Bożena Pieczko: Udało się już odpocząć po tym trudnym, lecz zakończonym sukcesem sezonie ligowym?

 

Damian Wojtaszek: Mieliśmy dziesięć dni, choć ze względów marketingowych musieliśmy zostać jeszcze jakiś czas w klubie. Nie mieliśmy czasu, by wyjechać gdzieś na jakieś fajne wakacje, ale na pewno odpoczęliśmy nieco pod względem psychicznym. Najgorsze jest to, że za każdym razem, jak pojadę do swojego rodzinnego miasta Milicza, to nie ma pogody, by nawet pójść na rower. Gdy z kolei przyjeżdżamy do Spały, zawsze świeci słońce... Śmialiśmy się z tego w tym roku razem z Michałem Kubiakiem.

 

Czyli dobra pogoda nie sprzyja trenowaniu?

 

Szczerze mówiąc siedzimy tylko w hali i nie mamy czasu, by wychodzić, ponieważ trenujemy trzy razy dziennie po półtorej godziny.

 

W tym roku w reprezentacji pojawiło się kilku nowych zawodników, a inni wrócili po okresie nieobecności. Jak funkcjonuje ta grupa?

 

W znakomitej większości znamy się z parkietów ligowych. Powstała nowa grupa, złożona z młodszych zawodników, ale nie wykształciły się jeszcze żadne schematy. Na razie bardziej bawimy się grą i biegamy, ale niedługo zacznie się już pewnie trenowanie na maksa. Zeszły sezon reprezentacyjny był nieco lżejszy. W tym roku zaczynamy od Ligi Narodów, później mamy kwalifikacje do igrzysk olimpijskich, mistrzostwa Europy i Puchar Świata. Nie wyobrażam sobie, kto będzie mógł grać w październiku w Pucharze Świata, jeżeli w połowie tego miesiąca zaczyna się PlusLiga.

 

W pierwszym tygodniu Ligi Narodów zmierzymy się z Australią, Stanami Zjednoczonymi i Brazylią. To dość mocni przeciwnicy jak na przetarcie...

 

Trener wyznaczył już, kto będzie grał, w którym spotkaniu. Każdy z nas ma trochę odpoczynku, choć niektórzy skończyli sezon wcześniej, a inni później. Vital Heynen poukładał to wszystko i jestem bardzo zadowolony z tego, jak to wygląda.