Matej Zagar lubi sytuacje z gatunku thrillerów. Kilka godzin opóźnienia na lotnisku w Zurychu wybudziło jego umysł z idyllicznej postawy. Piątek teoretycznie niewiele daje zawodnikom, ale warto poślizgać się na łukach, aby w czasówce uzyskać lepszy czas. Kwalifikacje wprowadzone w tym roku jako nowinka jeszcze nikogo nie ozłociły, lecz żużlowcy mimo iż czasówka nie daje takiego splendoru i przywileju jak pole position w F1, wolą jeździć w piątek o ile PGE Ekstraliga nie wykroi im terminu z kalendarza.

 

Tym razem konfliktu dat nie było, bo półfinały ekstraligowcom zaplanowano w niedzielę 1 września. Jednak w życiu Słoweńca Mateja Zagara, nawet jeżeli nie ma problemów z datami, pojawiają się zjawiska nadprzyrodzone. W Zurychu poinformowano Mateja, że wylot samolotu może być opóźniony o kilka godzin.

 

 

Szalony lot

 

Zagar błyskawicznie zareagował, poszperał w podniebnej siatce i z wywieszonym językiem po przebukowaniu biletu zjawił się w niemieckim Teterow. Zakładał kask w pośpiechu, dopinał kevlar, mechanicy odkręcali kranik z paliwem, a on jakby niesiony adrenaliną… wygrał kwalifikacje! 314 metrów, owal znany Matejowi, bo w przeszłości wygrywał już GP Niemiec w Teterow, więc zagadek nie było… 14,513 sekundy – czas wykręcony przez Mateja okazał się najszybszym, a Zagar uzyskał go w drugiej części kwalifikacji.

 

Tym osiągnięciem zepchnął na pozycję wicelidera Macieja Janowskiego (14,580). Trzecie miejsce w czasówce zajął Leon Madsen (14,585). "Lubię tor w Teterow. To, że wygrałem czasówkę niczego nie oznacza. Wygrałem już w tym roku kwalifikacje w Warszawie i nie przełożyło się to na wynik w trakcie zawodów. Raptem zdobyłem 7 punktów w polskiej stolicy, więc szału nie było… Splot nieszczęśliwych zdarzeń w Zurychu sprawił, że wyostrzyłem zmysły i gnałem jak szalony, aby zdążyć na kwalifikacje w Teterow. Oczywiście, że lepiej być pierwszym niż ostatnim w czasówce, ale nagród za to nie przyznają. Jestem szczęśliwy, że uratowałem byt w Speedway GP. Zwycięstwo w Gorican podczas zawodów GP Challenge oznacza, że mogę spać spokojnie. Moja forma zwyżkuje, podążam we właściwym kierunku ze zmianami sprzętowymi. Jestem sportowcem i chcę zmieścić się w czołowej ósemce w cyklu, chociaż mam już gwarancję startów w sezonie 2020 w GP. Presja jest mniejsza, bo nie drżę o miejsce, ale zawsze chcę wygrywać. Sportowcy nie mają minimalistycznych planów" – podkreślał Zagar.

 

Coś niezwykłego odblokowało się w psyche Zagara oraz Iversena. Siedmiokrotny indywidualny mistrz Danii również błysnął w Gorican, gdzie zajął drugie miejsce. "Chcę eksperymentować ze sprzętem. W Teterow sięgnę po rewolucyjne ustawienia. Mam spokojną głowę, bo zapewniłem sobie awans do GP'2020. Mogę sobie pozwolić na roszady” – rzekł Niels-Kristian Iversen, który w kwalifikacjach do GP Niemiec zajął odległą, trzynastą lokatę, wyprzedzając jeno Martina Vaculika i Artioma Łagutę.

 

Cóż, w trakcie zawodów rewolucyjne pomysły Duńczyka okazały się strzałem w dziesiątkę, gdyż zdołał awansować do ścisłego finału. Powróciły wspomnienia z Warszawy, gdzie PUK zajął czwarte miejsce. Zagar też był kontent zajmując trzecie miejsce w Teterow. Jeden wygrał kwalifikacje, a drugi był trzynasty. Obaj zameldowali się w finale. I bądź tu mądry i pisz wiersze… Może prawdziwe są słowa gościa Magazynu Żużlowego, znakomitego tunera Jarka Krawczyka: „im dłużej siedzę w żużlu, tym mniej o nim wiem”. Brak logiki, a więc tuż za granicą umysłu rozpoczyna się terytorium o nazwie speedway…

 

Janoś królem Teterow

 

3 sierpnia po fenomenalnym żużlowym spektaklu we Wrocławiu, Maciej Janowski wyznał: „To był dobry występ. Trudne zawody, a wielu zawodników pokazało kawał znakomitego speedwaya. Trochę niepotrzebnych ruchów na motocyklu wykonałem w półfinale, ale prawda jest taka, że Janusz Kołodziej był o wiele szybszy ode mnie. Tak czasami bywa w sporcie. Oddałbym wiele za finał we Wrocławiu, ale zabrakło dla mnie przestrzeni… Może następnym razem się uda? Ważne, że uzbierałem sporo oczek i powoli pnę się w górę. Do ostatniej rundy w Toruniu wciąż jest bardzo daleko. Mam nadzieję, że sporo punktów zdobędę w Malilli".

 

Jak mówił, tak uczynił. W Malilli Magic skorzystał z mądrych wskazówek swojego sztabu, Rafał Haj lśnił soczystymi pomysłami i wrocławianin zameldował się na podium. A w Teterow styl, w jakim Maciej Janowski puścił klamkę w finale przypomniał najlepsze czasy Jerzego Rembasa, Hansa Nielsena i Erika Gundersena. Arcymistrz puszczania sprzęgła…

 

Janowski jest mistrzem analizy. Gdyby pracował z doktorem Watsonem i detektywem Sherlockiem Holmesem, pewnikiem rozwiązaliby niejedną zagadkę. Umie słuchać, ale wie kiedy stać twardo przy swoim zdaniu. Inteligentny chłopak. Owszem, mógłby rozdzierać szaty, ale wie, że straconego czasu nie prześcignie i nie ma sensu powracać do absencji w Warszawie. Zdrowie nie pozwoliło wówczas Maciejowi ścigać się na PGE Narodowym.

 

Dziś ma idealną pozycję wyjściową, aby 5 października w Grodzie Kopernika radować się z medalu. W Vojens łatwo o punkty nie będzie, ale Magic lubi trudne techniczne tory. Wyniósł sporo z lekcji na Wyspach Brytyjskich, a paręset razy łamał motocykl z Darcym Wardem, Chrisem Holderem i Lee Smethillsem…

 

Maciej ma na koncie 96 wygranych wyścigów w GP. Był czwarty w sezonach: 2017 i 2018, więc może paradoksalnie „pusty przelot” w Warszawie wyostrzył jego zmysły i wrocławianin spełni marzenia w tym roku? Siódme miejsce wydaje się odległe, ale mając w perspektywie trzy turnieje mistrzowskie, wszystko może się wydarzyć. Maciej długo czekał na zwycięstwo w cyklu, bo aż 13 miesięcy.

 

7 lipca 2018 roku Janowski wygrał GP w Hallstavik pokonując w finale Lindgrena, Zmarzlika i Woffindena. Na pyszne wiktuały warto długo czekać… Do Emila Sajfutinowa, który zajmuje trzecie miejsce, Magic traci 11 punktów. "Wygrana w GP zawsze smakuje wyjątkowo. Pracowaliśmy w pocie czoła z całym teamem. Nawet wtedy gdy okazało się, że awansowałem do finału, wiedziałem, że nie będzie lekko z Bartoszem, Matejem i Nielsem. Czułem, że trafiliśmy z ustawieniami sprzętu. W finale perfekcyjnie wyszedłem spod taśmy, a dobry start w finale jest szalenie istotny" – rzekł Maciej. To szósta wiktoria w karierze Macieja na tym szczeblu rywalizacji. Co ważne, Magic wystrzelił spod taśmy jak Hans Nielsen za najlepszych lat… A drugie pole w Teterow nazywane jest cmentarzyskiem…

 

Zabawa zaczyna się od nowa

 

Leon Madsen stracił przewagę sześciu punktów jaką wypracował nad Bartoszem Zmarzlikiem w Malilli i zabawa zaczyna się od nowa. Vojens, Cardiff i Toruń – te trzy przystanki elektryzują fanów speedwaya. Patryk Dudek – człowiek o niesamowitym balansie ciała na motocyklu udowodnił w Teterow, że jest dobrze wychowanym człowiekiem i sprezentował Fredrikowi Lindgrenowi cosik na kształt brązowego kasku…

 

A zatem Duzers nie zapomniał o wyjątkowym locie Szweda nad kukułczym gniazdem w Malilli. To piękne, że sport pomimo postępującej komercji nosi w sobie jeszcze znamiona człowieczeństwa i ludzie pędzący na motocyklach potrafią docenić kunszt przeciwnika. Życie jest wyjątkowym skarbem nie do przecenienia. Jak pisał Marek Aureliusz, były władca Rzymu, cesarz i filozof, przedstawiciel stoicyzmu: „Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb: żyć, oddychać i móc się radować”. Żużlowa brać udowodniła w Teterow, że słowa Marka Aureliusza nie straciły nic ze swojej aktualności, choć w czasach gdy cesarz tworzył nikt jeszcze o speedwayu nie słyszał…