- W kwalifikacjach ogromna strata do Russella, ślizgające się auto, narzekający Robert. Tak wyglądały eliminacje do GP Kanady w wykonaniu Kubicy. I tak samo wyglądał, niestety, niedzielny wyścig, w którym Robert stracił do swego partnera z teamu Williams okrążenie – tak podsumowanie występu jedynego Polaka w Formule 1 rozpoczął gospodarz "Prawdy Moto", Krystian Sobierajski.

 

- Niestety, musimy się pogodzić z istniejącą sytuacją - przyznaje Andrzej Borowczyk. - Ja wiem, że polscy kibice oczekiwali zupełnie czegoś innego. Wiadomo, że nie liczyliśmy na zwycięstwa, ale przynajmniej ten wewnętrzny pojedynek Kubicy z Russellem wyobrażaliśmy sobie inaczej. Musimy się jednak pogodzić z tą sytuacją, nie wiemy, czy będzie ona trwała do końca roku. George Russell, mimo że jest debiutantem, nie jest tuzinkowym kierowcą. Przypomnijmy, że jest on objęty patronatem i opieką Mercedesa. Taki team byle kogo nie bierze pod swoje skrzydła. Russell to na pewno kierowca z najwyższej półki, wielki talent, wciąż młody i obiecujący. Ma na swoim koncie zwycięstwa i w GP3 i F2. Bardzo skutecznie wygrywał jedną i drugą serie. W F1 punkt po punkcie buduje swoją pozycję - uważa Borowczyk. 

 

- W Kanadzie wykorzystał słabość jednego z samochodów Haasa, prowadzonego przez Magnussena. Russell natychmiast znalazł się przed nim. Robert niestety, pozostał za duńskim kierowcą - zauważa Sobierajski.

 

- Cały czas mamy nadzieję, bo przecież jasne jest, że kibicujemy naszemu jedynakowi. W Kanadzie był to jeszcze szczególny rodzaj emocji. Bo przecież wszyscy świetnie pamiętamy to szczęście w nieszczęściu Roberta. Najpierw straszliwy wypadek w 2007 roku, a rok później te wielkie chwile triumfu. Gdy Robert odniósł zwycięstwo w Kanadzie i dopisał Polskę do listy krajów, które mają swego przedstawiciela wśród triumfatorów wyścigów F1 - przypomina Borowczyk. 

 

- Marzy nam się, by sytuacja wróciła do normy. Wiemy, że Williams intensywnie pracuje, inżynierowie teamu wprowadzili spore poprawki w samochodzie. Jest nowe zawieszenie. Na wzór Mercedesa. Obaj kierowcy mówią, że to działa, że to jest krok w dobrym kierunku – dodaje Sobierajski.

 

- W przypadku Roberta niestety, nie widać jednak postępów na torze. Muszę zapytać o teorie spiskowe, jakie znów pojawiają się wokół naszego kierowcy. Dobrze bowiem pamiętamy czasy pierwszej przygody Kubicy z F1 i szczególnie jego pobyt w BMW Sauber. Wówczas często pojawiały się teorie spiskowe, jakoby Polak był gorzej traktowany w swoim zespole. A to, że ma gorszy samochód, a to, że szefowie wspierają Nicka Heidfelda. Z drugiej strony to Heidfeld wykonał podczas pamiętnego GP Kanady polecenie zespołu, przepuścił Kubicę i pomógł mu tym samym w walce o zwycięstwo - przypomina Sobierajski. 

 

- Teraz znów pojawiają się opinie, że samochód Russella jest inny niż ten, którym jeździ Kubica. Moim zdaniem to absurdalna teza. Sytuacja w jakiej jest Williams sprawia, że w tym zespole nie ma miejsca i czasu na jakiekolwiek gierki - dodaje Sobierajski. 

- Najprawdopodobniej tak jest. Zresztą w Hiszpanii Williams zamienił bolidy. Tym, który jeździł Kubica, pojechał Russell i na odwrót. Te wszystkie spekulacje nie mają więc chyba uzasadnienia – twierdzi Borowczyk.

 

- Wszyscy życzmy Robertowi jak najlepiej, ale doszukiwanie się teorii spiskowych nie ma najmniejszego sensu. Taka jest teraz sytuacja. Na pewno pozycji Roberta nie poprawia to, że jeździ w najsłabszym zespole, że ma kiepski samochód. Inaczej by to wyglądało, gdyby miał lepszy bolid. Wtedy mógłby powojować, coś zmienić. Tymczasem pozostaje nam uzbroić się w ogromną cierpliwość i czekać – kończy Andrzej Borowczyk.

 

Cały odcinek "Prawdy Moto" TUTAJ.