Iwanow przed meczem Śląska: "Magic" odmienia Wrocław

Piłka nożna
Iwanow przed meczem Śląska: "Magic" odmienia Wrocław
Fot. PAP
Jeżeli nie wydarzy się żadne trzęsieni ziemi, Śląsk wyeliminuje w czwartkowy wieczór wicemistrza Estonii i będzie szykował się na druga rundę, a w niej albo węgierski Fehervar, albo Ararat Erywań (w pierwszym meczu było 1:1)

Pierwszy mecz, pierwszej rundy kwalifikacji Ligi Konferencji Europy z estońskim Paide w Parnawie nie było może zbyt efektownym pokazem wrocławskiej drużyny ale istotne są dwa aspekty. Po pierwsze Śląsk w końcówce zapewnił sobie wygraną 2:1, a wiemy, że punkty do rankingu UEFA są nam niezbędne, po drugie trener Jacek Magiera znów odważnie postawił na młodych Polaków. W rewanżu powinno być podobnie. Transmisja meczu Śląsk - Paide w Polsacie Sport.

Kiedy po raz ostatni piłkarze Śląska Wrocław cieszyli się z mistrzostwa Polski, w maju 2012 roku, o sile drużyny decydowali Polacy: Sebastian Mila, Przemysław Kaźmierczak, Piotr Celeban, Mariusz Pawelec, Waldemar Sobota, Piotr Ćwielong czy Sebastian Dudek.

 

Co ciekawe, swą rolę odegrali także bracia Gikiewiczowie, jednak Rafał – dziś bramkarz Augsburga, był wtedy w cieniu Mariana Kelemena, a Łukasz nie zyskał miana czołowego snajpera, mimo, że w kadrze wśród napastników znajdowali się wybitni strzelcy w postaci Johana Voskampa czy Christiana Diaza.

 

Poza słowackim bramkarzem i wyżej wymienionymi napastnikami w zespole Oresta Lenczyka byli także Rok Elsner czy Dalibor Stevanović oraz Patrik Mraz. Co prawda co do formy sportowej lub… pozasportowej tych dwóch ostatnich było trochę zastrzeżeń, to każdy z nich swoją rolę odegrał i mianem „szrotu” na pewno nie można ich było nazwać.

 

ZOBACZ TAKŻE: Trener Bayernu zabrał głos w sprawie przyszłości Lewandowskiego

 

W ostatnich latach bywało z tym gorzej, a Śląsk z drużyny, która na kilka lat zadomowiła się w czołówce ligi, stał się zespołem apatycznym, pełnym bezbarwnych obcokrajowców i poza jednym wyjątkiem, kiedy pod wodzą Tadeusza Pawłowskiego zakwalifikował się do eliminacji Ligi Europy, do pucharów już się nie zbliżył.

 

Frekwencja na stadionie miejskim spadała, bo kibic nie miał już z kim się utożsamiać. Nie było Mili, Soboty czy pełniącego dziś rolę dyrektora sportowego Dariusza Sztylki. Vitezslav Lavicka, z którym wiosną się pożegnano, tego trendu nie zmienił. Robi to Jacek Magiera. I oby nie zszedł z tej drogi.

 

„Magic” po burzliwym rozstaniu z Legią Warszawa długo wzdrygał się na myśl o powrocie do klubowej piłki. Po zdobyciu mistrzostwa i występach w europejskich pucharach trudno jest po pracy przy Łazienkowskiej znaleźć miejsce, w którym bez trudu się odnajdziesz. Ten sam problem dotyczy dziś także Aleksandara Vukovića. Niełatwo po Legii przejąć Wisłę Płock, Stal Mielec czy Podbeskidzie.

 

Jesteś przyzwyczajony do pewnych standardów, a mimo stresu jaki towarzyszy ci przy Legii, to jednak wachlarz możliwości jest trochę inny. Magiera popracował więc spokojnie w PZPN-ie z reprezentacją U-20 ale kiedy pandemia zamknęła mu możliwości rozgrywania meczów grzecznie prezesowi Bońkowi podziękował.

 

To było słuszne posunięcie. Za chwilę zgłosił się Śląsk. Klub z dużego i ładnego miasta, nowym stadionem, kibicami i szansami na postęp. Awans do Europy uzyskany na ostatniej prostej i dzięki potknięciom Piasta Gliwice i Lechii Gdańsk dał „Magicowi” bonus w postaci kolejnych szans pokazania się w Europie. Może nie jest to wizyta na Santiago Bernabeu w Lidze Mistrzów czy 1/16 finału Ligi Europy z Ajaxem Amsterdam, a tylko eliminacje do Conference League, ale i tu Magiera ma coś do udowodnienia. Spotkania z Szerifem Tiraspol, które zamknęły Legii drogę do fazy grupowej LE , ciągle mogą siedzieć mu w głowie.

 

Pierwszy mecz pierwszej rundy kwalifikacji z estońskim Paide w Parnawie nie było może zbyt efektownym pokazem wrocławskiej drużyny ale istotne są dwa aspekty. Po pierwsze Śląsk w końcówce zapewnił sobie wygraną 2:1, a wiemy, że punkty do rankingu UEFA są nam niezbędne, by wydostać się z trzeciej dziesiątki przykrej dla nas hierarchii.

 

Po drugie Magiera – tak jak zresztą w ośmiu ostatnich ligowych spotkaniach wiosny – nie bał się i w Europie dać szansę młodym Polakom. I to na odpowiedzialnych pozycjach. Dlatego na prawym stoperze zobaczyliśmy Szymona Lewkota, na prawym wahadle Patryka Janasika, a w ataku Łukasza Bergiera, który w ubiegłym sezonie został w rezerwach wicekrólem strzelców 2.ligi.

 

W „poczekalni” jest jeszcze Konrad Poprawa, który po kilku występach wiosną doczekał się nawet na ofertę warszawskiej Legii i paru innych graczy. Wszyscy „obudowani” zostali doświadczonymi Wojciechem Gollą, Krzysztofem Mączyńskim, Waldemarem Sobotą. Dobrze rozwija się także talent Mateusza Praszelika, też jeszcze młodzieżowca, ale już z większym bagażem spotkań. Śląsk Polakami stoi choć nie zapominam, że ciągle swą wartość mają tu tacy piłkarze jako Dino Stiglec czy już dobrze zadomowiona we Wrocławiu postać Roberta Picha.

 

Oczywiście, do gry w zespole wkrótce będzie gotowy nowy „stranieri” Caye Quintana, który ma zastąpić w roli środkowego ataku Erika Esposito, ale znając Magierę o jego wyborach będzie decydować dyspozycja, a nie cena i wysokość kontraktu. Ktoś kiedyś ładnie powiedział, że na zachodzie obcokrajowiec musi być dwa razy mocniejszy niż tubylec żeby grać w podstawowym składzie.  Z tym „dwa razy” to może lekka przesada, ale mało kto w tym kraju wie, jak budować kariery młodych piłkarzy jak Jacek Magiera.

 

Jeżeli nie wydarzy się żadne trzęsieni ziemi, Śląsk wyeliminuje w czwartkowy wieczór wicemistrza Estonii i będzie szykował się na druga rundę, a w niej albo węgierski Fehervar, albo Ararat Erywań (w pierwszym meczu było 1:1). Na awans do grupy nikt tak naprawdę nie liczy, bo dalej lista rywali jest już bardziej wymagająca. Przygoda, oby jak najdłuższa, z Europą to jednak kapitalna sprawa, której nie da się kupić.

 

Śląsk to projekt długoplanowy, nie tylko na „tu i teraz” co często cechuje ruchy polskich prezesów. Skoro od pewnego czasu jest nim znów Piotr Waśniewski, jak we wspomnianych „grubych” latach, to wydaje się, że klub jest w dobrych rękach. Nagroda w postaci pucharów przyszła i tak bardzo szybko. Trzeba się nią delektować.


Transmisja spotkania Śląsk Wrocław – Paide Linnameeskond od godziny 20:50 w Polsacie Sport, Super Polsacie i na Ipla.tv.

Bożydar Iwanow z Wrocławia, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie