Adam Małysz nie wytrzymał po skandalu! Polecą głowy?! "Byłem w szoku! Bardzo mocne nagany"
- Po dyskwalifikacji Pawła Wąska za nielegalny smar głowy nie spadły, ale były nagany i to bardzo mocne. W trakcie sezonu nie możemy nic takiego robić, jak zwalniać ludzi za błędy. Ja wiem, że wina była po stronie naszego teamu, bo faktycznie, nie powinno się to zdarzyć – powiedział Polsatowi Sport prezes PZN-u i legenda światowych skoków Adam Małysz.

Michał Białoński, Polsat Sport: Jaki cel postawi pan przed naszymi skoczkami na IO we Włoszech?
Adam Małysz, prezes PZN-u: Cel jest prosty – jedziemy na igrzyska po to, żeby walczyć o medal. Wiadomo, że patrząc z perspektywy, jak do tej pory wygląda sezon w wykonaniu naszych zawodników, to o ten medal może być ciężko, ale z drugiej strony, na najważniejszą imprezę czterolecia jedzie się po to, żeby walczyć. I trzeba marzyć!
W sobotę ktoś mnie zagaił: "Żeby naszym udało się zdobyć piąte-szóste miejsce w superduetach". Odpowiedziałem: "Poczekajcie. W Predazzo na próbie przed igrzyskami tak samo nikt na naszych nie liczył, a wygraliśmy!". Nie chcę powiedzieć, że zdarzają się czasem cuda, ale znam możliwości naszych chłopaków i wierzę w to, że na igrzyskach odpalą.
ZOBACZ TAKŻE: Zapadła decyzja! Tomasiak nie powalczy o medale mistrzostw świata
Adam Małysz o skandalu z dyskwalifikacją Pawła Wąska za niedozwolony smar do nart
Czy poleciały już głowy po aferze z fluorem w smarach nart, za co 3 stycznia w Innsbrucku został zdyskwalifikowany Paweł Wąsek, jako jedyny w tym sezonie zawodnik właśnie za takie wykroczenie?
Głowy nie spadły, ale były nagany i to bardzo mocne. W trakcie sezonu nie możemy nic takiego robić, jak zwalniać ludzi za błędy. Ja wiem, że wina była po stronie naszego teamu, bo faktycznie, nie powinno się to zdarzyć.
Oni przede wszystkim widzieli, że są certyfikaty, zarówno FIS-u (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej – przyp. red.) i Unii Europejskiej, więc nie przypuszczali, że faktycznie te pierwsze partie smarów, które były z 2000 r., mogły zawierać fluor. Przepisy zmieniły się w 2023 r., wtedy stosowania fluoru w smarach totalnie zabroniono i stąd był ten błąd. Błąd, za który serwismeni mocno przepraszali. Dostali nagany. Więcej w tym momencie nie możemy zrobić.
Całe szczęście, że ta dyskwalifikacja nie spotkała naszego lidera Kacpra Tomasiaka, który wtedy wspaniale skakał, tylko Pawła Wąska. Oczywiście, wszyscy współczuli Pawłowi, my również. Winowajcy go przeprosili. Podkreślam, w tym momencie nie da się więcej zrobić. Czas na rozliczenia przyjdzie po sezonie.
Bardzo zdenerwowała pana ta sytuacja?
Nie wkurzyłem się, tylko powiem szczerze, że byłem w szoku! Najpierw pomyślałem, że wkradł się jakiś błąd, że urządzenie pomiarowe się pomyliło i coś musi być nie tak. Tym bardziej, że fluor w smarach w skokach nie pomaga. Myśmy to sprawdzali i to wielokrotnie, nawet w Innsbrucku, gdy pojawiły się sygnały, że ta substancja zostanie zakazana. I było żadnej różnicy między smarami z fluorem a bez niego. W sportach wytrzymałościowych, tak jak biegi narciarskie, narciarstwo alpejskie, które smar ma dłużej działać fluor dawał przewagę, ale w skokach nie.
Norwegowie zaczęli porównywać tę dyskwalifikację Wąska do afery z nielegalnymi kombinezonami, która podczas ubiegłorocznych MŚ w Trondheim zakończyła się dyskwalifikacjami Mariusa Lindvika i Johanna Andre Forfanga.
Takie porównania to przesada i to gruba. Nie ukrywam, że byłem na to zły, bo nie wolno tak porównywać. Od afery w Trondheim Norwegowie cały czas mają do nas pretensje, a to przecież nie my wykryliśmy ten skandal, tylko przyłączyliśmy się do tego. A teraz nam się najwięcej obrywa. Sytuacja jest prosta: najwięcej kibiców skoków jest Polski, najwięcej dziennikarzy zajmujących się skokami jest również z Polski. Więc komu należy dorąbać? Polakom (śmiech)!
Adam Małysz o formie skoczków przed Igrzyskami Olimpijskimi we Włoszech
Na 25 dni przed IO, poza Kacprem Tomasiakiem, nie mamy żadnego skoczka, którego forma nie byłaby rozbujaną huśtawką.
Odpowiem tak: w sobotę skoki Dawida Kubackiego nas cieszyły. Może nie były perfekcyjne, ale na pewno były stabilne. Stąd nastąpiła decyzja trenerów, że w superduetach wystartuje z Kacprem właśnie Dawid, a nie ktoś inny. W niedzielę próbny skok Dawida był wręcz zarąbisty! Dawno takiego nie widziałem w jego wykonaniu. Myślę, że w konkursowym zjadły go trochę stres i presja.
Tak samo było z Kamilem Stochem: w sobotę go zabetonowało, w niedzielę również. Ktoś mógłby powiedzieć, że tak doświadczony zawodnik nie powinien się denerwować, ale to nie jest takie proste. Często tak bywa, że gdy zawodnik bardzo szybko chce wrócić do wysokiej formy, tym bardziej, że przed zimą i na początku sezonu wszystko dobrze szło i wydawało się, iż w końcu zaskoczy. Później jednak coś się wywróciło i Kamil cały czas ma problemy z tym, żeby iść na luzie, skakać na pełnym gazie, ale na luzie, bez spinania się, bez kontroli czegokolwiek.
Adam Małysz o problemach ze stabilizacją formy u Kamila Stocha
Już przed sezonem mówił nam pan, że jeżeli Kamil zdoła oczyścić głowę, to będzie w stanie walczyć o podia w PŚ i na IO. Czy teraz, gdy pożegnał już PŚ w Zakopanem, minie mu stres i emocje związane ze skokami staną się dla niego atutem, a nie przeszkodą?
Trudno mi powiedzieć, bo nie siedzę w głowie Kamila, więc ciężko mi powiedzieć, z jakimi problemami on się dokładnie boryka. Myślę, że trenerzy nad tym pracują, zresztą Kamil korzysta także z pracy psychologa. Pracują cały czas nad tym, żeby jego skoki były jak najbardziej automatyczne, by nie myślał za bardzo, nie kontrolował tego, co ma zrobić.
Znam to na swoim przykładzie. Gdy za bardzo kontrolowałem swoje skoki i myślałem o tym, co mam zrobić, to nie za bardzo to wychodziło. Praca z psychologiem, profesorem Jasiem Blecharzem nauczyła mnie innego podejścia. Powtarzał: "Myśl pozytywnie, dawaj z siebie wszystko, oddawaj dwa dobre skoki". U Kamila cały czas tego brakuje. Myślę, że po PŚ w Zakopanem stres mu minie. Przecież wiedział, że to jest pożegnanie z tą skocznią, że nie będzie już tutaj skakał, to tkwiło mu z tyłu głowy
Jest pan zły na FIS, za sposób, jaki w tym roku został potraktowany Puchar Świata w Zakopanem, ustawiając go w kalendarzu zaledwie cztery dni po zakończeniu Turnieju Czterech Skoczni. W efekcie pod Tatrami zabrakło aż pięciu zawodników z czołowej dziesiątki Pucharu Świata, zwłaszcza wicelidera rankingu Ryoyu Kobayashiego, jego rodaka Rena Nikaido, liderów niemieckiej drużyny – Philippa Raimunda, i Feliksa Hoffmana. To z pewnością obniżyło nieco rangę zawodów?
Nie do końca się zgodzę z panem redaktorem. Faktycznie, Kobayashi i Nikaido wrócili do Japonii, żeby się przygotować do PŚ w Sapporo. Zawsze tak robili, że konkursy poprzedzające skoki w Sapporo raczej odpuszczali, chyba że Kobayashi prowadził w PŚ, to starał się do nas przyjechać Z kolei Niemcy Raimund i Hoffman są chorzy.
Ale najbardziej utytułowany Austriak Stefan Kraft jest zdrowy, a również nie przyjechał do Polski.
Ale Stefan w ostatnim czasie nie skakał tak dobrze jak na początku sezonu, więc zdecydował się na spokojne skakanie w Bischofschofen, czy Innsbrucku, by przygotować się do kolejnych konkursów. Kraft jest tak doświadczonym zawodnikiem, że czuje: im jesteś starszy, tym częściej musisz odpuszczać niektóre starty, bo potrzebujesz więcej luzu. Tym bardziej, że faktycznie TCS był ciężki, a zaraz po nim nastąpiło Zakopane. Myślę, że za rok Wielka Krokiew wróci na swój termin, czyli 16-17 stycznia i wtedy już wszystko będzie OK.



