Prezes PKOl: Decyzja MKOl słuszna. Byliśmy pierwsi, którzy o nią zabiegali

Inne
Prezes PKOl: Decyzja MKOl słuszna. Byliśmy pierwsi, którzy o nią zabiegali
fot. PAP
Andrzej Kraśnicki w pełni popiera decyzję o przełożeniu igrzysk w Tokio na rok 2021.

Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki, jak wszyscy inni, w pełni popiera decyzję o przełożeniu igrzysk w Tokio na rok 2021. Zdradza nam też, dlaczego PKOl tak długo nie zajmował stanowiska w sprawie nowego terminu igrzysk, a także ile nasz komitet straci na tej decyzji.

Robert Małolepszy: Innej decyzji niż przełożenie igrzysk w Tokio chyba być nie mogło?

 

Andrzej Kraśnicki: Dokładnie. To dobra decyzja.


Szkoda, że podjęta pod ogromną międzynarodową presją. Ruchy komitetów olimpijskich Kanady i Australii, które zagroziły bojkotem igrzysk, były decydujące?


Ja bym tego tak nie określał. Thomas Bach nie podejmował decyzji sam i jak wiadomo, ta decyzja nie była łatwa. Przeniesienie igrzysk to gigantyczne problemy dla wielu tysięcy ludzi, ogromne pieniądze, dalsze kłopoty organizacyjne, dla wielu zawodników być może koniec marzeń o olimpijskim występie. Ale oczywiście zdrowie jest najważniejsze i mogę zapewnić, że to był od początku priorytet MKOl i organizatorów. Bach na każdym etapie podkreślał, że podejmie odpowiedzialną decyzję i tak się stało.


Jeszcze kilka dni temu była słynna wideokonferencja, przeprowadzona dokładnie w ten sam dzień, w którym UEFA przeniosła Euro 2020 na następny rok. MKOL był jednak nieugięty, wciąż brnął.


Znów bym tak tego nie nazwał. Władze MKOl dały sobie trochę więcej czasu na decyzję. Na bieżąco śledziły sytuację. Były w kontakcie w komitetami narodowymi, a także z federacjami międzynarodowymi. Nie wszyscy chcieli przełożenia igrzysk. Np. federacja siatkarska, która ma już zakończone kwalifikacje, chciała grać. PKOl wysyłał do MKOl pisma o sytuacji naszych sportowców, o problemach komunikacyjnych i zaostrzeniu rygoru sanitarnego w Polsce. To samo robiły inne komitety narodowe. Na Starym Kontynencie działaliśmy wspólnie, jako Europejski Komitet Olimpijski.


Ale oficjalnie popieraliście decyzję MKOL o kontynuacji przygotowań do igrzysk…


Tak - ruch olimpijski musi być zjednoczony i solidarny. Chcieliśmy dać MKOl jeszcze trochę czasu na analizę sytuacji i podjęcie decyzji. Nie chcieliśmy kontestować oficjalnych decyzji, ale w rozmowach kuluarowych, czy we wspomnianej korespondencji wskazywaliśmy na ogromne problemy, jakie mają sportowcy – choćby z przygotowaniem się do igrzysk. Proszę jednak pamiętać, że sytuacja w naszym kraju zmienia się non stop. Pojawia się coraz więcej zachorowań. W dniu wideokonferencji nie było w Polsce wprowadzonego stanu epidemii. Gdy pojawiły się nowe przeszkody i większe restrykcje – po analizie – zaapelowaliśmy do MKOl o zmianę terminu igrzysk. Zrobiliśmy to jako jedni z pierwszych w absolutnej trosce o zdrowie i bezpieczeństwo zawodników. Widzieliśmy też coraz większe problemy z przebiegiem kwalifikacji olimpijskich. A sprawiedliwe i równe szanse to przecież fundament ruchu olimpijskiego.


Co znaczy dla PKOL ta decyzja? W Polsce to właśnie komitet olimpijski odpowiada za wysłanie reprezentacji na igrzyska, finansuje ten udział?


To będą bardzo duże straty. Dziś nie wiem jeszcze jakie. Nie chcę rzucać kwotami, ale start w igrzyskach to są miliony złotych. Mamy zawarte umowy na hotele, bilety lotnicze, sprzęt i wiele innych… Ponieśliśmy już sporo kosztów. Teraz będziemy siadać z naszymi partnerami i rozmawiać o całej sytuacji.

 

CZYTAJ TEŻ: Media w USA: Koszmar dla sportowców, krytyka i przyszłość MKOl


W jakiej kondycji finansowej jest Polski Komitet Olimpijski?


Na pewno trudnej. Wierzę, że nasi sponsorzy podejdą ze zrozumieniem do sytuacji. Rok olimpijski to najważniejszy czas - jesteśmy wtedy najbardziej widoczni. Ale to też rok największych wydatków – w tym wypadku już poniesionych. Wobec odłożenia igrzysk wielu świadczeń wobec sponsorów – chociażby wykorzystania wizerunków naszych sportowców – nie będziemy w stanie zrealizować. I musimy o tym z nimi porozmawiać. To sytuacja absolutnie nadzwyczajna i niezależna od nas.


Sportowcy mogą chyba odetchnąć? Zwłaszcza Ci, którzy nie mieli gdzie trenować, a w takiej sytuacji była większość polskich olimpijczyków.


Na pewno tak. Ale pojawią się też dramaty – chociażby tych, którzy mają już swoje lata i w 2020 roku podczas igrzysk chcieli kończyć kariery. Federacje też będą musiały sobie odpowiedzieć co z kwalifikacjami. Czy te zakończone będą ważne za rok, kiedy dokończyć te, które jeszcze trwają. Problemów i pytań będzie jeszcze bardzo wiele. Chociażby takich, kiedy wrócić do treningów i gdzie je przeprowadzać.


Decyzją Ministerstwa Sportu wszystkie Centralne Ośrodki Sportu są zamknięte. Nie sądzi Pan, że można by otworzyć dwa, trzy z nich? Spalski COS to wręcz wymarzone miejsce odosobnienia.


W pełni popieram decyzję minister sportu. Zresztą ona nie mogła być inna. Sport musi, tak jak wszystkie inne dziedziny życia, dostosować się do zarządzeń władz państwowych. Gdyby zrobić wyjątek dla zawodników, zaraz odezwą się inne środowiska. W tych czasach wszyscy musimy być solidarni i razem przeżywać ten trudny okres.


PKOL pracuje zdalnie?


Oczywiście, na czele ze mną. Z żoną poddałem się domowej kwarantannie. Pracuję wyłącznie zdalnie. I proszę wszystkich, którzy mogą -  zostańcie w domu.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze