Maciej Turski: W wiadomościach mówią, że "Grizzly" podbija Newark. To prawda?

 

Salim Touahri: Na miejscu byliśmy już w ubiegłą sobotę. Szybko zameldowaliśmy się także w hotelu w Newark. Myślę, że aklimatyzacja przebiegła bardzo dobrze. Oczekujemy już ostatnich wydarzeń przed galą, a w sobotę czeka mnie walka.

 

Wierzyłeś w ogóle, że ta trzecia walka w organizacji UFC nadejdzie? Należałem do grona osób, które nie widziały kolejnej odsłony po tych dwóch porażkach, a mimo wszystko menadżer grupy MMA Cartel popracował skutecznie nad tą szansą.

 

Szczerze? Nie liczyłem na trzecią walkę i kolejną szansę. Na szczęście faktycznie Pawłowi udało się podziałać i dostanę możliwość, aby po raz kolejny wejść do oktagonu organizacji UFC.

 

Po zakończonym pojedynku z Keitą Nakamurą nie miałeś do siebie troszkę pretensji? Z perspektywy widza wydawało się, że wystarczyło dać tylko troszkę więcej i można było wygrać ten pojedynek.

 

Tak, zdecydowanie. Tuż po ostatniej syrenie przyszły takie myśli do głowy. Od razu pomyślałem, że zdecydowanie można było to lepiej rozwiązać i mogłem dać z siebie więcej. Na moją obronę mogę powiedzieć, że Nakamura też jest takim typem zawodnika. Lubi właśnie w taki sposób prowadzić pojedynki. Ja się dałem wciągnąć w jego grę.

 

Przychodzi kolejna odsłona, ale też ze zmianami. Pierwotnie miał być inny przeciwnik...

 

Tak, na początku miał być Zelim Imadaev, a gala miała odbyć się w Rosji. Ostatecznie wydarzenie nie doszło do skutku. Zadecydowały chyba problemy logistyczne, nie mogli dojść do porozumienia w sprawie hali. Całe wydarzenie zostało przeniesione do Stanów Zjednoczonych, a chwilę później dostałem informację o zmianie rywala. Ja już do tego przywykłem. Zawsze sporo dzieje się przed moimi walkami - zmiany, kontuzje itp. Nie miało to większego znaczenia, ale pojawiły się z kolei problemy wizowe. Musiałem złożyć wniosek o wizę pracowniczą i niestety z tego powodu nie mogłem wylecieć do Stanów Zjednoczonych na przygotowania do klubu American Top Team. W trakcie trwania procesu wizowego niestety nie można podróżować. Dopiero po zakończonym procesie jest to możliwe.

 

Pojawił się Mickey Gall. Chłopak, który błyskawicznie rozpoczął przygodę z organizacją UFC. Ostatnio jednak dopisał do rekordu dwie porażki z rzędu (red. z Randym Brownem oraz Diego Sanchezem). Myślisz, że te przegrane zweryfikowały jego umiejętności? Jak oceniasz tego przeciwnika?

 

Wydaje się naprawdę solidnym przeciwnikiem i miał okazję mierzyć się z dobrymi rywalami. Dał na przykład bardzo fajny pojedynek z Randym Brownem. Ten występ pokazał, że trzeba się z nim liczyć. Ma na pewno bardzo dobry grappling, ale poprawił się ostatnio także w płaszczyźnie bokserskiej. Oczekuję, że to będzie naprawdę ciekawe zestawienie i damy dobrą walkę.

 

Zwróciłeś uwagę na płaszczyznę parterową Galla. Obawiasz się parteru? Chcesz się tam sprawdzić z rywalem? A może macie inny scenariusz na tę walkę?

 

Gall jest posiadaczem czarnego pas w BJJ, ale nie zapominajmy, że ja też większą część mojej kariery trenowałem tę płaszczyznę. Stoczyłem w tej formule naprawdę sporo walk. Nie mam czego się obawiać. Oglądałam sporo jego walk. I jestem przygotowany na jego techniki kończące. Wiem, że pięć walk kończył skutecznie duszeniami zza pleców i na próby tej akcji muszę uważać. Przekonamy się o wszystkim już za dwa dni.

 

Gall rozpoczynał przygodę w UFC wyzywając na pojedynek legendę WWE CM Punka, później pokonał także nadzieję organizacji, "cudowne dziecko" Sagea Nortcutta. Te pojedynki pozwoliły mu zdobyć sporą popularność w Stanach Zjednoczonych. Myślisz, że dla Ciebie ten pojedynek z tych względów zyskuje na wartości?

 

To dla mnie bardzo dobra walka. Te pojedynki naprawdę wiele mu dały i teraz za oceanem wiele osób go kojarzy. Pozostaje mi tylko wygrać ten pojedynek. Będę chciał oczywiście pokazać się z jak najlepszej strony i co za tym idzie także zdobyć wielu fanów w Stanach Zjednoczonych.

 

Jak pokonasz Mickey'ego Galla to prawie jakbyś pokonał legendy WWE. Gall pokonał przecież CM Punka, a ten jeszcze w amerykańskim wrestlingu wygrywał m.in. z Johnem Ceną.

 

Nie rozpatruje tego w tych kategoriach. Walczymy w MMA, oni bili się na innych zasadach. Nie można tego w żaden sposób porównać. To kompletnie inne dziedziny sportu i na pewno w hierarchii nad nimi nie wyląduję.

 

Ze względu na obecną sytuację pojawia się dodatkowa presja? Jak sobie z nią radzisz? Ta walka też jest istotna dla Galla. On w ostatnich trzech pojedynkach wygrał tylko raz.

 

Na początku przygotowań były momenty rozmyślania o tym. Udało mi się odrzucić te myśli. Nie myślę o tym, co może się wydarzyć po gali. Staram się skupić na tym, aby dać jak najlepszy pojedynek, wygrać walkę i później będziemy myśleć o przyszłości.

 

Zwycięstwo jest celem nadrzędnym czy styl w jakim poprowadzisz pojedynek też będzie istotny?

 

Zwycięstwo jest najważniejsze, bez dwóch zdań. W UFC styl też odgrywa rolę i na to też zwraca się uwagę, na efektowność występów. Koniec końców, wolałbym wygrać w kiepskim stylu niż przegrać po super widowiskowej walce.

 

Transmisja gali UFC w Newark w sobotę od godziny 19:00 w Polsacie Sport Fight!