"Papa" Stamm, najlepszy z najlepszych

Sporty walki
"Papa" Stamm, najlepszy z najlepszych
Fot. PAP

Tacy jak Feliks Stamm są najlepsi w każdej epoce, pod każdą szerokością geograficzną. A w Polsce ten wybitny trener w dodatku trafiał jeszcze na wspaniałych pięściarzy. We wtorek w Parku Mirowskim w Warszawie zostanie odsłonięty Jego pomnik.

- On boksera nie zmieniał, on go ulepszał – mówił mi przed laty o Stammie nasz dwukrotny mistrz olimpijski Jerzy Kulej. Kto jak kto, ale Kulej potrafił opowiadać o tamtych czasach jak mało kto. O Feliksie Stammie też, choć ten nie zabrał go przecież na igrzyska w Rzymie (1960), gdy na Kuleja czekał już skrojony olimpijski garnitur. Stamm wybrał Mariana Kasprzyka, bo po prostu uznał, że będzie miał większe szanse na medal.

 

I Pan Marian ten medal zdobył. Wprawdzie tylko brązowy, ale gdyby nie rozbity przez Władimira Jengibariana łuk brwiowy, zapewne już w Rzymie stałby na najwyższym stopniu olimpijskiego podium w wadze lekkopółśredniej. Pięściarz ZSRR typowany tam na złoty medal, nie mogąc sobie poradzić z Kasprzykiem w końcowej fazie ćwierćfinałowej walki uderzył go z byka. Oko zapuchło tak bardzo, że Polak nie mógł przystąpić do kolejnego pojedynku.


Cztery lata później Stamm raz jeszcze postawił na Kasprzyka, choć najlepszym w Polsce w kategorii półśredniej był Leszek Drogosz. Kasprzyk walcząc w olimpijskim finale w Tokio ze złamanym palcem pokonał znakomitego Rikardasa Tamulisa ze Związku Radzieckiego i zdobył trzeci dla naszych barw złoty medal. Stamm znów miał rację, postawił na swoim i nie zawiodła go intuicja. W sumie przywieźliśmy z Tokio siedem krążków, trzy złote, srebrny i trzy brązowe. Był to największy sukces w historii polskiego boksu.


Porównywalny tylko z niewiarygodnym występem naszych pięściarzy podczas mistrzostw Europy w Warszawie, w 1953 roku. Zdobyliśmy wtedy pięć złotych medali, wygraliśmy klasyfikację drużynową z zespołem ZSRR, z czego przed radzieckimi towarzyszami tłumaczyli się polscy działacze. I wtedy, tak naprawdę narodziła się legenda Feliksa Stamma.


W najbliższy wtorek, w Parku Mirowskim, blisko kultowej hali Gwardii, gdzie Polacy święcili ten niewiarygodny triumf, zostanie odsłonięty pomnik „Papy” Stamma, który zmarł w 1976 roku. Rok później rozegrano tam pierwszy międzynarodowy turniej poświęcony jego pamięci. Robiłem z niego reportaż dla studenckiego radia. Jednym ze zwycięzców był Henryk Średnicki, który rok później zostanie w Belgradzie mistrzem świata, wciąż jedynym w historii polskiego, olimpijskiego boksu.

 

Dramatyczny, ale przegrany pojedynek stoczył wtedy z bratem słynnego Raya „Sugara” Leonarda, Rogerem Leonardem, nasz ostatni złoty medalista olimpijski Jerzy Rybicki. Mistrz z Montrealu będzie jedną z wielu gwiazd podczas zaplanowanej na wtorek uroczystości w Parku Mirowskim.

 

Pomnik, co trzeba podkreślić, powstał dzięki wieloletnim staraniom prawnuczki legendarnego trenera, Pauli Stamm i Fundacji im. Feliksa Stamma. Tylko pogratulować uporu i skuteczności. A to jeszcze nie koniec, bo w planie jest Aleja Gwiazd.

 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze