Wojenny Chisora!

 

Dereck Chisora (31-9, 22 KO) ma nieprzypadkowo przydomek "War" (Wojna), co po raz kolejny udowodnił na poniedziałkowej konferencji prasowej gali, gdzie w głównej roli wystąpili mistrzowie świata -  Regis Prograis (24-0, 20 KO) - Josh Taylor (15-0, 12 KO). Finał World Boxing Super Series w kategorii super lekkiej stał bardzo długo pod znakiem zapytania, doszło nawet do tego, że Prograis wycofał się z turnieju przed finałem, pozywając do sądu organizatorów za niewypłacenie gwarancji finansowej przed walką. Finał długo nie mógł znaleźć gospodarza - nie było zainteresowania w USA, praktycznie nigdzie na świecie - do czasu, kiedy Eddie Hearn zdecydował się na zrobienie gali w mieszczącej 20 tysięcy kibiców hali O2 Arena w Londynie.

 

I zaczął się problem. Walka o trzy pasy mistrzowskie ma znakomity wymiar sportowy wymiar, ale w Londynie Taylor jest popularny średnio, a Amerykanin Prograis - zupełnie. Takie zestawienie pewnie sprzedałoby nie więcej niż 7-8 tysięcy biletów czyli nieźle, ale, w mniejszej sali, w mniejszym mieście. Hearn dodał więc do gali walkę w wadze ciężkiej Chisory z byłym mistrzem WBO Joe Parkerem, z czym "War" nie miałby problemu, gdyby to on był w głównej walce wieczoru i miałby za to odpowiednio zapłacone.

 

"Albo robisz moją walkę z Parkerem głównym pojedynkiem gali i płacisz mi więcej kasy, albo nie walczę. Kogo teraz interesują tacy mali chłopcy, wiadomo, że wszystkich przyciąga waga ciężka. Gów… kogoś obchodzi jakiś finał turnieju WBSS. To ja sprzedam halę dla moich kibiców" Oczywiście Dereck dorzucił do tego kilka wyrazów uznawanych powszechnie za obraźliwe… i wyszedł z sali.

 

Nie miał nawet okazji komentować całej sprawy Hearn, zrobił to za niego opiekujący się karierą Chisory były mistrz świata David Haye: "Wiadomo dlaczego nazywają go "Wojna" więc moje zaskoczenie jest raczej małe. Właśnie spędził 10 dni w Los Angeles, może jest zmęczony lotem? Może pokazał trochę tej treningowej złości na konferencji? Z drugiej strony, jak na niego to zachował się dobrze, nie było przewróconych stołów. Może nie idealnie, ale dlatego ludzie płacą za oglądanie Derecka. Zawsze pokazuje jak się czuje - na dobre i na złe”. Czym to się skończy, czy rzeczywiście Dereck nie wyjdzie na ring w Londynie? Nie ma obaw - to walka za ważna tak dla niego, jak dla Hearna, żeby pojedynku Chisora - Parker w Londynie zabrakło.

 

Arabia Saudyjska, USA, Anglia: 3 dni, 3 konferencje Ruiza i Joshuy

 

72 godziny, trzy kraje, trzy konferencje: taki był promocyjny pomysł przed rewanżową walkę Andy Ruiz Jr - Anthony Joshua, którą zobaczymy 7 grudnia w Diriyah, w  Arabii’ Saudyjskiej. Co wiemy, a co ciągle jest niewiadomą przed jedną z najbardziej intrygujących walk ostatnich lat?

 

Na plus: wiemy, że Andy Ruiz Jr nie ma już najmniejszych problemów z walką w Arabii Saudyjskiej. Na każdej konferencji, dziękował szejkom zarówno Andy jak jego trener Manny Robles i ojciec - Andy Senior. Wiadomo też, że przynajmniej 16 tysięcy kibiców walkę w Diriyah zobaczy, bo “przynajmniej” taką liczbę miejsc obiecali kibicom organizatorzy. To dobrze, bo na początku pisano tylko o “6-7 tysiącach”. Obiecali też, że nie będą miały żadnych problemów chcące zobaczyć walkę kobiety, z czym - podobno - miały być problemy związane z  surowym przestrzeganiem praw islamu.

 

Na minus: "Kto będzie sprawował kontrolę nad walką, skoro nie ma w Arabii Saudyjskiej tradycji pięściarskich? Nie ma komisji sportowych wiedzących co jest grane?” - pyta trener Ruiza Juniora. Manny Robles ma rację - ważne kwestie współpracy przy kontrolach antydopingowych, egzekwowania przepisów związanych z wyborem rękawic i wielu innych elementów wielkich walk pięściarskich nie została do tej pory wyjaśniona.

 

Kiedy Arabia Saudyjska po raz pierwszy organizowała wielką walkę (finał WBSS Groves - Smith), pomagali to ogarnać współpromotorzy czyli federacja niemiecka. Taka opcja nie wchodzi w tym przypadku w grę. Nad całością badań antydopingowych ma czuwać amerykańska VADA, ale to organizacja, która zwykle współpracuje z odpowiednikami w krajach, gdzie odbywają się walki. Takich odpowiedników w Arabii Saudyjskiej nie ma, więc spodziewam się, że kontrowersji do grudnia nie zabraknie.