Artur Łukaszewski: Gratulujemy. Nie ma finału, ale jest brązowy medal.

 

Natalia Partyka: Jest medal i z tego bardzo się cieszymy, że dałyśmy radę. Każda z nas wykonała kawał dobrej roboty. Był to ciężki mecz od samego początku. Cieszę się, że po porażce pozbierałyśmy się i zagrałyśmy na wysokim poziomie. Łatwo nie było, więc to zwycięstwo tym bardziej cieszy.

 

Znowu doszło do sytuacji, w której Li skończyła mecz, prowadząc 9:6. Znowu czarne myśli przeszły przez nasze głowy, ale ostatecznie skończyło się super.

 

Na szczęście nie było powtórki z rozrywki. Li ten ostatni mecz grała z zawodniczką, która w obronie nie gra tak dobrze jak Niemka. Po prostu musiała utrzymać koncentrację, grać swoje i było wiadomo, że da radę, bo jest lepszą zawodniczką od Węgierki. Ostatnie mecze jednak nigdy nie są łatwe, więc cieszę się, że dała radę.

 

Mecz trwał znowu prawie trzy godziny, znów pięć setów. Dlaczego?

 

Tak po prostu gramy. Jak już przychodzimy na mecz, jak są kibice, to chcemy stworzyć im jak najlepsze, jak najdłuższe widowisko (śmiech). Tak poważnie, to mecz skończył się wynikiem 3:2, było dużo wyrównanych gier. Ja swojego singla też wygrałam 3:2. To wszystko trwa, ale najfajniejsze jest to, co na końcu, czyli zwycięstwo.

 

Jako drużyna to jest wasz największy sukces?

 

To jest nasz pierwszy medal na Igrzyskach Europejskich. W Baku nie dałyśmy niestety rady awansować do strefy medalowej, natomiast już miałyśmy medal na mistrzostwach Europy, czyli na podobnym turnieju. Teraz wpadł kolejny medal, a przed nami wrześniowe drużynowe mistrzostwa Europy, więc będzie kolejna okazja do tego, aby potwierdzić przynależność do ścisłej czołówki europejskiej.