Lorek: Rekiny na tronie

Żużel

Dwanaście tytułów Drużynowego Mistrza Polski zobowiązuje. Po dwóch sezonach spędzonych w Nice I lidze, rybniczanie wracają do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Po pasjonującym dwumeczu fazy play-off PGG ROW Rybnik zameldował się w ekstralidze.

 Cygaro, którego właścicielem był Piotr Żyto, leżało swobodnie przygotowane na najważniejszy akord sezonu. Trener PGG ROW Rybnik sam ścigał się na żużlu, więc doskonale wie, że w tym sporcie nie można być niczego pewnym. Cygaro korciło, ale spoczywało nietknięte aż do zakończenia piętnastego wyścigu. Rybniczanie bardzo pragnęli zapewnić sobie awans do PGE Ekstraligi ciut wcześniej, ale Nicolai Klindt, Marcin Kościelski i Greg Walasek nie pozwalali złapać oddechu gospodarzom. Dopiero, gdy Kacper Woryna pocałował szachownicę w 15 wyścigu, Piotr Żyto sięgnął po cygaro i zakurzył sobie jak szlachcic albo brytyjski lord, bo Piotr trochę czasu spędził na Wyspach Brytyjskich… Być może z pomocą Neila Vatchera, zacnego pana, który przez 18 lat pracował jako pierwszy klucz u Craiga Boyce’a (brązowego medalisty IMŚ’1994 z Vojens), a dziś menedżera angielskiej kadry do lat 21, Piotr wyciągnie za uszy Leona Flinta z Belle Vue i polski kibic będzie przecierał oczy ze zdumienia na widok klejnotu… Kacper Woryna, który rok temu łkał w Lublinie, gdy „pana” (kapeć) odebrał rybniczanom upragniony awans, teraz nie mógł zasnąć przed północą. Z prostej przyczyny: 16 września tata Kacpra – Mirek Woryna świętował swoje urodziny. O ojczulku Kacpra pamiętał nie tylko syn, ale i Mateusz Szczepaniak, Bartosz Giemza, Andrzej Lebiediews, Siergiej Logaczew oraz mechanicy. Pierona, na Górnym Śląsku umieją pielęgnować wartości. Brawo!

 

Nowej MotoAreny nie będzie

 

Tradycyjnie na meczu rybnickich „rekinów” nie mogło zabraknąć Mariana Maślanki. Marian, niegdyś prezes częstochowskiego Włókniarza (poprowadził lwy do złotego medalu DMP w 2003 roku), odwiedził jasnogórski klasztor z Taiem Woffindenem i małżonką Faye, która znów jest brzemienna! „Tajski” to rock & rollowy mistrz świata, ale bardzo ceniący sobie rodzinny spokój. Woffinden to najbardziej charyzmatyczny champion globu od czasów Bruce’a Penhalla (1981 & 1982)! „Woffy” ogromnie szanuje Mariana, nie tylko za okres wspólnych szalonych biesiad z Lewisem Bridgerem. Maślanka bardzo mądrze poprowadził Taia przez żużlowe labirynty w początkowych stadiach kariery Brytyjczyka. Marian wypatrzył Woffindena, gdy Tai niewiarygodnie „zawracał” na słynnych wirażach stadionu Owlerton w Sheffield. Piękne to były czasy…

 

Tenże zacny jegomość – Marian Maślanka – przewidywał wysoką wygraną PGG ROW Rybnik. Tak, circa 14 – 16 oczek. Tymczasem Nicolai Klindt, zapracowany po same uszy w duńskim Holsted i brytyjskim Poole, ściągnął nadzwyczajne posiłki. Pod broń powołał swojego przyjaciela, byłą gwiazdę Wybrzeża Gdańsk, aktualnie solidny filar Speed Car Motor Lublin – Mikkela Michelsena. Michelsen ma bazę na Górnym Śląsku, polubił Jejkowice, troszczy się o to, aby jego mechanicy mieli czas na zabawę z brzdącami, a do ojczyzny nie bardzo ma po co wracać, bo jego serdeczny przyjaciel z lat dzieciństwa zaokrętował w Dubaju. Deczko zbyt daleko, aby wpaść na kawę. Co prawda w latach 70-tych brytyjscy żużlowcy napędzani koncernami tytoniowymi ścigali się w okolicach Zatoki Perskiej, ale to prastare dzieje… Michelsen przekazywał mądre wskazówki, bo Klindt był piekielnie szybki. Co prawda w pierwszym wyścigu, po zewnętrznej skroił Klindta Anglik Dan Bewley, ale generalnie Nicolai był najtrudniejszym orzechem do zgryzienia dla rybniczan. Nieco wolniejszy niż zazwyczaj był Samuel Masters. Być może dlatego, że przed meczem wyluzowany Australijczyk słuchał znakomitej punk rockowej kapeli z Melbourne – „Cosmic Psychos” i zanadto odfrunął w przestworza… Cud, że Sam  Masters nie spotkał wokalisty „Dżemu” Macieja Balcara, który oglądał mecz z trybun czy Adama Drewnioka, basisty formacji „Carrantuohill”, który cykał fotki przy bandzie…

 

Prezydent Rybnika – Piotr Kuczera, wielki kibic żużla i wspaniały gospodarz (miasto kwitnie), był bardzo ostrożny. „Na tą chwilę mamy dwa punkty straty” – rzucił przed meczem. To bardzo rozsądny człowiek, który zdaje sobie sprawę, że w sporcie i w zarządzaniu budżetem, należy być wizjonerem, ale warto również stąpać po ziemi i opierać się o realia. „Poprawimy na stadionie w najbliższym czasie kwestie sanitarne, ale nowej MotoAreny w Rybniku nie postawimy. Pod względem finansów idą dla samorządów trudne czasy” – to znamienna wypowiedź prezydenta zamieszczona w programie zawodów przygotowanym na niedzielę 15 września. Słusznie. W Argentynie, Niemczech, Szwecji, Australii i Danii zawody żużlowe można oglądać z perspektywy wałów trawiastych. Wcale nie oznacza to, że speedway jest mniej atrakcyjny. Nie dajmy się zwariować i nie budujmy żużlowych stadionów na wzór Tadż Mahal… Kibic pragnie komfortu, lecz nie za wszelką cenę. Nade wszystko integralną częścią widowiska jest ściganie i jakość jazdy, a nie wypomadowane na dwa cale policzki gwiazd…

 

Piotr Kuczera odetchnął z ulgą po piętnastym wyścigu. Krzysztof Mrozek, wzór pracowitości (sam pierze w domu osławione białe koszule), wskoczył w roboczy strój godzinę po meczu i zakasał rękawy. Ma kapitalny zespół ludzi, którzy troszczą się o każdy detal. Jest dumny z chłopaków. Nie zapomniał o Marku Courtney, który przed rokiem słusznie zauważył podczas rewanżu w Lublinie, że „brakuje ROW-owi Dana Bewley”. Teraz Bewley kosił wiktorię za wiktorią, ale w ważnym momencie: w trzynastym wyścigu odpalił torpedę również Troy Batchelor. Na tym polega siła zespołu. Każde ogniwo jest bardzo cenne. Dwa oczka zdobyte przez Roberta Chmiela po wykluczeniu Siergieja Logaczewa w dwunastym wyścigu, były na wagę złota. Zdolny torunianin Marcin Kościelski, szalał za plecami Chmiela, ale nie zdołał sforsować bram do niebios. Prezes Mrozek pamięta o całym łańcuszku pokarmowym, więc troszczy się o swoich ludzi, a po 15 biegu otrzymał smsa z gratulacjami od pewnego Rosjanina. Awansu do PGE Ekstraligi pogratulował prezesowi PGG ROW Rybnik sam… Grigorij Łaguta. „Wot żizn” – zwykł mawiać towarzysz Stalin…

 

Wyścig siódmy

 

Greg Walasek jest nieziemskim sportowcem. To co były złoty medalista DMP (z Włókniarzem Częstochowa i Falubazem Zielona Góra) zademonstrował w siódmym wyścigu powinno być powielane na wykładach video w żużlowych akademiach na całym świecie. „Batch” wystrzelił spod taśmy, a Greg, niemalże w stylu profesora, jak przed laty Per Jonsson i Hans Nielsen, inteligentnie nękał Troya. Wyprzedził Australijczyka czyściutko i subtelnie, ale gdy zaoferował Troyowi podwózkę pod bandę, pod łokieć Grega wtulił się Dan Bewley, który mógłby być synem Walaska, gdyby przyjrzeć się metryce. „Trzeba na stare lata pokazać jakąś dobrą akcję” – uśmiechnął się po meczu Greg Walasek. Oczywiście, że Greg pragnął awansu w roli mistrza Nice I ligi, ale spełnia się jego życzenie. Rozegrać jak najwięcej spotkań ligowych w sezonie 2019… Baraże ze Staleczką Gorzów Wielkopolski zapowiadają się bosko. I wcale podopieczni Mariusza Staszewskiego nie są skazani na porażkę w konfrontacji z ekipą Stanisława Chomskiego. Bartosz Zmarzlik mistrzem świata witany 6 października nad Ołobokiem, a nie nad Wartą? Bardzo realny scenariusz. A w PGE Ekstralidze Arged Malesa TŻ Ostrovia? W sporcie wszystko może się wydarzyć… Radosław Strzelczyk to rozsądny człowiek, który wiele uczynił, aby oba finałowe mecze w fazie play-off Nice I ligi toczyły się w przyjacielskiej atmosferze.

 

Budowa zespołu mając do dyspozycji trzech rycerzy (Waldemar Górski, Adam Giernalczyk i Mariusz Staszewski)… Przywrócenie wiary w sens istnienia klubu w Ostrowie Wielkopolskim, choć na początku prezes Ostrovii musiał ukrywać przed żoną, że objął fotel sternika… A pamiętajmy, że Radosław Strzelczyk, podobnie jak Krzysztof Mrozek to ojciec i mąż. Niełatwo pogodzić dom z pracą, która normalnych zjadaczy chleba przyprawia o zawał serca. Po pierwszym meczu finałowym, Radosław Strzelczyk do późnych godzin wieczornych zbierał nieczystości z toru. Krzysztof Mrozek też nie boi się pracy, która sprawi, że będzie miał ręce zanurzone w smarach. Sponsor Kacpra Woryny, który pędził z Niemiec na turniej SEC Challenge do węgierskiego Nagyhalasz, wie, że w speedwayu potrzeba lekko odkręconej śrubeczki w główce, aby cały ten cyrk mógł funkcjonować. Życzę obu klubom, aby nikt nie dokręcał tej magicznej śrubki, bo bez niej świat by zwariował. Zbyt ciasna koszula uwiera, a organizatorzy największych sportowych imprez dowiedli, że im więcej luzu, tym lepszy efekt. Dlatego żużlowcy tak lubią zaglądać na supercross lub Red Bull X – Fighters, aby nie udusić się w metanolowej beczce…

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu PGG ROW Rybnik - Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów Wielkopolski.

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze