Jerzy Mielewski: W Polsacie dojrzałem jako człowiek

Inne
Jerzy Mielewski: W Polsacie dojrzałem jako człowiek
fot. PAP
Jerzy Mielewski w tym roku odebrał kolejną już w swojej karierze, drugą Telekamerę.

Pierwsza polska telewizja sportowa rozpoczęła nadawanie w sierpniu 2000 roku. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy Polsatu Sport jest obecnie Jerzy Mielewski, który opowiedział o swoich początkach pracy w redakcji formowanej przez Mariana Kmitę.

Piotr Wójcik: W jaki sposób student obrotu nieruchomościami pojawił się w redakcji Polsatu Sport?


Jerzy Mielewski: Czasami warto iść za głosem serca. Kierunek studiów wybrałem, patrząc na ówczesną sytuację na rynku pracy i z uwagi na rozwijający się rynek nieruchomości. Jednak zawsze chciałem zostać dziennikarzem i w końcu miłość 
do sportu wygrała. Mała wówczas redakcja Polsatu Sport potrzebowała ludzi. Po kilku tygodniach próby dotarcia do szefa, Mariana Kmity, wreszcie znalazłem się w jego gabinecie. Od tamtej chwili minęło już 
18 lat, a ja ciągle jestem częścią tej wspaniałej grupy.

 

Marian Kmita: Mimo że jesteśmy stacją prywatną, przez 20 lat udawało nam się realizować misję


Mnóstwo czasu minęło...


To prawie połowa mojego 
życia. Pierwsza praca, pierwsze zarobione pieniądze. Nauczyłem się tu zawodu, 
ale także dojrzałem jako człowiek. Setki meczów, imprez i wyjazdów. Wielkie sukcesy polskiego sportu. Przecież o tym zawsze marzyłem! Żeby być blisko tych wydarzeń, żeby relacjonować sukcesy Polaków. Wybrałem tę prace, ponieważ kocham sport. Ta miłość ciągle trwa, więc nigdzie się nie wybieram. Nasza grupa w Polsacie Sport jest teraz bardzo rozbudowana. Pamiętam, że kiedy przychodziłem do stacji, było nas może 10 osób. Teraz to potężna redakcja zatrudniająca mnóstwo dziennikarzy. Jednak jedno się nie zmieniło – kapitalna atmosfera i pasja do sportu!


Jakie były najpiękniejsze chwile związane z pracą w telewizji?


Mam wielkie szczęście, że w chwili, kiedy rozpoczęła się moja dziennikarska przygoda w Polsacie Sport, stacja zaangażowała się w siatkówkę. I te niezapomniane momenty to bez wątpienia pierwszy duży turniej, na który pojechałem jako reporter, czyli MŚ w Japonii. Polacy zostali wtedy wicemistrzami globu. Nie mam wątpliwości, że to sportowcy i ich wyniki budują dziennikarzy. Kolejne sukcesy niosły także i mnie... Zdobycie mistrzostwa świata w 2014 roku, historyczny awans do ćwierćfinału Euro 2016 zespołu Adama Nawałki – to były te najpiękniejsze momenty.


Czy po tych długich latach masz jeszcze tremę, będąc na wizji?


Oczywiście, wciąż mi towarzyszy. To chyba stały element tego zawodu. Zawsze przed rozpoczęciem transmisji jestem podenerwowany. Na szczęście już wiem, że tak musi być. Zaraz po wejściu na antenę wszystko mija. Staram się być sobą. Nie boję się pomyłek, bo to rzecz naturalna. Jak tylko zobaczę, że nie mam tremy, to pewnie zacznę się zastanawiać, czy wszystko jest ze mną dobrze! (śmiech)

 

Marek Magiera: Mój pierwszy raz...


Widziałeś już mnóstwo naszych sukcesów na żywo. Pozostaje chyba tylko olimpijskie złoto w siatkówce!


Igrzyska olimpijskie to jedyna impreza, na której jeszcze nie byłem. Pogodziłem się z tym, że prawa do tego wydarzenia od zawsze posiadała telewizja publiczna. To oczywiste. W całej tej sprawie moje prywatne marzenia absolutnie się nie liczą – życzę siatkarzom olimpijskiego złota! I oddałbym wszystko, żeby zobaczyć, jak Polacy zakładają złote medale w Tokio.

 

Rozmawiał Piotr Wójcik - Tele Tydzień

Piotr Wójcik - Tele Tydzień

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze