Kostyra: Stamm wyprzedzał swoją epokę

Sporty walki

Pomnik Feliksa Stamma po wielu latach doczeka się prezentacji. We wtorek, 21 maja w parku Mirowskim w Warszawie odbędzie się ceremonia odsłonięcia posągu legendarnego trenera pięściarstwa. - Długo czekaliśmy na tę uroczystość. Szkoda tylko, że tego wydarzenia nie doczekało wielu bokserskich czempionów takich jak Jerzy Kulej i Lucjan Trela, którzy odeszli z tego świata - powiedział Andrzej Kostyra.

Przemysław Nowak: Niewątpliwie wielkie wydarzenie czeka polskich fanów pięściarstwa. We wtorek, 21 maja w Warszawie zostanie odsłonięty pomnik Feliksa "Papy" Stamma.


Andrzej Kostyra: Długo czekaliśmy na tę uroczystość. Dobrze, że w końcu do niej dojdzie. Szkoda tylko, że tej ceremonii nie doczekało wielu bokserskich czempionów, którzy odeszli w ostatnim czasie - Jerzy Kulej, Lucjan Trela, Zbigniew Pietrzykowski, Kazimierz Paździor, Józef Grudzień i Jan Szczepański. Najważniejsze jednak, że ten pomnik już jest.


Jakim człowiekiem był "Papa"?


Nie mogę powiedzieć, że dobrze znałem Stamma. Poznałem go jak byłem młodym chłopakiem, który pracował w katowickim "Sporcie". Obok nas znajdowała się redakcja boksu, którą prowadził dziennikarz Lucjan Olszewski. Często odwiedzał go legendarny trener, który już wtedy był na emeryturze. Nie prowadził już reprezentacji Polski i miał dużo wolnego czasu. Zdarzało się, że panowie przychodzili do nas. Mieliśmy taki pokój, gdzie można było porozmawiać, ale i też... napić się koniaku. "Felo" lubił słuchać co do powiedzenia mają inni, ale znał również bardzo dużo anegdot. Słuchanie go to była czysta przyjemność. Był człowiekiem, przez którego przewinęła się cała historia polskiego, ale i europejskiego boksu. Jeden z legendarnych włoskich szkoleniowców mówił o "Papie", że był najwybitniejszym trenerem w historii pięściarstwa na Starym Kontynencie. Stamm był nowatorem. Miał niesamowite oko. Potrafił znaleźć genialne rozwiązania. Po prostu wyprzedzał swoją epokę.

 

Jak wybitnego trenera wspominali jego zawodnicy? Należał do srogich nauczycieli czy był dla nich raczej jak przyjaciel?


"Felo" nie był dla swoich podopiecznych ani surowy, ani przyjacielski. Zazwyczaj rzadko mówił, ale za to przyglądał się zawodnikim swoimi "krzaczastymi" oczami. Miał natomiast wielki autorytet. Wystarczyło, że coś powiedział, a pięściarze go słuchali. Można było powiedzieć, że był bogiem treningu. Kulej nie wołał na niego inaczej niż "Papa" Stamm. Podobnie jak Paździor, którego utytułowany trener początkowo ostro ganił. Wszyscy go uwielbiali i odnosili się do niego z wielkim szacunkiem. To był po prostu geniusz. Prawda jest też taka, że Feliks w czasach kiedy był trenerem, miał w kadrze wielu wybitnych pięściarzy. W każdej wadze dysponował przynajmniej czteroma-pięcioma solidnymi bokserami. W momencie, kiedy ktoś mu podpadł - to go odstawiał, a i tak nadal miał komfortową sytuację. Teraz odsunie się jednego "orła" i zostaną tylko cztery "wrony". Geniusz Stamma zbiegł się z najlepszymi latami polskiego boksu. Za jego czasów Polska była światową potęgą.


Cała rozmowa z Andrzejem Kostyrą w załączonym materiale wideo.

Przemysław Nowak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze