Adam Kownacki: Jak nie wygram z Heleniusem, to jak mam wygrywać z mistrzami?

Sporty walki
Adam Kownacki: Jak nie wygram z Heleniusem, to jak mam wygrywać z mistrzami?
fot. PAP
Adam Kownacki czeka na potwierdzenie daty rewanżu z Robertem Heleniusem. Marcowy jest mało realny

- Nawet mój manager mi to proponował, ale w moich oczach jeśli nie jestem w stanie pokonać Roberta, to o czym w ogóle gadać? To jak mam wygrać z takimi mistrzami jak Joshua czy Fury? Mam cel w życiu, chcę być mistrzem świata - mówi o niechęci do walki ze słabszymi rywalami w najnowszym wywiadzie, Adam Kownacki. Jest też o zmienionych przygotowaniach, zrzucaniu wagi, niestety, ciągle jeszcze niepotwierdzonej, dacie rewanżu z Robertem Heleniusem i energii, którą czerpie patrząc na syna.

Przemysław Garczarczyk: Wiem, że za chwilę idziesz na trening, więc od tego zacznę - jaki plan na dzisiaj?

 

Adam Kownacki: Rano było kardio, które robię już parę tygodni, codziennie. Teraz będzie czas na boks, później przerwa i znowu trening. Trenujemy trzy razy dziennie, żeby złapać formę na rewanż. Pokazać, że to, co się stało rok temu, to tylko wypadek przy pracy.

 

Zanim zapytam na temat rewanżu - czy widziałeś wpisy internautów (po ostatniej fotce na Instagramie Adama), że być może jesteś teraz… za chudy?

 

AK: Chyba mam teraz tyle, co w ostatniej walce, 120 kilogramów. Do walki pewnie spadnie około 5 kilogramów, ale to waga ciężka, więc jeden posiłek dziennie, dużo trenuję i waga spada w dół. Czuje się dobrze, sparuję już po dziesięć rund, więc dobrze się czuję. Forma już jest.

 

Obiecuję, że to ostatnie pytanie na temat wagi - były teorie, że najlepszy byłeś, miałeś najlepszą wagę, kiedy walczyłeś z Arturem Szpilką. Coś się zmieniło?

 

AK: Miałem wtedy około 112-113 kilogramów, ale też Szpilka był mniejszy, ważył chyba około 105 kilogramów - mogłem go na szybkości złapać. Teraz chłopy mają ponad dwa metry, są duzi, silni, ciężcy, więc tych kilogramów trzeba mieć trochę więcej, żeby nie przepychali, żeby było na czym stać. Ważniejsze jest, żeby waga była "silna", a nie był to tłuszcz. Cały czas nad tym pracujemy - żeby sylwetka była lepsza, mniej tłuszczu.

 

ZOBACZ TAKŻE: Walka wieczoru drugiej gali Queensberry Polska potwierdzona!

 

Czy po pierwszej, przegranej walce z Heleniusem coś się zmieniło w treningach? Coś doszło, coś rozszerzyliście, kiedy już było wiadomo, że będzie ta walka rewanżowa, z tym samym rywalem?

 

AK: Zaczęło się od tego, że mogłem kupić działkę, dom z dala od Nowego Jorku, zacząć w spokoju trenować, odciąć się od tego wszystkiego. Jak dobrze wiecie, unikałem wywiadów, chciałem się ustawić na dobre tory, mieć trochę prywatności. Zniknęliśmy na trzy tygodnie, razem z trenerem Keithem Trimble plus miałem dwóch sparingpartnerów - dużo biegaliśmy, miałem sparingi trzy razy w tygodniu. Myślę, że Keith jest niedocenianym trenerem, jego wiedza na temat boksu jest naprawdę duża. Trzymamy się prostych rzeczy, podstaw boksu. Było to ciężko połączyć kiedy spędzaliśmy razem tylko godzinę na treningach - teraz spędzamy w górach cały tydzień. Można pracować nie godzinę, tylko trzy godziny razem, do tego rozmowy - co zrobiłem na treningu źle, co dobrze. Ten wyjazd na obóz wydaje mi się, że dużo zmieni. Czekamy teraz na oficjalne ogłoszenie walki i na to, by znowu pojechać na trzy tygodnie, na ostatnie przygotowania.

 

Wygląda na to, że te przygotowania na rewanż z Robertem Heleniusem są przełomowe. Znamy się dobrych parę lat, nie pamiętam sytuacji, kiedy wyjeżdżałeś na obozy z trenerem.

 

AK: Mieszkamy dwie godziny od Nowego Jorku, na weekendy wracałem do domu, a do mnie żona z synem Kaziem przyjeżdżała. Miałem okazję z nimi trochę pobyć, mieć dzień wolny. Choć z synem dzień wolny to też dużo roboty, bo to akrobata, wszędzie wchodzi, ale daje takie szczęście i uśmiech na twarzy, że energia jest na cały tydzień. Chce go też dobrze wychować żeby on, jego pokolenie lepszy świat tworzył.

 

Czy kiedykolwiek miałeś w głowie pomysł - a takich opinii nie brakowało i nie brakuje - że zamiast Heleniusa, na legendarne w boksie "przetarcie" powinieneś brać kogoś innego, łatwiejszego? A nie człowieka, który cię znokautował?

 

AK: Nawet mój manager mi to proponował, ale jeśli nie jestem w stanie pokonać Roberta, to o czym w ogóle gadać? To jak mam wygrać z takimi mistrzami jak Joshua czy Fury? Mam cel w życiu, chcę być mistrzem świata. Do czasu nokautu każdą rundę wygrałem... wiadomo dobrze mnie trafił, jest weteranem ma dużo doświadczenia i później było gorzej. Powodów można dawać tysiące, ale poszedłem na kolejną wymianę ciosów, usiadłem na dupie... taki jest sport. Tez fajna lekcja. Mogłem brać kogoś gorszego, była oferta walki w Polsce. Nie chcę tracić czasu, chcę go nadrobić.

 

Parę tygodni temu pisałem o tym, że Deontay Wilder sporo miesza, między innymi nie mogąc podjąć decyzji czy i kiedy chce wracać, wstrzymuje ogłoszenie rewanżu z Robertem Heleniusem. Czy nadal, ta ogólnie podawana ale nie oficjalna data - 6 marca - obowiązuje?

 

AK: Mało prawdopodobna data, ale to jest ten kochany boks i wszystko jest możliwe. Ja robię co mogę, żeby być gotowym, kiedy data będzie oficjalnie podana.  Al’owi Haymonowi, który prowadzi moją karierę naprawdę ufam, dziękuję mu za doprowadzenie do rewanżu: "chcesz rewanżu, będziesz go miał" - tak powiedział. I słowa dotrzymał.  Teraz sparuję z Otto Wallinem, mam z nim w tym tygodniu dwa spotkania zaplanowane. Przypomina Roberta, dużo się rusza, trzeba za nim gonić, więc przy okazji także moją pracę nóg poprawiam. W skrócie - robię wszystko, żeby być coraz lepszy. 

Przemysław Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze