28-letni Szwed Wallin (20-0, 13 KO) walczy ostrożnie, całkiem dobrze porusza się w ringu, jest mańkutem i potrafi zadawać ciosy proste, o czym mówił między innymi Adam Kownacki, który z nim sparował. Jest wprawdzie nieco niższy od Anglika, ale przecież ma prawie dwa metry wzrostu, więc przewaga Tysona w tym zakresie nie będzie duża.

 

Inna sprawa, że Tomowi Schwarzowi, ostatniemu rywalowi Fury’ego, dobre warunki fizyczne i brak porażki na koncie nie pomogły. Jego walka z byłym mistrzem wagi ciężkiej nie trwała długo. Teraz też możliwe jest szybkie zakończenie, ale wiele zależeć będzie  od postawy faworyta, jakim bez cienia wątpliwości jest 31-letni Fury (28-0-1, 20 KO).

 

Na sensację w tym pojedynku się nie nastawiam. Przemek Garczarczyk w swojej korespondencji (znajdziecie ją TUTAJ) przypomniał wprawdzie o słynnej wygranej innego Szweda Ingemara Johanssona z mistrzem świata wagi ciężkiej Floydem Pattersonem w Nowym Jorku w 1959 roku, ale po pierwsze to stare dzieje, a po drugie w ich dwóch kolejnych walkach to Johansson został znokautowany.

 

Warto jeszcze pamiętać, że Johansson był wicemistrzem olimpijskim w 1952 roku (choć najpierw go zdyskwalifikowano za bierną postawę w finałowej walce, a srebrny medal wręczono dopiero 30 lat później), zaś Wallin jak na razie nie ma koncie żadnych znaczących sukcesów, choć na zawodowym ringu wciąż jest niepokonany.

 

Ale oczywiście nikt nie odbiera mu szans na dobrą walkę. I nawet jeśli dla Fury’ego sobotnia walka ze Szwedem w Las Vegas będzie spacerkiem, to może być on dla „Króla Cyganów” męczący i uciążliwy. Wiele będzie zależeć od kondycji Wallina, od tego, jak wysokie tempo walki, na które się nastawia, zniosą jego nogi.

 

Wallin zaczynał od hokeja i piłki nożnej, więc nogi ma mocne, ale boks który trenował pod okiem niedawno zmarłego ojca, to jednak inna sprawa. Nie tacy atleci jak Wallin nagle tracili w ringu siły.

 

Owszem, Szwed wie jaką dostał szansę. Gdyby wygrał z „Królem Cyganów”, zostałby legendą. Jeśli nie w wymiarze globalnym, to z pewnością w swojej ojczyźnie. Szwecja poza Johanssonem nie dochowała się bowiem znaczących pięściarzy wagi ciężkiej.

 

Inna sprawa, że amerykański trener Wallina, Joey Gamache, były mistrz świata wagi superpiórkowej i lekkiej, w 2000 roku ciężko znokautowany przez Arturo Gattiego (komentowałem ten pojedynek w Madison Square Garden) twierdzi, że obaj z Wallinem wiedzą jak wygrać w sobotę w Furym.

 

- My znamy Fury’ego, on zna nas, więc o wielkim zaskoczeniu nie ma mowy, ale proszę tylko nie porównywać mojego zawodnika z Tomem Schwarzem, którego Tyson tak łatwo pokonał. Są zupełnie różni. A w boksie styl robi walkę, i to może mieć duże znaczenie – uważa Gamache, który 19 lat temu cudem wywinął się śmierci. Po walce z Gattim kilka tygodni był w śpiączce, przeszedł kilka operacji i na ring już nie wrócił, ale na szczęście może pracować jako trener.

 

Nie wiem czy Gamache naprawdę wierzy w zwycięstwo Szweda, ale nawet zakładając że boks jest nieprzewidywalny, to jest ono mało prawdopodobne. Moim zdaniem sukcesem Wallina będzie, gdy przegrana na punkty. Fury nie jest może królem nokautu, ale ma bardzo ciężkie i szybkie ręce, a sam jest trudny do trafienia.

 

Anglik musiałby zlekceważyć Szweda i popełnić kardynalne błędy, by ten miał szanse na sukces. Myślę jednak że będzie skoncentrowany i zrobi wszystko, by się przypodobać tym wszystkim, którzy będą go oglądać. Walka rozgrywana jest w czasie meksykańskiego święta (w T-Mobile Arena będą więc walki z udziałem Meksykanów), więc Fury nie byłby sobą, gdyby nie chciał im się przypodobać. Na otwarty trening przyszedł ubrany w maskę meksykańskiego wojownika,  chwalił meksykański boks i jego najwybitniejszych przedstawicieli, na czele z Julio Cesarem Chavezem, którego uważa za najlepszego w historii.

 

I podkreślił też , że ma sprecyzowane cele na najbliższą przyszłość. Chce możliwie szybko pokonać Wallina, a w kolejnej walce rozprawić się z Deontayem Wilderem, mistrzem WBC. W ich pierwszym pojedynku był remis, choć Fury dwa razy padał na deski. Co więcej, w zgodnej opinii obserwatorów, to właśnie on był bliższy zwycięstwa. W rewanżu Fury chce uciąć wszelkie spekulacje, wygrać pewnie z Wilderem i doprowadzić do walki unifikacyjnej ze zwycięzcą drugiej walki pomiędzy Anthonym Joshuą i Andy Ruizem Jr.

 

Na razie jednak to tylko plany, choć kontrakt na rewanż z Wilderem już podpisał. Najpierw jednak trzeba wygrać z Wallinem, a później czekać na wynik rewanżowego pojedynku Wildera z Kubańczykiem Luisem Ortizem, do którego ma dojść 23 listopada w Las Vegas. Tyle, że jeśli walka z Fury – Wilder miałaby się odbyć 22 lutego 2020 roku, to prawdopodobnie albo Ortiz wypadnie z grafiku Wildera, albo rewanż z Furym zostanie przesunięty w czasie.