Pindera: Królowa jest tylko jedna?

Sporty walki
Pindera: Królowa jest tylko jedna?
fot. PAP/EPA

24-letnia Claressa Shields (10-0, 2 KO) ustanowiła kolejny rekord. W dziesiątym zawodowym pojedynku pokonała Chorwatkę Iwanę Habazin (20-4, 7 KO) i zdobyła mistrzowskie pasy w trzeciej kategorii wagowej. Czy to wystarcza, by uznać ją królową kobiecego boksu?

Punktacja (100-90, 99-89, 100- 89) nie pozostawia wątpliwości, wygrana Amerykanki była zdecydowana i jak najbardziej zasłużona, ale obietnica nokautu nie została przez Shields spełniona. Habazin przyklęknęła wprawdzie w szóstej rundzie po ciosach na korpus, ale dotrwała do gongu kończącego dziesiątą rundę.

 

Shields, dwukrotna złota medalistka igrzysk olimpijskich w wadze średniej – 75 kg (Londyn 2012 i Rio de Janeiro 2016) tym razem zdobyła dwa mistrzowskie pasy w kategorii junior średniej. Wcześniej sięgała po tytuły w wagach superśredniej i średniej. Dokonała tego szybciej niż Ukrainiec Wasyl Łomaczenko (14-1, 10 KO) i Japończyk Kosei Tanaka (15-0, 9 KO), którzy dokonali tej sztuki w 12. zawodowym pojedynku. Amerykanka potrzebowała na to zaledwie dziesięciu walk.


Ale jej droga była zupełnie inna. Zaczynała od kategorii najcięższej (superśredniej) i schodziła w dół, przez średnią do junior średniej. Co więcej mówi, że da radę zbić jeszcze kilka kilogramów, by zdobyć kolejne pasy w półśredniej. A to oznacza, że myśli już, by w niedalekiej przyszłości zmierzyć się z królową tej kategorii, 38-letnią Norweżką Cecilią Braekhus (36-0, 9 KO), nie bez racji uważanej za najlepszą bez podziału na wagi. Do urodzonej w Kolumbii, i adoptowanej później przez norweskie małżeństwo, niepokonanej Braekhus, należą bowiem wszystkie pasy w kat. półśredniej.

 

Trzecią, która aspiruje do miana królowej kobiecego boksu jest pięć lat młodsza od Norweżki, Irlandka Katie Taylor (15-0, 6 KO) , mistrzyni wagi lekkiej i superlekkiej. Taylor, słusznie określana mianem ikony boksu amatorskiego, w swoim bogatym CV ma sześć tytułów mistrzyni Europy, pięć mistrzyni świata oraz olimpijskie złoto z Londynu. I zapewne to ona jako pierwsza zmierzy się z Braekhus, więc Shields musi trochę poczekać. Zresztą za wcześnie jeszcze mówić o walce Amerykanki z Norweżką w wadze półśredniej, bo być może, wbrew zapewnieniom, Shields nie zdoła uzyskać limitu tej kategorii. Na razie zamierza wrócić do wagi średniej i w tym limicie stoczyć kolejny pojedynek w obronie mistrzowskich pasów, które wciąż do niej należą.


Shields uważa się za królową zawodowego boksu. Argumenty ma poważne, ale aby uciąć wszelkie dyskusje musiałaby pokonać Braekhus. Obie nie mają mocnego ciosu, większość swoich walk wygrywając na punkty. Ale boksować potrafią, tak samo zresztą jak Taylor. Tyle że walkę Irlandki z Shields trudno jednak sobie wyobrazić, choć nawet taka konfrontacja nie byłaby niemożliwa.


Problemem kobiecego boksu jest niewielka grupa klasowych zawodniczek. Za dużo kategorii (17), za dużo mistrzowskich pasów i za mało tych, które zasługują na walki o tytuły, w odróżnieniu od boksu olimpijskiego, gdzie o sukces jest znacznie trudniej. Jeszcze osiem lat temu panie w swym olimpijskim debiucie walczyły w Londynie w zaledwie w trzech kategoriach wagowych. Podobnie było cztery lata później w Rio de Janeiro. Za siedem miesięcy w Tokio tych kategorii będzie już pięć, ale to wciąż nijak się ma do kilkunastu w boksie zawodowym. A przecież w każdej z tych kilkunastu kategorii jest jeszcze po kilka mistrzowskich pasów do zdobycia. Skąd więc brać klasowe zawodniczki, nie ma się co dziwić, że poziom sportowy boksujących zawodowo pań jest mocno wątpliwy. Tak naprawdę nie dziwi fakt, że Shields wygrywa z taką łatwością.

 

Walka z Braekhus byłaby wielkim wydarzeniem, co do tego nie ma wątpliwości, ale jestem przekonany, że to Shields będzie górą.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze