Rachwalski zaledwie trzy tygodnie po objęciu reprezentacji musi się zmierzyć z pierwszym poważnym wyzwaniem. W niedzielę biało-czerwoni rozpoczną rywalizację w mistrzostwach Starego Kontynentu drugiej dywizji. Celem jest awans do najlepszej ósemki Europy, a kwalifikację uzyskają dwie najlepsze drużyny.

 

- Te mistrzostwa są dla nas niezwykle ważne. Mimo dość trudnej sytuacji i krótkich przygotowań, postaramy się zrobić co w naszej mocy, by awansować do pierwszej dywizji. Zresztą trudno sobie postawić jakiś inny cel. Wielokrotnie jako zawodnik uczestniczyłem w mistrzostwach Europy i muszę przyznać, że będzie to chyba najmocniej obsadzony turniej drugiej dywizji w ostatnich latach - powiedział Rachwalski.

 

Polacy przygotowania rozpoczęli od towarzyskich meczów z Włochami, które w dniach 7-9 lipca rozegrali w Gąsawie. Wszystkie pojedynki zakończyły się porażkami - 0:1, 1:3 i 1:2. - Te mecze rozegraliśmy trochę z marszu. Nie planowaliśmy ich wcześniej i też nie miałem wszystkich zawodników do dyspozycji, bo część jeszcze była na urlopach. Ja też chciałem zrobić taki przegląd kadry, to była też okazja, by popracować nad taktyką i ustawieniami. Potem w Poznaniu mieliśmy zajęcia stacjonarne co dwa dni, a mikrocykl kończyliśmy dwoma treningami w sobotę. Ja też mogłem poznać się z zespołem, określiliśmy sobie cele - tłumaczył.

 

Nowy trener polskich hokeistów wielokrotnie występował w zespole narodowym, był też jego kapitanem, lecz z powodu kontuzji jego kariera reprezentacyjna zakończyła się przedwcześnie. Dlatego też nie miał większych kłopotów z aklimatyzacją w nowym otoczeniu. - W obecnej drużynie jest ok. 80 procent zawodników z którymi grałem, jeśli nie w reprezentacji to w klubie - podkreślił 36-letni szkoleniowiec.

 

Biało-czerwoni w grupie B zmierzą się z Białorusią (28.07), Francją (30.07) i Czechami (31.07). W grupie A wystąpią Rosja, Włochy, Austria i Ukraina. Po dwa najlepsze zespoły awansują do półfinału, pozostała czwórka będzie walczyć o lokaty 5-8, a dwie najsłabsze ekipy zostaną zdegradowane do trzeciej dywizji. Zdaniem Rachwalskiego, inauguracyjny pojedynek może być kluczowy w kontekście walki o półfinał.

 

"Białorusini to trochę zagadka, wykonali ciekawą pracę i zrobili duży postęp w ostatnich latach. Mam wideo z ich ostatnich sparingów. Będzie to pierwszy mecz turnieju, który zawsze obarczony jest pewnym ryzykiem. Francja z kolei to główny kandydat do awansu do pierwszej dywizji, Czesi też mają swoje kłopoty. Dlatego mecz z Białorusią może ustawić cały turniej - ocenił.

 

Rachwalski przejął obowiązki selekcjonera na początku lipca po rezygnacji Karola Śnieżka. Na razie umowa ma charakter tymczasowy, ale nie ukrywa on, że jest zainteresowany długofalową współpracą z reprezentacją. Od sześciu lat jest związany z austriackim SV Arminen Wiedeń, w którym jest grającym trenerem.

 

- Jestem już bardziej trenerem niż zawodnikiem, gram już tylko epizody, choć wystąpiłem w meczu finałowym. Rozmawiam z Polskim Związkiem Hokeja na Trawie na temat dalszej współpracy. Nie ukrywam, że jeszcze chciałbym kontynuować pracę w Austrii, bowiem niezręcznie mi tak krótko przed sezonem zostawiać drużynę - przyznał.

 

Mistrzostwa w Cambrai będą ostatnią imprezą dla polskich hokeistów w tym sezonie. W czerwcu w Indiach biało-czerwoni rywalizowali w turnieju Hockey Series Finals, który był jednocześnie kwalifikacją do przyszłorocznych igrzysk. Polacy zajęli dopiero szóste miejsce i stracili szansę na występ w Tokio.