20 lat Polsatu Sport - Przemysław Iwańczyk: Kawałek chleba nie spadnie z nieba

Inne
20 lat Polsatu Sport - Przemysław Iwańczyk: Kawałek chleba nie spadnie z nieba
Fot. Polsat Sport

Nie było w ostatnich dekadach polskiego klubu, który tak systemowo stawiałby na przygotowanie młodych do zawodu piłkarza, jak robi to ostatnio Lech. A że działacze wyciągnęli wnioski z poprzednich nieudanych sezonów lub też zmusiła ich do tego sytuacja finansowa, każdy rokujący zawodnik poznańskiej akademii ma dość wyraźnie wyrysowaną ścieżkę rozwoju sięgającą pierwszego zespołu.

Po ostatnich meczach reprezentacji Polski w Lidze Narodów, w których drużyna Jerzego Brzęczka przeciwko Holandii oraz Bośni i Hercegowiny musiała radzić sobie bez Roberta Lewandowskiego, mocno zadrżeliśmy. Pal sześć wyniki, styl pozostawmy bez komentarza, niepokoi głównie to, że wyróżnili się ci, którym w karierze bliżej niż dalej – Maciej Rybus, Kamil Glik czy Kamil Grosicki. Na szczęście w nielicznej grupie, która nie zawiodła, a nawet tchnęła nadzieję, był młody Kamil Jóźwiak, wychodzący w obu spotkaniach w podstawowym składzie. Swoją niewielką szansę, również ocenioną jako wykorzystaną, dostał Jakub Moder. W meczach w Amsterdamie i Zenicy wystąpiło w sumie 18 piłkarzy, ale polską ligę reprezentowało zaledwie tych dwóch wspomnianych młokosów z jednego klubu. Lecha Poznań.

 

20-lecie Polsatu Sport - Piotr Pykel: Sportowe Ministerstwo Spraw Zagranicznych

 

W tym czasie kadra do lat 21 Czesława Michniewicza biła się w eliminacjach o mistrzostwa Europy, a tam widzieliśmy Tymoteusza Puchacza, Jakuba Kamińskiego, Roberta Gumnego czy Pawła Tomczyka. Dwaj ostatni tylko formalnie z Lechem nie mają już nic wspólnego, ale Gumny został wytransferowany do Augsburga właśnie z Bułgarskiej, a Tomczyk zbiera szlify na kolejnym wypożyczeniu, tym razem w Stali Mielec, i zapewne w Lechu dostanie wreszcie poważną szansę.

 

To nie koniec. Biało-Czerwoni do lat 19 pod dowództwem Jacka Magiery również mieli swoje wyzwanie - mecz z Niemcami. W obronie zobaczyliśmy Jakuba Niewiadomskiego, w ataku duet Filip Marchwiński - Filip Szymczak, a na ławce pozostał jeszcze bramkarz Krzysztof Bąkowski. W sumie we wszystkich trzech reprezentacjach dziesięciu ludzi, którzy przeszli w Poznaniu ścieżkę rozwoju piłkarskiego.

 

W sumie żadne to odkrycie, że Lech młodymi rokującymi stoi, ale w związku ze zbliżającym się starciem z Hammarby IF w Lidze Europy, przy okazji wspomnieniowych remanentów związanych z XX-leciem Polsatu Sport, doszło do mnie, że to historia bez precedensu. Nie mieliśmy polskiego klubu, którego mecze transmitowalibyśmy na naszych antenach, tak łudząco przypominającego w swojej filozofii Ajax Amsterdam. Wiem, wiem, znaj proporcje, mocium panie, porównanie być może na wyrost, ale jakże wyczekiwana to przez kibiców analogia w czasach, gdy naczelną zasadą polskiego futbolu klubowego jest hurtowe sprowadzanie piłkarzy z zagranicy i fałszywe przekonanie, że tylko oni gwarantują sukces.

 

Owszem, był i w polskim futbolu, i na naszych antenach, bardzo utalentowany rocznik 1992 w barwach Legii z Rafałem Wolskim, Michałem Żyro, Dominikiem Furmanem czy Michałem Kopczyńskim, ale na koniec dnia ani nie był on gwarantem regularnych sukcesów w Europie, ani nie stał się podwaliną finansową klubu na kolejne lata. Co więcej, nie poszedł za tym system, który sprawdzałby się w kolejnych sezonach, było to raczej błądzenie i permanentne zmiany filozofii szkolenia.

 

Można oczywiście postawić tezę, że szkolenie w Lechu również jest konsekwencją korzystnych wydarzeń losowych, ale naprawdę coraz mniej w tym przypadku. Tam widać wyraźnie systemowe rozwiązania, które zaczynają się od jednego z najlepszych polskich skautów Tadeusza Jarosa, przez najmłodsze roczniki akademii, które wychowują przyszłych piłkarzy w najwyższym standardzie rozumienia gry i wykorzystaniu potencjału indywidualnego w oparciu o grę zespołową aż po starszych z czuwającym nad jednolitą metodologią Portugalczykiem Amilcarem Carvalho. Lech wypatruje młodych, chce ich przeprowadzić przez piłkarskie dorastanie, ale jest w tym cierpliwy, więc nie wymienia co roku połowy każdego rocznika uznając wyrzucanych ludzi za materiał niezdatny do pracy. Byłoby to bowiem przyznaniem się do własnego błędu – albo skautingowego na etapie selekcji, albo szkoleniowego.

 

20 lat Polsatu Sport. Robert Małolepszy: Niespodziewany telefon od prezesa

 

Lech szkoli, Lech zarabia. Jeśli polskie drużyny nie dają sobie przywileju budowania budżetu o kasę z Europy, muszą pracować na tym polu szczególnie mocno, nic z nieba nie spadnie. Oby takich przykładów jak ten poznański było więcej. I miejmy nadzieję, że będzie. Legia kusi od niedawna wizją fantastycznego na warunki europejskie ośrodka i tak naprawdę dopiero zaczyna nową drogę, ale muszą za tym pójść konkretne efekty, na które czeka wykładający własne pieniądze Dariusz Mioduski. Na razie wydatki klubu są duże, zwłaszcza na sprowadzanych zagranicznych piłkarzy, ale w oderwaniu od krajowej rzeczywistości na arenie europejskiej Legia osiąga tyle co Lech, czyli nic, za wiele większą kasę. Mało tego, jeśli prześledzić bilans ekonomiczny transferów z ostatnich lat, klubową kasę zasilały głównie pieniądze za sprzedaż wychowanków – Sebastiana Szymańskiego, Radosława Majeckiego czy niebawem Michała Karbownika. To chyba jasny drogowskaz, prawda? Obecnie jednak droga do pierwszej drużyny w Legii z akademii jest coraz trudniejsza, czego przykładem są Sebastian Walukiewicz, który rozwinął skrzydła po odejściu do Pogoni Szczecin, czy Mateusz Praszelik uznany za młodzieżowca miesiąca naszej ligi już po wzmocnieniu Śląska Wrocław. Być może nie przy Łazienkowskiej, a dopiero w innych klubach rozbłysną na dobre Ariel Mosór, Szymon Włodarczyk, Radosław Cielemęcki, Nikodem Niski czy Łukasz Łakomy. Materiał jest, ale trzeba go wykorzystać. Na razie jednak niewiele wskazuje, by dostali w Legii prawdziwą szansę.

 

Także w innych częściach kraju możemy dostrzec coraz prężniej pracujące ośrodki szkolenia z wyraźną ścieżką rozwoju prowadzącą do pierwszej drużyny – Zagłębie Lubin, choć organizacyjne zawieruchy nie służą pracy akademii, Pogoni Szczecin, Śląska Wrocław z dr. Krzysztofem Paluszkiem, który wziął się z powodzeniem za poprowadzenie kolejnej akademii, czy mający doskonałą bazę ŁKS, któremu szefuje Krzysztof Przytuła. W materii tej trzeba jednak pomysłu i cierpliwości. By tak jak Lech cieszyć się później z kilkunastu reprezentantów i dawać nadzieję całej naszej piłce.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze