Kompany przez lata był kluczową postacią w zespole The Citizens i jednym z największych charakterów w całej Premier League. Jedenaście pięknych lat, 360 występów, 20 goli i 12 trofeów - belgijski obrońca został prawdziwym symbolem przemiany i budowy potęgi w niebieskiej części Manchesteru. Niestety kibice zapamiętają go także z problemów zdrowotnych, które często przeszkadzały mu podczas kariery w Premier League.
 
Nie inaczej było podczas pożegnalnego meczu 33-latka. Manchester City zorganizował benefis, w którym legendy Manchesteru City zmierzyły się z legendami Premier League. W błękitnych koszulkach wystąpili między innymi Shaun Wright-Phillips, Nigel de Jong, David Silva, Samir Nasri, James Milner oraz Dietmar Hamann, z kolei po przeciwnej stronie obejrzeliśmy Robina van Persiego, Edwina Van der Sara, Ryana Giggsa, Paula Scholesa, Mikela Artetę czy Tima Cahilla.
 
Na boisku zabrakło tylko najważniejszego aktora widowiska, a więc Kompany'ego. Belg, który w trakcie swojej przygody na Wyspach opuścił wiele spotkań ze względu na urazy musiał pogodzić się także z opuszczeniem swojego pożegnalnego meczu.
 
- Niestety dziś nie zagram. To typowe dla mojej kariery. Problem ze ścięgnem uda - mówił przed meczem załamany zawodnik.
 
Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Kompany pełnił ostatnio rolę grającego trenera Anderlechtu, jednak teraz będzie pomagał zespołowi już tylko na boisku.