych insektami, ale przeszkadzają czasami w parkingu - wspominał Kacper Gomólski, klubowy kolega Becha.


Przyglądnęliśmy się również jak wygląda żużel w krajach anglosaskich.


- Wiele jest torów gdzie od razu za bandą jest specjalny, wyścigowy tor dla psów. Kiedy jeździłem w Swindon Robins poszedłem właśnie tam i za pięć funtów obstawiłem na zwycięstwo jednego z czworonogów, ale niestety nie trafiłem z tym wyborem - dodał Gomólski.


- Żużel narodził się w Australii i nigdy nie zginie. Mamy wielu zdolnych chłopaków, którzy chcą się ścigać i spełniać marzenia. Geometria australijskich torów jest ciekawa. Szczerze chciałbym, żeby kiedyś powstała tam zawodowa liga - życzył sobie Sam Masters, który trzykrotnie startował z dziką kartą na Grand Prix w Melbourne.


- Nowa Zelandia? Cóż... nigdy nie ścigałem się na tak długim torze jak obiekt w Auckland - przyznał Nicki Pedersen, trzykrotny indywidualny mistrz świata.


Rosja to największe państwo na świecie, ale jak to wygląda z popularnością czarnego sportu?


- W moim kraju ludzie lubią żużel, ale tylko w miastach, w których są kluby i stadiony. Wystarczy pojechać 50 kilometrów dalej i już ten sport jest zapomniany. Społeczeństwo nie interesuje się tą dyscypliną, albo nawet o niej nie wie. Speedway tam nie jest pokazywany w telewizji. Ten sport nie jest tak rozwinięty jak w Polsce lub Szwecji. Kiedy oglądałem stare nagrania, to doświadczeni trenerzy opowiadali, że w Rosji startowało wiele drużyn. Były nawet trzy ligi. Niestety teraz wygląda to o wiele słabiej - stwierdził Wiktor Kułakow, żużlowiec Unii Tarnów.


- Rosja to specyficzny kraj. Trudno zrozumieć ich tok myślenia. Mało kto mówi tam po angielsku, jednak kibice są cudowni i darzą mnie szacunkiem. Jeździłem w tamtejszej lidze, więc wiem o czym mówię - zakończył Pedersen.

 

Reportaż w załączonym materiale wideo.