Marta Ćwiertniewicz: Czy mistrzostwa Europy są ważną imprezą dla drużyny, która zdobyła mistrzostwo świata, a niedawno wywalczyła kwalifikację olimpijską?

 

Karol Kłos: Bardzo ważną, Bardzo, bardzo, bardzo ważną. Myślę, że to jest w tym roku druga impreza docelowa po kwalifikacjach olimpijskich, które były oczywiście najważniejsze, ale krótkie.

 

Ma Pan na koncie występy w mistrzostwach Europy, ale nie ma złotego medalu. Czy to złoto jest celem, który chcecie osiągnąć, czy każdy medal będzie dla Was satysfakcjonujący?  

 

To trudne pytanie. Myślę, że każdy, kto jedzie na taki turniej, celuje w złoto. My też. 

 

Zmieniła się formuła mistrzostw. Turniej będzie długi i trudny. Fizycznie i psychicznie. Zagrają tam 24 drużyny, jesteście na to gotowi? 

 

Myślę, że nie będzie aż tak trudno. Patrząc na drabinkę, na dni, w których gramy, widać, że są jakieś przerwy między meczami. Mamy szeroki skład i czuję, że nie będziemy grać przez cały turniej jedną drużyną. Sądzę więc, że to nie będzie dla nas wyjątkowo trudny turniej. Na pewno trudniejsze są mistrzostwa świata. 

 

Rola faworyta jest motywacją, czy działa paraliżująco?

 

A to jesteśmy faworytem? Przed rokiem chłopaki jechali na mistrzostwa świata bronić tytułu i go obronili. Myślę, że jesteśmy przyzwyczajeni do presji, myślę, że to nas motywuje.