- Sknadal, blamaż, kolejny raz my – piłkarscy kibice musimy się wstydzić za nasze kluby. Brak mi słów. Naprawdę nie wiem, dlaczego nie jesteśmy w stanie wygrać z takimi zespołami, jak ten z Rygi. Przecież mistrz Polski, po pierwszych dwóch pucharowych meczach w tym sezonie, czyli z BATE Borysów wyglądał piłkarsko naprawdę dobrze. Uważałem, że Piast jest w stanie przejść taką przeszkodę, jaką byli Łotysze. Okazało się, że nawet Ryga jest dla nas za mocna – mówi ze smutkiem Wichniarek, podsumowując czwartkowy, pucharowy wieczór w wykonaniu Piasta, Lechii i Legii. 

 

- Co się dzieje z polską piłką klubową? Na to nie ma prostych odpowiedzi, ale po raz kolejny okazało się, że te czarne chmury wiszą już naprawdę bardzo nisko. Lechia Gdańsk może i zaprezentowała się dobrze w meczu z Broendby, ale jednak zespół z Kopenhagi miał lepszych zawodników, wytrzymali ciśnienie, w dogrywce strzelili dwie bramki i rewanż wygrali 4:1. Naprawdę przykro, że odpadli.

 

- Jednym zespołem, który nam pozostaje, bo nie powiedziałbym, że broni honoru polskiej piłki, bo my ten honor w pucharach to już dawno straciliśmy, jest oczywiście Legia, która gra o to, byśmy jeszcze przez chwilę, przez sierpień pocieszyli się, nie tylko rozgrywkami ekstraklasy, ale też pucharami. Legia wymęczyła awans remisem na wyjeździe. W nie do końca dobrym stylu, ale o tym zapominamy. Najważniejsze, że udało się podopiecznym Vukovicia przejść dalej i czekają ich teraz mecze z Grekami. Czy są w stanie wygrać? Zobaczymy. Mam nadzieje, że Legia w końcu się obudzi, zaprezentuje się na miarę swoich umiejętności. Wszyscy wiemy, że piłkarze, którzy są w tym klubie na pewno potrafią grać lepiej. Trzymam za to kciuki. Dziś wszyscy kibice polskiej piłki muszą trzymać kciuki za Legię - kończy Artur Wichniarek.