Bosek wspólnie z Jerzym Mielewskim i Marcinem Lepą na jednej z trójmiejskich plaż podsumowali występ Biało-Czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, który w niedzielę zakończył się w Gdańsku.

 

- Oczywiście w sporcie nie da się nic na 100% obliczyć, ale zrobiłem sobie analizę w jakim momencie jest nasza reprezentacja i w jakich momentach są inne reprezentacje i twierdzę, że jeśli teraz nie zdobędziemy złota olimpijskiego, to na kolejną okazję możemy poczekać naprawdę długo – mówi Bosek.

 

- Zmiana pokoleniowa w naszej kadrze dokonała się szybciej niż w innych zespołach. Oczywiście one będą silne na igrzyskach, bo to jest olimpiada, ale my jesteśmy najsilniejsi. Bo mamy i system grania i doświadczonych zawodników, ale też młodych już ogranych. W związku z tym mamy naprawdę ogromną szansę by wygrać igrzyska i mówię to co najmniej od dwóch miesięcy – uważa Bosek, podkreślając, że nie jest to nastrój chwili po pokonaniu Francji i Słowenii, dodając, że nie denerwował się ani chwili w trakcie trzeciego spotkania gdańskiego turnieju, gdy nasi rywale wygrali pierwszego seta, a w drugim było 20:20.

 

- Tak sobie to ułożyłem, że jak mamy zdobyć medal na igrzyskach, to Słowenię musimy pokonać. Bo ten nasz zespół jest już naprawdę dojrzały – cieszy się legendarny "Bubu".

 

- Ta drużyna, jako pierwsza mówi świadomie, dojrzale i pewnie o tym, że interesuje ją złoto igrzysk. Wprawdzie ta z 2012 też mówiła o wygraniu igrzysk bo jechała do Londynu, jako zwycięzca Ligi Światowej, ale to było co innego – uważa Lepa. – Wtedy między finałem LŚ, a igrzyskami było mało czasu. Trochę im nie wypadało mówić inaczej. Ta ekipa wygrała mistrzostwa świata rok temu, samoświadomość zawodników rośnie z każdym miesiącem. A do igrzysk jeszcze rok. I ta drużyna jako pierwsza od waszych czasów mówi w pełni świadomie – jedziemy do Tokio po złoto. I mówią to wszyscy. U was mówił głownie Jerzy Hubert Wagner – zauważa dziennikarz Polsatu Sport.

 

- I bardzo dobrze, że tak mówią. Chodzi, by się mentalnie przygotować na to wyzwanie, przyzwyczaić do tej presji. To nawet chodzi bardziej o siebie niż rywali. U nas jak Jurek mówił, że lecimy po złoto, to my na początku trochę to puszczaliśmy mimo uszu, ale on to mówił właśnie dla nas. Po pewnym czasie w podświadomości czujesz, że jesteś gotowy na taki wynik. Z mistrzem każdy chce wygrywać. Bijesz szybko słabszego, bo się spieszysz. Ale bijesz go szybko systemem grania, bo jesteś mocniejszy mentalnie. Ja byłem na trzech igrzyskach i wiem co mówię. Na mojej pierwszej olimpiadzie mieliśmy zdobyć medal, ale przegraliśmy na początek 2:3 z Czechami i z medalu były nici. Bo igrzyska to bardziej walka w głowach. Tutaj liczy się dużo mocniej sfera mentalna niż przygotowanie fizyczne. Bo na tym turnieju jeden może mieć słabszy dzień, jeśli chodzi o fizykę, ale wchodzi drugi i gra, pod warunkiem, że głowy mają wszyscy mocne  - kończy Ryszard Bosek.

 

Cały odcinek "Prawdy Siatki" znajdziecie TUTAJ