Gmitruk przepowiadał mu mistrzostwo świata. Nadchodzi czas Cieślaka?

Sporty walki
Gmitruk przepowiadał mu mistrzostwo świata. Nadchodzi czas Cieślaka?
fot. Cyfrasport

Jako 15-letni chłopak, po śmierci ojca, zajął się utrzymaniem rodziny. Gdy wchodzi do ringu, rzuca się na rywala, jakby siedziały w nim demony. Tyson to jego idol. Dla Gołoty zarywał noce. Legendarny Andrzej Gmitruk widział w nim przyszłego mistrza świata. Michał Cieślak ma 30 lat, jest niepokonany, na koncie ma 19 walk i goni stracony czas. 31 maja w Pruszkowie zmierzy się z groźnym Olanrewaju Durodolą. Jeśli wygra, otworzą się przed nim poważne perspektywy.

Robert Małolepszy: Pamiętasz co nieodżałowany trener Andrzej Gmitruk powiedział po jednej z Twoich pierwszych walk na zawodowym ringu?

 

Michał Cieślak: Tak, że będę kiedyś mistrzem świata.

 

To było niespełna sześć lat temu. Dziś masz 30 lat, 19 walk na koncie, ani jednej porażki (jedna walka uznana za nieodbytą). Ale taki bilans daje ledwie trzy walki na rok. Nazwiska Cieślak nie znajdziemy w 15-tce żadnej z czołowych pięściarskich federacji. Czy nie masz poczucia, że Twoja kariera nie rozwija się tak, jak powinna?

 

Trochę sam sobie jestem winien (Cieślak był rok zawieszony za doping - przyp.red.), trochę zaszkodziły mi kontuzje (łokcia – osiem miesięcy przerwy - przyp. red.), było też trochę zawirowań wokół moich promotorskich spraw. Ale tłumaczę sobie to tak, że być może nie byłem gotów, że dane mi było poczekać. Wiem za to, że teraz nadchodzi mój czas. Teraz wszystko układa się doskonale.

 

W ostatniej walce pokonałeś groźnego Youriego Kalengę, który w swej karierze był mistrzem świata i wygrał m.in. z Mateuszem Masternakiem. Teraz stajesz przed pierwszym w karierze rywalem, który jest notowany w czołówce poważnej federacji. Nigeryjczyk Olanrewaju Durodola to 11 zawodnik rankingu WBC w kategorii junior ciężkiej. W czerwcu zeszłego roku walczył z nim Krzysztof "Diablo" Włodarczyk (wygrał Polak - przyp. red.). Jeśli ty też go pokonasz, masz szansę wskoczyć może nawet na miejsce Durodoli. Pięściarz z 15-tki może z kolei walczyć o pas mistrza świata.

 

Tak, wiem.

 

Stres jest? To na pewno ostatni dzwonek, by zacząć podążać śladami Włodarczyka, Głowackiego, czy Masternka? Dwaj pierwsi to mistrzowie świata w Twojej kategorii, Master był mistrzem Europy.

 

Nie większy niż przy poprzednich walkach. Wiem, co mam robić, na co mnie stać. Resztę pokażę w ringu. Najważniejsze, że robię to, co kocham.

 

Durodola jest trudniejszym przeciwnikiem od Kalengi, którego zmusiłeś do poddania się (nie wyszedł do 7. rundy - przyp. red.)?

 

Nie wiem. Jedni mówią, że tak, inni twierdzą, że Kalenga jest lepszy. Na pewno Durodola jest dużo bardziej doświadczony ode mnie. Ma mocną prawą rękę. Nie można mu się dać rozkręcić, bo wtedy potrafi narzucić swój styl i tempo.

 

Czyli wychodzisz do ringu i rzucasz się na niego. Twój niezwykle agresywny styl wielu osobom się podoba, a z czego wynika? W życiu też jesteś taki ostry?

 

Absolutnie nie. Ja jestem rodzinnym, spokojnym facetem. No może czasem po walkach, jak jest czas na krótką zabawę, to trzeba mnie pilnować, ale bez przesady. A czemu jestem agresywny w ringu?  Chcę wygrać, najlepiej przed czasem. To jakoś ze mnie samo wychodzi. No i moim bokserskim idolem od zawsze był Mike Tyson.

 

A w Polsce kto – Gołota, Michalczewski, a może Adamek?

 

Gołota, bez dwóch zdań. Wstawałem z tatą na jego walki. Pamiętam wszystkie.

 

Z tatą, którego straciłeś bardzo wcześnie.

 

Tak, w wieku 15 lat zostałem sam z mamą i rodzeństwem.

 

Podobno przejąłeś firmę po tacie i zacząłeś utrzymywać rodzinę?

 

To prawda. Tata wiercił studnie. Przejąłem biznes. Po śmierci zacząłem jeździć na robotę razem z ekipą, nadzorowałem. W drugiej klasie liceum zrezygnowałem z nauki, bo już nie dawałem rady pogodzić jej z pracą. A to na mnie spoczywało utrzymanie rodziny.

 

Do dziś wiercisz studnie?

 

Zdarza się. Mam wciąż firmę, która się tym zajmuje. Jak mam wolne, jeżdżę na robotę, ale niezbyt często. To ciężka, fizyczna praca, choć oczywiście wiercenie robi maszyna. Ale lubię to.

 

Umiesz znaleźć wodę w każdym miejscu?

 

Na pewno nie używam różdżki, moim zdaniem to głupota. Potrafię ocenić w trakcie wiercenia, czy woda będzie, czy nie. Rozpoznaję pokłady. Najgłębsza studnia, jaką udało mi się wywiercić miała 106 metrów. Teraz planuję rozwinąć biznes i zająć się też pompami ciepła.

 

Z boksu nie da się wyżyć?

 

Da. Nie mogę narzekać. Mam dwóch promotorów Tomka Babilońskiego oraz Zbyszka Ratyńskiego i jego firmę Rat-Sort. Zapewniają mi wszystko – trenera, sparingi, odżywki, starty, no i pieniądze za walki.

 

Ale ponoć jeszcze trudnisz się handlem samochodami?

 

Bo samochody to moja pasja. A, że brat skończył technikum samochodowe i ma smykałkę, to czemu nie zarobić od czasu do czasu sprowadzając jakiś samochód.

 

Cztery ostatnio ktoś ci spalił. Od razu nasuwają się pytania, czy Ty w jakąś gangsterkę się nie bawisz?

 

Nie jestem gangsterem, tylko sportowcem. Nie mam nic wspólnego ze światkiem przestępczym.

 

To komu się naraziłeś? A może ktoś Cię szantażuje, pojawiły się też plotki, że chodzi o haracz?

 

Mogę na ten temat powiedzieć tylko tyle, że sprawą zajęła się policja. Ja nic nie wiem, trenuję do walki, nie chcę o tym myśleć. Dwie noce miałem nieprzespane, ale teraz jest już wszystko ok.

 

Wróćmy zatem do boksu. Będziesz mistrzem świata, tak jak zapowiadał Andrzej Gmitruk?

 

Wiele zależy ode mnie, ale równie dużo od promotorów.  Od roku mam nowego trenera – Andrzeja Liczika, kiedyś świetnego pięściarza, z którym pracuje mi się bardzo dobrze. Robię cały czas postępy.

 

Nie da się uniknąć pytania o ewentualne walki z Polakami. Kogo wolałbyś dostać – Włodarczyka, Głowackiego czy Masternaka?

 

Wszystkich trzech znam bardzo dobrze. Z całą trójką sparowałem.

 

I jak ci szło?

 

Różnie, ale dawałem sobie radę. Ostatnio sparowałem z Mateuszem Masternakiem. Dużo się od niego nauczyłem. A najlepiej szło mi chyba z Krzyśkiem Włodarczykiem, ale to nie znaczy, że w walce byłoby tak samo.

 

Pokonać kolejnego, byłego mistrza świata to byłoby coś. Kalengę – byłego posiadacza pasa WBA masz już na rozkładzie.

 

Nie sądzę, by doszło do walk polsko-polskich w wadze junior ciężkiej. Za dużo jest przeszkód.

 

Ale chciałbyś?

 

Czemu nie. Jak będzie propozycja, rozważę każdą.

 

Dlaczego rozstałeś się trenerem Adamem Jabłońskim, który szkolił Cię przez wiele lat?

 

Byłem z trenerem od początku swej kariery. To do Adama Jabłońskiego zaprowadził mnie tata, gdy miałem 12 lat. Przez cztery walki na zawodowstwie prowadził mnie też Andrzej Gmitruk. Wtedy może nie doceniałem tej współpracy. Dziś widzę, w jak wielu sprawach mogłem się od niego czegoś nauczyć. Co do trenera Jabłońskiego, on wie o mnie wszystko, wchodząc do sali treningowej ja też wiedziałem, co mnie czeka. Potrzeba mi było zmiany, nowego impulsu.

 

I czego uczy cię Andrzej Liczik?

 

Choćby spokojniejszego boksu, większej kontroli nad tym, co robię w ringu. Dużo czasu poświęcamy na pracę nóg, technikę. Świetnie się rozumiemy.

 

Liczik mówi, że trzeba cię wysłać do Stanów Zjednoczonych na sparingi. Wyjedziesz?

 

Bardzo bym chciał. Gdyby nie zawieszenie, już bym poleciał, wszystko było załatwione. Mam nadzieję, że uda się to zorganizować w najbliższym czasie.

 

Polecisz z trenerem?

 

Nie wiem, on ma tu na miejscu wielu innych zawodników. Ale wiem, że taki wyjazd może dać mi bardzo wiele. Chciałbym poboksować z pięściarzami o innych stylach, wiem, że wiele mogę się jeszcze nauczyć.

 

Mieszkasz pod Radomiem, a gdzie trenujesz?

 

Gdy do walki jest jeszcze daleko – dojeżdżam do Warszawy na treningi, ale też ćwiczę u siebie. Na miesiąc przed pojedynkiem przeprowadzam się do stolicy. Ćwiczymy w różnych miejscach – WCA, u trenera Pawła Skrzecza w Akademii Walki czy w KSW Gym.

 

A poza treningami, wierceniem studni, handlem samochodami masz jeszcze na coś czas?

 

Lubię długie spacery po lesie. Z moją kochaną dziewczyną Patrycją. Kupiłem działkę, lubię na niej przebywać. Generalnie ja naprawdę jestem bardzo rodzinny. Wciąż mieszkam z mamą i bratem.

 

I jak mama każe wyrzucić śmieci to?

 

Wyrzucam. Gotuję, sprzątam. Generalnie w domu robię wszystko, co trzeba.

 

To co najlepiej gotujesz?

 

Spaghetti bolognese. Jestem mistrzem tej potrawy.

 

A jak już po walce idziesz w tango, to dlaczego trzeba Cię zamykać?

 

Bez przesady z tym zamykaniem. Bawimy się spokojnie. Grill, spotkanie z kumplami. Coś tam się wypije. Wtedy, jak każdego, trzeba mnie trochę pilnować.

 

Trener nie ma nic przeciwko temu?

 

Trener mi wręcz każe rozerwać się po walce.

 

Powiedziałeś, że robisz to, co kochasz. Oglądasz walki innych pięściarzy, interesujesz się wynikami?

 

To akurat nie jest moja pasja. Wręcz nie lubię. Oglądam, ale tylko te największe pojedynki. Ostatnio, jak boksuje Łomaczenko, to śledzę co robi. Kibicuję też Polakom w dużych walkach.

 

31 maja w Pruszkowie zobaczymy nowego Michała Cieślaka?

 

Na pewno zobaczycie mnie zdeterminowanego, pewnego siebie i spokojnego. Chcę wygrać, by spełnić marzenia i nadrobić stracony czas.

 

Jak długo chcesz jeszcze boksować?

 

Dopóki będzie mi to sprawiać frajdę. Na razie sprawia i to wielką.

Robert Małolepszy, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie