Jerzy Janowicz skończył 30 lat!

Tenis
Jerzy Janowicz skończył 30 lat!
fot. Cyfrasport
Jerzy Janowicz walczy o powrót do rywalizacji na wysokim poziomie.

Odnoszący w przeszłości duże sukcesy Jerzy Janowicz obchodzi w piątek 30. urodziny. Trapiony w ostatnich latach problemami zdrowotnymi tenisista, słynący z wybuchowego charakteru, wciąż walczy o powrót do rywalizacji na wysokim poziomie.

O Janowiczu można powiedzieć, że był skazany na sport. Jego rodzice – Anna Szalbot i Jerzy Janowicz senior – grali zawodowo w siatkówkę i "przekazali" synowi dobre warunki fizyczne (jako dorosły osiągnął wzrost 2,03 m). Ten zaczął szybko z nich korzystać, a w rozwoju kariery pomógł mu program pod patronatem firmy Prokom, który wspierał najzdolniejszych krajowych tenisistów i tenisistki.

 

Pierwsze duże sukcesy na arenie międzynarodowej łodzianin, którego idolem w dzieciństwie był Amerykanin Pete Sampras, odnotował już w rywalizacji juniorskiej. W 2007 roku dotarł do finału US Open, a w kolejnym sezonie wystąpił w decydującym spotkaniu innego turnieju wielkoszlemowego - French Open.

 

W seniorskich zmaganiach międzynarodowych zadebiutował 13 lat temu, a rok później zaliczył pierwszy występ w turnieju ATP (w Warszawie).

 

Janowicz systematycznie piął się w górę światowego rankingu. Przełomowa okazała się końcówka 2012 roku. Jesienią w prestiżowym turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu jako kwalifikant niespodziewanie dotarł aż do finału. Po drodze pokonał m.in. będącego wówczas trzecią rakietą świata Brytyjczyka Andy'ego Murraya. Sam zajmował wówczas 69. miejsce w tym zestawieniu, a po efektownym występie w hali Bercy awansował na 26. pozycję.

 

ZOBACZ TAKŻE: Hurkacz po finale w Paryżu: Gra naszych rywali była wręcz nierealna

 

W następnym sezonie pokazał się z dobrej strony w Rzymie (ćwierćfinał), ale życiowy sukces odniósł podczas Wimbledonu. W wielkoszlemowych zmaganiach na londyńskiej trawie osiągnął półfinał, który przegrał z Murrayem, późniejszym triumfatorem. Rundę wcześniej pokonał Łukasza Kubota. W dowód uznania został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi.

 

W tym samym roku przesunął się na 14. miejsce światowego rankingu, najwyższe w karierze. Był na nim łącznie przez pięć tygodni. W kolejnych latach jeszcze dwukrotnie wystąpił w finale zawodów ATP – w 2014 roku w Winston-Salem, a w 2015 w Montpellier. Sporadycznie występował też w deblu – w 2013 roku w parze z Filipińczykiem Treatem Hueyem przegrał mecz o tytuł w Indian Wells. Pięć lat temu zaś razem z Agnieszką Radwańską triumfował w Pucharze Hopmana, czyli nieoficjalnych mistrzostwach par mieszanych.

 

W barwach reprezentacji Polski w Pucharze Davisa zadebiutował w 2008 roku i przez kilka lat był jej ważnym ogniwem. To przy okazji meczu tych rozgrywek z Chorwacją w Warszawie sześć lat temu zaliczył słynny wybuch złości. Po przegranym pojedynku szybko udał się na konferencję prasowej, na której dał upust emocjom.

 

- Jesteśmy krajem, który nie ma jakiejkolwiek perspektywy, czy to w sporcie, biznesie, czy w życiu prywatnym. Nie ma perspektyw dla nikogo. Studenci studiują tylko po to, żeby z tego kraju wyjechać. Trenujemy gdzieś po szopach. I to nie tylko tenisiści. Taki Zbigniew Bródka musi trenować za granicą – zaczął swój wywód.

 

ZOBACZ TAKŻE: Novak Djoković wyrównał rekord Pete'a Samprasa

 

Następnie zwrócił się bezpośrednio do dziennikarzy, którym zarzucał negatywne nastawienie.

 

- Kim jesteście, że macie oczekiwania? Oczekiwania mogą mieć mój trener, mama, tata, ale nie wy. Co takiego robicie, że możecie mieć oczekiwania? Siedzicie i tylko nas krytykujecie non stop – wyrzucił z siebie.

 

Potem jeszcze nieraz Janowicz miał pretensje do przedstawicieli mediów, zwłaszcza do kilku z nich. Trzy lata temu po wygranym przez niego meczu pierwszej rundy Wimbledonu wyszedł z konferencji prasowej jeszcze przed rozpoczęciem zadawania mu pytań. Odmówił udziału w spotkaniu z dziennikarzami, ponieważ nie odpowiadała mu obecność jednego z nich.

 

Zdarzało mu się także tracić panowanie nad sobą w trakcie meczów. W 2013 roku podczas pojedynku w drugiej rundzie Australian Open miał pretensje do sędziów, którzy jego zdaniem nie widzieli wyraźnie autowych zagrań rywala. Wówczas to z jego ust padło słynne "How many times? (Ile jeszcze razy?)".

 

Niedawno zaś wspominał, że po odpadnięciu z imprezy ATP w Indian Wells w 2014 roku wyrzucił wszystkie swoje rakiety do jeziora. Przyznał, że nie był to jedyny raz, kiedy coś takiego zrobił.

 

- Jestem takim typem zawodnika, że wszystko musi działać perfekcyjnie. Jeśli tak nie jest, to jestem bardzo poirytowany – tłumaczył.

 

Głośno było też o tym, że cztery lata temu będący zapalonym fanem gier komputerowych łodzianin, po przegranej w Counter-Strike'a, zniszczył klawiaturę.

 

To hobby było jego głównym sposobem na spędzanie czasu, gdy dały o sobie mocniej znać kłopoty ze zdrowiem. Głównym problemem były kolana. Z tego powodu kilkakrotnie korzystał z usług chirurga. Najpierw stracił większość sezonu 2016, a w latach 2018-19 nie rozegrał żadnego meczu. Miało to oczywiście przełożenie na jego notowania w rankingu ATP – cztery lata temu wypadł z Top100, a pod koniec 2018 roku całkowicie zniknął z listy.

 

ZOBACZ TAKŻE: ATP w Paryżu: Triumf Miedwiediewa

 

Przyznał, że w poradzeniu sobie z tym trudnym okresem znacząco pomogło mu pojawienie się na świecie dziecka. Na początku 2019 roku razem z było tenisistką Martą Domachowską zostali rodzicami Filipa.

 

- Syn wypełnił dość sporą pustkę w moim życiu, która pojawiała się, gdy nie było w nim tenisa. Przyznam szczerze, że gdyby nie on, to byłoby mi ciężko mentalnie. (...) Był moment w moim życiu, że głowa zaczęła mi już parować, bo myślałem tylko cały czas o tym kolanie. Najpierw operacja, potem rehabilitacja. Było tego za dużo – wspominał.

 

Jesienią ubiegłego roku w dobrym nastroju szykował się do powrotu do rywalizacji. Przyznał wówczas, że kluczowe jest dla niego rozegranie w zdrowiu całego sezonu, a pozycja w rankingu to sprawa drugorzędna.

 

- Na pewno chciałem osiągnąć jeszcze więcej. Pewnych rzeczy się jednak nie przeskoczy. Brak zdrowia zatrzymał moją karierę i muszę to zaakceptować. Największy mentalny dołek jest już jednak za mną. Jeżeli nie uda mi się wrócić z powodu kłopotów ze zdrowiem, to ok. O aspekt tenisowy się nie martwię. Jeżeli będzie zdrowie, będzie gra. Jeżeli nie będzie zdrowia, to nie będzie gry – przekonywał.

 

Na początku bieżącego roku, korzystając z tzw. zamrożonego rankingu, wystąpił w trzech challengerach ATP. W ostatnim z nich - we francuskim Pau – dotarł do finału. Dzięki temu awansował na światowej liście o blisko 600 lokat i zajmował 461. miejsce (obecnie jest 490.). Na początku marca wziął jeszcze udział w barażu o Grupę II Strefy Euro-Afrykańskiej Pucharu Davisa z Hongkongiem w Kaliszu, wracając do reprezentacji po czterech i pół roku przerwy.

 

- Gdy leczyłem kontuzję, powiedziałem, że daję sobie ostatnią szansę. Tak naprawdę nie chciałem skończyć z tenisem bez podjęcia ostatniej próby. To jest ta moja ostatnia próba i mam nadzieję, że będzie ona jeszcze trwała przez kilka sezonów – powiedział wtedy.

 

Plany jednak pokrzyżowała mu potem – jak i całej reszcie tenisistów – pandemia Covid-19. Jak na razie nie wznowił startów, choć w mediach społecznościowych wspomina o treningach. Na jednym z ostatnich towarzyszyły mu Domachowska i Agnieszka Radwańska, która zakończyła karierę pod koniec 2018 roku.

agb, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze