Iwanow: Najkrótsza droga do Europy. Droga jedyna

Piłka nożna
Iwanow: Najkrótsza droga do Europy. Droga jedyna
Fot. Cyfrasport
Iwanow: Mistrz Polski, mimo piątkowej wygranej z Wisłą Kraków, wciąż znajduje się w strefie spadkowej i teraz musi bardziej koncentrować się na próbie wydostania się z niej, niż myśleć o tym, jak uratować sezon przez Puchar Polski.

W polskim futbolu istnieją językowe twory, która na stałe wpisały się do jego encyklopedii. Zawsze się uśmiecham, gdy po „średnio” ciekawym spotkaniu słyszę, „że był to typowy mecz walki”. Albo „że derby rządzą się własnymi prawami”. Kolejne „słowa – klucze”, szczególnie dla piłkarzy przepytywanych w przerwie przy nieszczególnym wyniku, to że „powiedzą sobie w szatni parę żołnierskich słów” i „że czeka ich jeszcze druga połowa”...

A kiedy czekamy na spotkania Pucharu Polski musi pojawić się kwestia, że to „najkrótsza droga do Europy”. Rozwijając ten wątek tym razem, należałoby też napisać, że dla niektórych również jedyna.


I nie jest to wcale dla wielkich polskich firm sytuacja nowa i wyjątkowa. Przecież także w ubiegłym sezonie cieszący się grą w fazie grupowej Ligi Europy Lech Poznań tak „słabował” w Ekstraklasie, że jego jedyną nadzieją na powrót do międzynarodowych rozgrywek był właśnie Puchar. To on utrzymywał na trenerskiej posadzie Dariusza Żurawia, ale nadzieję „Kolejorza” brutalnie zniszczył Raków Częstochowa. Już na początku marca, już w ćwierćfinale i to do tego wygrywając 4:2 na terenie rywala. Teraz w podobnych okolicznościach jest Legia Warszawa. A nawet gorszych, bo przecież Lechowi przed rokiem degradacja w oczy nie zaglądała, nie tylko dlatego, że ligę opuszczała wówczas zaledwie jedna drużyna.

 

ZOBACZ TAKŻE: Fortuna Puchar Polski: Sensacja! Trzecioligowa Olimpia Grudziądz wyeliminowała Wisłę Kraków


Mistrz Polski, mimo piątkowej wygranej z Wisłą Kraków, wciąż znajduje się w strefie spadkowej i dziś musi bardziej koncentrować się na próbie wydostania się z niej niż myśleć o tym, jak uratować sezon przez Puchar. Choć przecież trudno odbierać tu komuś marzenia związane z letnimi przyzwyczajeniami, w których Legia walczy o międzynarodowe emocje i… premie od UEFA.


Pomijając wyżej wymienione kwestie oraz aspiracje klubu z Łazienkowskiej 3, ambicje piłkarzy jak również samego Aleksandara Vukovića, który walczy nie tylko o to, by uratować sezon dla klubu, ale też chce stworzyć dla siebie odpowiednią płaszczyznę, po której na rynku trenerskim będzie mógł się poruszać, kto wie, czy nie byłoby lepiej, gdyby Legia na rok odpoczęła od europejskich zmagań. Wiem, że w pierwszym odruchu brzmi to jak herezja i obrazoburstwo.

 

Ale sięgając głębiej do sedna może się okazać, że w tym klubie przydałby się spokojny czas na poukładanie porozrzucanych klocków, posprzątanie bałaganu i zbudowanie drużyny na solidnych podstawach, bo w tej chwili takiej na Powiślu i podwarszawskich Książenicach po prostu nie ma.

 

Walka o Ligę Konferencji będzie wiązała się z pośpiechem w zatrudnianiu piłkarzy, rozbudzonymi nadziejami i być może kolejnym falstartem w lidze, za który konsekwencje pewnie znów poniesie trener, którego nazwisko też nie jest ciągle znane. Kosta Runjaić? Być może. Vuković w tej chwili ma niby pracować tylko do końca sezonu, ale w Warszawie przecież niczego nie można być pewnym.

 

Start do wiosny idealny jednak nie jest, choć liczba siedmiu punktów zdobytych w czterech meczach nie wygląda najgorzej, to jednak oczekiwania kibiców jak i neutralnych obserwatorów są dużo większe. Zdobycie krajowego pucharu i obecność w Europie, przecież na początku i tak tylko w kwalifikacjach, nie byłaby pewnie całkowitym opatrunkiem na odniesione w ostatnim czasie rany, nie zakopałaby topora wojennego na linii kibice – właściciel klubu.

 

Ale kto nie chciałby sięgnąć po trofeum? Kto nie chciałby spróbować powalczyć o Ligę Konferencji? Nie zapominając o premiach także finansowych, bo przecież za sam puchar do kasy może wpłynąć 5 milionów w złotówkach.

 

ZOBACZ TAKŻE: Fortuna Puchar Polski: Pewne zwycięstwo Rakowa w Gdyni


Jest jeszcze jednak jedna dość ważna kwestia: by tak się, stało, trzeba pokonać w środę Górnika Łęczna, co dziś wcale nie wydaje się tak prostym zadaniem, choć piłkarze Kamila Kieresia też przecież mają na głowie inny ważniejszy cel, jakim jest utrzymanie statusu „ekstraklasowicza”. A w półfinale może czekać Lech Poznań albo Raków Częstochowa, które w tej chwili sportowo są po prostu mocniejsze od legionistów.

 

Chyba, że los znów – jak teraz – będzie łaskawy i wyznaczy wyprawę do Grudziądza. A zatem ta najkrótsza droga do Europy wcale nie musi być aż tak kręta. Ale należy też przecież pamiętać, że „Puchar Polski rządzi się swoimi prawami”, nieprawdaż?

Bożydar Iwanow/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie