Pojedynek na korcie nr 17 był już szóstym Majchrzaka w tej edycji nowojorskich zawodów. Gdyby rozpoczął rywalizację od głównej drabinki byłby to dla niego... półfinał, ale Polak nie rozpatrywał tego w takich kategoriach. - Traktowałem ten mecz jak spotkanie trzeciej rundy. Zamierzałem wyjść na kort i zrobić swoje. W pierwszym i drugim secie byłem naprawdę blisko Dimitrowa. Zwłaszcza w drugim, kiedy prowadziłem już 5-2 w tie-breaku. Ubolewam, że nie udało się wykorzystać tamtej szansy - przyznał reprezentant Polski.

 

Majchrzak dostał się do głównej drabinki jako tzw. szczęśliwy przegrany. W pierwszej i drugiej rundzie spędził na korcie łącznie siedem godzin. W piątkowy wieczór, po dwóch kolejnych godzinach, był niewiele gorszy od byłej trzeciej rakiety świata, ale przegrywał w setach 0:2. W decydującym dał się przełamać już w czwartym gemie, a potem zdołał "urwać" rywalowi tylko jednego gema. - W końcówce nie byłem aż tak aktywny jak w pierwszych dwóch setach. Miałem kilka szans, ale znów zostały one zaprzepaszczone. To się zemściło, bo Grigor to zbyt dobry gracz, skrupulatnie wykorzystywał moje błędy - stwierdził polski zawodnik.

 

Polak nie chciał usprawiedliwiać porażki zmęczeniem i faktem, że wcześniej toczył ciężkie, pięciosetowe boje. - Czy gdybym szybciej kończył mecze w pierwszych rundach, lub nie musiał bić się o awans w kwalifikacjach, byłoby mi tutaj łatwiej? Nie wiem, to tylko i wyłącznie gdybanie, które niczego już nie zmieni - ocenił.

 

Na pocieszenie pozostał mu fakt zainkasowania 163 tys. dol. oraz słowa uznania od amerykańskich komentatorów telewizyjnych i samego Dimitrowa. Sprawozdawcy z USA, którzy początkowo nie potrafili nawet poprawnie wymówić nazwiska Majchrzaka na koniec relacji apelowali do wszystkich, aby zaczęli je śledzić. Dimitrow także w pomeczowym wywiadzie powiedział, że Kamil to zawodnik, do którego należy przyszłość.

 

- Schlebiają mi takie słowa i motywują. Skoro zostałem doceniony przez tak świetnego tenisistę to chyba mogę być zadowolony ze swojej postawy. Mam nadzieję, że wkrótce będę miał okazję zmierzyć się z nim raz jeszcze i wtedy postaram się o lepszy wynik - dodał 23-latek z Piotrkowa Trybunalskiego.

 

Przygoda z US Open Majchrzaka zakończyła się przybiciem "piątki" Dimitrowowi przy siatce, rozdaniem kilkunastu autografów i zapozowaniem do kilku zdjęć. Przyznał, że tegoroczne zmagania będzie wspominać bardzo mile. - Zdaję sobie sprawę, że jako lucky loser osiągnąłem coś ponad stan. Wykorzystałem drugą szansę i wchodząc w największy świat tenisowy napsułem krwi kilku zawodnikom z czołowej setki. W przyszłości chcę poprawiać rezultaty, grać na coraz lepszych kortach z coraz lepszymi rywalami na wysokim poziomie. Wierzę, że to może być początek czegoś wielkiego w mojej karierze - podsumował Polak.

 

Najpierw jednak czas na zasłużony odpoczynek. Majchrzak nie wie jeszcze, kiedy wróci do Polski. - Nie spodziewam się jakiegoś specjalnego powitania w Piotrkowie Trybunalskim. Normalnie wrócę do rodziny, odpocznę trochę, a potem znowu czeka mnie granie. Najpierw w Grecji wystąpię w Pucharze Davisa, a później będę startować w Azji.

 

WYNIKI I TERMINARZ US OPEN