Z narożnika PG: Przeżył snajperów, bomby w Iraku i został mistrzem świata dla zmarłej córeczki!

Sporty walki
Z narożnika PG: Przeżył snajperów, bomby w Iraku i został mistrzem świata dla zmarłej córeczki!
Fot. Przemysław Garczarczyk

Prawdziwą historię Jamela Herringa (20-2, 10 KO), amerykańskiego komandosa i najnowszego mistrza świata, czyta się jak mało prawdopodobny scenariusz rodem z Hollywood oraz dwie legendy ringu dyskutują na temat stanu boksu – to dzisiejsza porcja „Z narożnika PG”. Zapraszam!

Historia dla Hollywood: Komandos z pasem mistrza świata

 

33-letni Jamel Herring, od kilkudziesięciu godzin jest pięściarskim mistrzem świata, a historia jego życia jest tak skomplikowana, że pewnie nawet scenarzyści z Hollywood uznaliby ja za nieprawdopodobną. Kiedy inni mistrzowie świata występowali na amatorskich turniejach, szlifowali formę z trenerami, Herring ochraniał amarykańskie konwoje podczas wojny w Iraku.

 

Jako nastolatek był dobry w każdym sporcie. Dobrze boksował, ale też był wyróżniającym się lekkoatletą, radził sobie na koszykarskim parkiecie. Przestał uprawiać sport, bo musiał – miał zbyt słabe oceny w szkole. „Nie miałem o sobie zbyt wysokiego mniemania, na niczym mi specjalnie nie zależało” – wspomina Herring. Wszyscy wiedzą, jakby skończył mieszkając w dzielnicy, gdzie idolami nastolatków sa handlarze narkotykami, gdyby nie przypadkowe spotkanie z kolegą, który wstąpił do amerykańskich Marines – elitarnych oddziałów wojskowych. „Spróbuj, co ci szkodzi”. Herring spróbował, kiedy nie miał jeszcze 18 lat.

 

Kiedy inni uczyli się boksu, Herring odbywał dwie kolejne służby w Iraku. Widział kolegów zabijanych przez snajperów. Przyjaciół, którzy ginęli w samochodach opancerzonych od wybuchających bomb przydrożnych. „Każdy dzień, który przeżyłeś, był jak błogosławieństwo”- wspomina cztery lata na służbie. „Najgorsi byli snajperzy. Ja siedziałem na samej górze, z wieżyczce z ciężkim karabinem maszynowym, byłem na widoku przez cały czas. To był niesamowity stres”.  Był na służbie, w Iraku, kiedy urodziło mu się pierwsze dziecko - syn Stephen. Był już w Stanach, kiedy 25 maja, 2009 roku urodziła się córka Ariyanah.

 

Śmierć córki

 

Herring wrócił z wojska do bokserskich treningów, wydawało się, że życie zaczęło mu się układać. Dwa miesiące po narodzinach, dwumiesięczna córka zmarła  podczas snu. „Przestałem funkcjonować. Nawet nie wychodziłem z domu. Po jakimś czasie zacząłem ją słyszeć we śnie. Mówiła, żebym nie tracił życia, więc postanowiłem robić wszystko dla niej”.

 

Herring wygrał najpierw mistrzostwa US Army, później mistrzostwo USA i pojechał jako reprezentant USA na igrzyska w Londynie. Chciał zostać mistrzem świata, ale takich marzeń nikt nie traktował poważnie. Zmieniał trenerów, promotorów, managerów. Wreszcie trafił do tej samej ekipy, która przygotowuje do startów jednego z najlepszych pięściarzy świata bez podziału na kategorie wagowe – niepokonanego mistrza świata, Terence Crawforda.

 

Zakończenie tej historii, to ten scenariusz z Hollywood. W ostatnią sobotę, 25 maja 2019, dokładnie w dniu, kiedy jego zmarła córka obchodziłaby dziesiąte urodziny, Herring zdobył tytuł mistrza świata, pokonując faworyzowanego obrońcę tytułu, Japończyka Masayuki Ito. To nie koniec - Herring wywalczył pas w dniu amerykańskiego Dnia Pamięci, poświęconego tym, którzy oddali swoje życie na wojnach. Tak jak koledzy i przyjaciele mistrza świata.

 

Legendy o boksie -  Leonard: „Ma się świetnie!”; Duran: „Teraz nie ma mistrzów!”

 

Podczas premiery filmu dokumentalnego „Jestem Duran”, poświęconego karierze znakomita pięściarza z Panamy doszło do ciekawej dyskusji głównego bohatera, Roberto Durana, z kiedyś zażartym rywalem, a dziś przyjacielem, także legendarnym championem – „Sugar” Ray Leonardem. Poszło o boks. „Boks wcale nie umarł, jak niektórzy twierdzą, ale sport musi sam siebie naprawiać. Nie wystarczy, że mówisz, że jesteś najlepszy. Udowodnij to kibicom walcząc z najlepszymi, niech kibice sami decydują” – mówił Robinson.

 

„Nie  zgadzam się. Nie mam respektu dla dzisiejszych mistrzów” – odparł Duran. „My urodziliśmy się, walczyliśmy w czasach prawdziwych championów. Jakbyś porównał nas z tamtych czasów do dzisiejszych najlepszych, to wiadomo, że by przegrali”.

 

Duran, którego dwie walki w 1980 roku z Leonardem przeszły do historii sportu, ceni tylko jednego pięściarza. „Ten meksykański chłopak (Canelo Alvarez) radzi sobie naprawdę dobrze, choć ja zawsze myślałem, że to Amerykanie zarabiają największą kasę na boksie”.    

Przemysław Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze