Maciej Turski: Wizyta w siedzibie KSW to w Twoim wypadku nic nowego. Gratulujemy, bo przed Tobą 50. walka zawodowa i od piętnastu lat jesteś już w organizacji. Wszystko składa się na fajny jubileusz.

 

Antoni Chmielewski: Dokładnie, już od piętnastu lat w organizacji, 21. walka w KSW przede mną, a ogółem to już będzie 50. pojedynek zawodowy. Troszkę się tego zabierało. Cieszę się, że dotrwałem do takiego momentu cały i zdrowy i miejmy nadzieję, że tak pozostanie również po najbliższej walce.

 

Z sentymentem będziesz czekał na ten pojedynek? Pewnie sporo wspomnień przychodzi do głowy, kiedy wspominasz całą współpracę z organizacją...

 

Wszystko rozpoczynało się w 2004 roku, kiedy wygrywałem dwa razy turnieje KSW. Byłem jedną z gwiazd, i nieskromnie mogę powiedzieć, że pewnie nadal nią jestem. Wypada to wszystko zakończyć z klasą, a doskonałą okazją do tego jest gala z numerem 50. A dodatkowo będzie to moja 50. walka.

 

Nie było trochę żal podejmować taką decyzję o pożegnaniu? Masz 37 lat, codziennie przebywasz na sali treningowej... Wydaje się, że mogłeś jeszcze trochę to "pociągnąć".

 

Wiele czynników na to wpłynęło. Jestem cały czas zdrowy i taki chce pozostać. Po drugie, kategorie wagowe. W limicie średniej, po zbijaniu wagi nie czuję się najlepiej, a jeśli pozostanę w limicie półciężkich to będę za mały. Lepiej niech tak się stanie jak zaplanowałem. Są przede mną kolejne etapy w życiu, więc mam jeszcze sporo ciekawego do zrobienia.

 

Konsekwentnie w Twoim wypadku poziom rywala bardzo wysoki. Kiedy pojawiło się nazwisko Jasona Radcliffe'a, to kibice chętniej widzieliby go w zestawieniu z innymi zawodnikami. Takie było założenie, żeby na pożegnanie przeciwnik był wymagający?

 

Chciałem, żeby to była mocna walka i fajnie zapamiętana. Chcę stoczyć pojedynek na wysokim poziomie i godnie się pożegnać. Zawsze biłem się na wysokim poziomie, więc na takim poziomie trzeba po prostu zakończyć rywalizację.

 

Jak oceniasz Jasona Radcliffe'a? Przeciwnik, który potrafi nokautować i poddawać. Do klatki wejdzie na fali dwóch wygranych z rzędu i wydaje się, że odbudował się po wcześniejszych porażkach.

 

Mocny i przekrojowy zawodnik. Solidna stójka i ogarnięty parter. To jest MMA, więc wszystko jest na miejscu. Ja mam ochotę pokazać jak najlepszą wersję siebie, chcę pokazać swoje umiejętności w każdej płaszczyźnie. Plan zazwyczaj pada po pierwszym wyprowadzonym ciosie i mam nadzieję, że ja wyprowadzę to uderzenie jako pierwszy.

 

Z jakim celem wychodzisz do walki? Celem nadrzędnym jak zawsze będzie wygrana? Czy może w przypadku tej wyjątkowej walki nieco inaczej rozkładasz priorytety?

 

Zwycięstwo jest najważniejsze. Z godnością pożegnać się ze wszystkimi fanami. Organizacja trzyma wysoki poziom pod każdym względem i ja muszę się do tego dostosować. Mam nadzieję, że tym razem wszystko potoczy się po mojej myśli. Wynik walki jest po części efektem tego, jak ciężko pracujemy na sali treningowej, a ja ciężko trenuję. Liczę, że moja ręka powędruję do góry i kibice zapamiętają to na długo.

 

Pod skórą czuję, że zależy Ci również na ładnej walce. Wygrana jest kluczowa, ale zależy Ci także na efektownym przebiegu pojedynku.

 

Chcę dobrze wypaść i nie kalkulować. Nie mam nic do stracenia i muszę zostawić całe zdrowie w klatce. Ludzie muszą dobrze wspominać tę konfrontację, a ja muszę po prostu o to zadbać.

 

W załączonym materiale wideo rozmowa z Antonim Chmielewskim.