Pindera: Brąz to nie złoto

Siatkówka
Pindera: Brąz to nie złoto
fot. CyfraSport

Polscy siatkarze i Vital Heynen mówią wprost, że ich celem był złoty medal mistrzostw Europy. Z brązowego się cieszą, ale to nie to.

I nie ma w tych słowach cienia zarozumialstwa. Mówią to przecież aktualni mistrzowie świata, siatkarze wciąż głodni sukcesu, którzy na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Tokio też stawiać sobie będą najwyższe cele. Podobne podejście ma Vital Heynen. On też sprawia sprawę jasno: brąz to nie złoto.
 
Co oczywiście nie oznacza, że brązowy medal nie ma wartości. Polacy pokonali przecież walcząc o ten krążek Francję przed kilkunastotysięczną publicznością w paryskiej Bercy.
 
Byłem tam w 1986 roku na mistrzostwach świata, nieudanych dla polskich siatkarzy, którzy swoje ostatnie mecze toczyli w innej, znacznie mniejszej hali i ostatecznie zajęli dziewiąte miejsce wygrywając z Japonią. Trenerem naszej drużyny był wtedy Stanisław Gościniak, najlepszy rozgrywający pamiętnych MŚ w Meksyku (1974) wygranych przez złotych chłopców Huberta Wagnera.
 
Miłych wspomnień z Bercy nie mieli też Francuzi. W 1986 roku liczyli na złoty medal, mieli znakomity zespół, na czele z rozgrywającym Alainem Fabianim i świetnymi przyjmującymi, Philippe Blainem i Laurentem Tillie. Ten pierwszy, wybrany wówczas MVP mistrzostw  pomoże po latach  swojemu byłemu zawodnikowi Stephanowi Antidze poprowadzić reprezentację Polski po złoty medal MŚ 2014. A Tillie to przecież aktualny trener Francuzów.
 
Ponad 30 lat temu gospodarze bardzo przeżyli porażkę. Przegrali z Bułgarią i Brazylią i nie zakwalifikowali się do strefy medalowej zajmując ostatecznie szóste miejsce. A przecież mieli walczyć o złoto, które ostatecznie zdobyli Amerykanie  wygrywając w finale ze Związkiem Radzieckim 3:1. 
 
Teraz też Francuzów zabrakło na podium. W półfinale ograli ich Serbowie, a w meczu o trzecie miejsce Polacy. Optymistyczny scenariusz zakładał, że Trójkolorowi grać będą z Polakami o to cenniejsze trofeum. Finał był jednak bałkański, pierwszy w historii, czego nikt się chyba nikt nie spodziewał. Ostatecznie Serbia pokonała Słowenię 3:1.
 
Dla Serbów to drugi tytuł mistrzów Europy. Pierwszy zdobyli osiem lat temu w Wiedniu. Wtedy medal brązowy wywalczyli Polacy. W Paryżu w takiej właśnie kolejności znów  kończyli mistrzostwa.
 
Ale z czołowej czwórki zakończonego czempionatu tylko nasi siatkarze mają zapewniony start na igrzyskach w Tokio. Z pozostałej trójki, olimpijski awans w najlepszym wypadku wywalczy tylko zwycięzca. A przecież w turnieju który go wyłoni wystąpi osiem zespołów. Polacy w tym czasie  myślami będą gdzie indziej. To duży komfort móc nie myśleć o kwalifikacjach, które zapewnili sobie wcześniej.
 
Oni będą już wybiegać myślami dalej, do turnieju olimpijskiego. Nie wszystkim podoba się, że mówią głośno o złotym medalu, że nie boi się taki cel stawiać Heynen. Z takimi myślami należy się oswajać. I nie bać się głośno marzyć. 
 
Znałem wielu wybitnych sportowców, również Polaków, którzy mówili głośno o najwyższych celach i później je realizowali. Hubert Jerzy Wagner też powiedział, że jego siatkarzy interesuje tylko olimpijskie złoto w Montrealu i je zdobyli. Miał podstawy by stawiać przed nimi takie cele, bo dwa lata wcześniej wywalczyli w Meksyku mistrzostwo świata. 
 
Tak się składa, że Vital Heynen i jego zespół jest w podobnej sytuacji. A brak złota w mistrzostwach Europy sprawi jedynie, że będą jeszcze bardziej głodni wygrywania.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze