Igrzyska w Tokio. Czy Amerykanie się zaszczepią?

Inne
Igrzyska w Tokio. Czy Amerykanie się zaszczepią?
Fot. PAP
W reprezentacji USA na igrzyska w Tokio nie obowiązku szczepienia. Na razie też nie ma żadnych specjalnych procedur dla zawodników. Każdy szczepi się na własną rękę

"Idziesz na test już w Japonii. Czekasz i masz nadzieję, że będzie negatywny, bo inaczej wszystko przepadło". “Nie chcę, żeby już na miejscu, ktoś mi powiedział, że nie mogę grać, muszę iść na kwarantannę bo mam pozytywny test. Nie mogę powiedzieć kolegom z drużyny, że sorry, ale mnie nie będzie, nie możecie na mnie liczyć. I to po tylu latach pracy” - amerykańscy sportowcy jadący na Igrzyska w Tokio nie mają obowiązku szczepień na COVID-19, ale presja utraty szans na występ jest ogromna. 

"Nie ma obowiązku przyjmowania szczepionki przed wylotem do Tokio. Zachęcamy, aby to zrobić, ale to wszystko" - mówi Sarah Hirshland, z Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego (USOPC). Taka jest też decyzja Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, ale regulamin igrzysk w Tokio jest bezwzględny: oprócz negatywnego testu przed wylotem ze swojego kraju, sportowcy będą poddawani testom co cztery dni (albo częściej), jest też ostrzeżenie by unikać "niepotrzebnych kontaktów, jak obejmowanie czy ściskanie sobie rąk”.

 

To nie koniec. Nie tylko osoba, u której zostanie wykryty "COVID-19" zostaje przeniesiona do specjalnie wyznaczonego dla zakażonych hotelu lub szpitala, ale także "wszyscy, z kim miała kontakt, będą natychmiast wykluczeni z zawodów". Co to oznacza, nie tylko dla przedstawicieli sportów zespołowych, nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Nie jest też precyzyjnie wyjaśnione na jak długo sportowcy z pozytywnym testem będą wykluczeni oraz czy będzie istniała możliwość przeniesienia ich konkurencji czy meczów.

 

ZOBACZ TAKŻE: Polscy olimpijczycy i piłkarska kadra na Euro będzie zaszczepiona!

 

Amerykański Komitet Olimpijski nie musiał się długo zastanawiać - każdy z grona ponad 600 reprezentantów Stanów Zjednoczonych na igrzyska w Tokio może być zaszczepiony przeciwko COVID-19. Do pierwszych występów na arenach igrzysk pozostało mniej niż 100 dni, ale przed sportowcami jest wielki dylemat. Nawet jeśli wierzą w odporność swojego organizmu, mają się nad czym zastanawiać: ryzyko pozytywnego testu w Japonii dla tych bez szczepionki, wykluczy ich z zawodów, do których przygotowywali się czasami pięć lat.

 

Carlin Isles, gwiazda amerykańskiego rugby, biegający na 100 metrów 10,13 s, nie był i nie jest fanem szczepionek. Jest przekonany, że jego wytrenowany organizm poradzi sobie z każdą chorobą... ale nie to jest problemem. Skrzydłowy ekipy USA tak naprawdę nie miał wyboru. "Nie chcę, żeby już na miejscu, ktoś mi powiedział, że nie mogę grać, muszę iść na kwarantannę bo mam pozytywny test. Nie mogę powiedzieć kolegom z drużyny, że sorry, ale mnie nie będzie, nie możecie na mnie liczyć. I to po tylu latach pracy" - Isles komentuje decyzję o szczepieniu.

 

Dodajmy do tego znane wszystkim możliwe komplikacje, nawet nie niewielkie, ale zakłócające program treningów muszą być brane pod uwagę. Sportowcy, jak na przykład zawodniczka kadry strzeleckiej Ginny Thrasher tak zaplanowała druga dawkę szczepionki "żeby nie mieć problemów podczas zawodów”. Simoe Biles, czterokrotna złota medalista w gimnastyce, nie ma żadnych wątpliwości: "Kiedy tylko będzie taka możliwość, chciałabym być zaszczepiona" - mówi jedna z najbardziej utytułowanych zawodniczek ostatniej dekady.

 

Podobnie myśli wioślarka Kara Kohler, która nie stosuje żadnych szczepionek, ale widziała skutki koronawirusa u swoich koleżanek. "Parę dziewczyn to miało i były przez długi czas wycofane z treningów" - mówi brązowa medalistka igrzysk w Londynie w 2012 roku. "Opieram się podczas treningów, każdego dnia, na sile mojego organizmu. Nie chcę zachorować, mieć problemów z oddychaniem”.

 

Legendarna sprinterka Allyson Felix, która chce w Tokio dodać do kolekcji dziesiąty medal olimpijski zapowiedziała, że natychmiast się zaszczepi "kiedy będzie to możliwe w południowej Kalifornii". Warto przypomnieć - w USA każdy stan indywidualnie reguluje grupy wiekowe mogące przyjmować szczepionki, choć prezydent USA Joe Biden zapowiedział, że stany mają umożliwić taką opcję dla wszystkich chętnych już od 1 maja. 

 

ZOBACZ TAKŻE: Włosi też chcą szczepić olimpijczyków i piłkarzy

 

Wielu sportowców zdaje sobie sprawę z tego, że kiedy przylecą do Japonii nie da się utrzymać sterylnych warunków w których trenują w USA. W igrzyskach będzie brało udział ponad jedenaście tysięcy sportowców - część z reprezentacji będzie zaszczepiona, inne nie. To jeden z powodów dla których decyzje o szczepieniu podjęły wszystkie zawodniczki reprezentacji rugby. Podobnie jak reprezentant USA w karate, Tom Scott. "Idziesz na test w Japonii, siedzisz i czekasz na ten negatywny. Czekasz i masz nadzieję, że będzie negatywny, bo inaczej wszystko przepadło".

 

Nie brakowało w Stanach Zjednoczonych sugestii, by najbardziej znani sportowcy wystąpili w roli propagatorów szczepień na COVID-19, ale tak naprawdę sportowcom najbardziej zależy na tym, że nie przekreślić jednym negatywnym testem wieloletnich treningów. Katie Ledecky, fenomenalna mistrzyni olimpijska, rekordzistka świata w pływaniu, nie pozostawi niczego przypadkowi. "Będę miała cały czas maskę, trzymała się na odległość, robiła testy, bo nawet jak jesteś zaszczepiony, to możesz przenosić wirus".     

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze